Jeśli uda mi się w końcu zrobić ten wpis, naprawdę będzie to zakrawać na cud. Zaczęłam tydzień temu, ale weekend się skończył i tak przeleciało kolejne siedem dni, nim znowu mam na takie pisanie czas. I właśnie przez ten brak czasu przerwa w eldżejowej działalności jak taka duża. Maj był miesiącem bardzo intensywnym; dużo pracy, dużo zmęczenia i dużo, dużo radości. Ten wpis - jeśli już uda się go zrobić - za pewne będzie długości pracy magisterskiej, ale materiału nazbierało się bardzo dużo i po prostu MUSZĘ to wszystko opisać, zanim pozapominam ^^" Wracanie do starych wydarzeń (zwłaszcza tych pozytywnych) jest naprawdę miłe, a takie notki bardzo odświeżają pamięć...
No to lecimy chronologicznie.
Z tego, co się w okolicach początku maja wydarzyło, właściwie nie pamiętam wiele... No, może oprócz paru epizodów. Najpierw drobna próba zburzenia mojego świeżo odzyskanego zadowolenia z życia, która odebrała mi zdolność snu na jedną noc - wzburzenie, nadmiar myśli - ale potem jakoś się z tym uporałam. List napisałam i wyrzuciłam. Poczułam się lepiej. To przykre, że nie mogę tego wszystkiego powiedzieć głośno, ale uznałam, że nie ma sensu znowu rozgrzebywać pewnych sytuacji i na nowo przez nie przechodzić. Niech ktoś sobie myśli, co chcę, to dla mnie smutne, ale nie będę niczego tłumaczyła. Dla własnego dobra, zakończyłam to wszystko i już raczej do tego nie wracam. Może czasem tylko, kiedy nie mogę zasnąć - nocą wspomnienia łatwo wracają - ale już mnie to tak nie boli. Myślę, że się z tym pogodziłam. Po prostu. Czy czegokolwiek żałuję? Nie. Było piękne, mimo wszystko. Piękne i cholernie krótkie; może dlatego w miarę szybko wróciłam do dawnego rytmu? Przynajmniej tym mogę się teraz cieszyć, skoro już tak musiało się stać.
Co potem? Potem był biwak. Wycieczka do Wawy nie wyszła nam z przyczyn niezależnych, tak więc postanowiliśmy z klasą udać się na trzy dni do Krasnobrodu ^^v Mimo, że nie było Żonki (przekonywałam ją tydzień, zgodziła się, już nawet ustaliłyśmy, co która bierze itd, a ostatniego dnia po prostu nie przyniosła pieniędzy. ZNOWU. Nie odzywałam się przez prawie dwa tygodnie, ale w końcu obie się złamałyśmy ^^"), bawiłam się naprawdę świetnie z resztą klasy... Tak, zintegrowałam się z ludźmi na miesiąc przed końcem roku! XDDD""" Nie sądzę, żebym z kimkolwiek mogła się bardziej zaprzyjaźnić, ale pogadać się da. W autokarze siedziałam z Justyną (cierpliwie wysłuchałam wszystkiego, co puszczała mi na telefonie, ze szczerością kręcąc głową na pytanie, czy to znam), w pokoju byłam z nią i z Kaśkami. W sąsiednim Olki, Beata i Majka, w kolejnym cztery dziewczyny z I gim. Jak na tyle osób domek był... no, powiedzmy, że mały. Albo nie. BARDZO MAŁY, do jasnej bitej cholery, a ta łazienka, JEDNA ŁAZIENKA (żeby było jeszcze fajniej, z niedomykającymi sie drzwiami), to już po prostu porażka totalna...! To, żeśmy się wieczorem nie pozagryzały, to cud jakiś jest. Był za to prawdziwy wyścig, zwłaszcza, gdy okazało się, że u chłopaków nie ma ciepłej wody i tak z naszej łazienki korzystało około 20 osób XD" O tym, jak ona później wyglądała, nawet mówić nie trzeba, jeśli uwzględni się fakt, że wszyscy wchodzili w butach. I te wieczorne manewry, żeby nie wyjść z niej brudniejszym niż się weszło, ubieranie w kabinie prysznicowej itd... Eech, uroki biwaku XD
W czasie całego wyjazdu zrobiliśmy iście imponującą ilość kilometrów == Ośrodek leżał ładny kawałek od miasta (tak to nazwijmy; w centrum mają fontannę i zagrodę z kozą), w totalnej głuszy (dzwonienie do Miho wiązało się z bieganiem i szukaniem zasięgu), żeby tam dotrzeć trzeba było przeleźć przez las, minąć dwa jeziora, przebyć plażę (cholerny piasek wsypujący się do butów, kiedy ledwo powstrzymujesz się, żeby nie paść na kolana i dalej się po prostu nie czołgać, bo normalnie zapadasz się po kostki...) i jeszcze jedną uliczkę. A że wycha samych nas w ośrodku nie zostawi, to wio, całą grupą po każde zakupy...! Jezu Chryste, nigdy więcej. Może nie byłoby tak źle, gdyby pierwszego dnia nie wydało się, że wzięłam od taty aparat, dobry aparat, i dziewczyny z mojego pokoju nie zaczęły prosić o zrobienie im paru 'profesjonalnych zdjęć'. Oczywiście nie przy fontannie z grupą, trzeba było się odłączyć i, pod pretekstem potrzeb fizjologicznych, zostać przy jakimś starym, porośniętym bluszczem domku stojącym przy jeziorze. Zanim zdjęcia zrobiłyśmy, grupa była już hen w oddali, tak więc z powrotem musiałyśmy iść same... No i zgadnijcie sami, co dalej.
Tak, zgubiłyśmy się _^_____"
Wszystko byłoby okej, gdybyśmy skręciły przy jeziorze kawałek wcześniej! Ale oczywiście zamiast tego zeszłyśmy praktycznie pod samą wodę, gdzie siedzieli rybacy i, przekonane, że naprawdę mijaliśmy wcześniej tę kupę ziemi, weszłyśmy w las w zupełnie innym miejscu niż powinnyśmy. Zorientowałyśmy się, kiedy po paru minutach szybkiego marszu niespodziewanie przy drodze wyrosła kapliczka, której już na pewno nie widziałyśmy, a droga jakoś nie chciała się skończyć...
Tu nastąpiła seria manewrów, powrotów pod jezioro, badania po kolei różnych dróg i kłócenia się, czy mimo groźby poważnego opieprzu od wychowawczyni nie zadzwonić do kogoś w ośrodku. Ostatecznie nie zadzwoniłyśmy - oni też jakoś nie dzwonili - i szukałyśmy dalej. Nie wiem ile, chyba straciłam poczucie czasu.
Jakaż była nasza ulga, gdy w końcu - zmęczone jak nie wiem co i mające już przed oczami wizje nocowania w lesie - trafiłyśmy dobrą drogę! Do ośrodka prawie biegłyśmy (pod górkę, jasny gwint!), dotarłyśmy całe mokre i zziajane, a w domku koleżanki przywitały nas słowami... 'Jak coś, to łazienka zajęta' =______________= Nikt nie zauważył, że nas nie ma! NIKT! Mogłybyśmy błądzić po tym lesie przez kolejną godzinę, mogłaby nas napaść banda zboczeńców albo zjeść dziki (cicho'''), a i tak pewnie by się nie zorientowali! Ech!... A z drugiej strony, może to i lepiej. Ominęło nas kazanie ze strony wychy.
Ledwo zdążyłyśmy doprowadzić się do jakiegokolwiek stanu używalność i nieco odpocząć, pojawiła się pani P. i... Tadam, moi drodzy, idziemy na spacer! DO LASU! No to już jest jakaś cholerna złośliwość cholernego losu! Oczywiście o zostaniu nie ma mowy, idziemy wszyscy, zobaczyć kapliczkę świętego Rocha, nie, to nic, że już tam byliśmy w I klasie, to przecież tylko kilometr drogi! Ghhh.
No dobra, poszliśmy. Kilometr drogi okazał się oczywiście kilometrem drogi poprzez górki, dołki, przeszkody w postaci pni do ominięcia, a istną perłą w koronie były strome jak jasna cholera schody do pokonania - takie tego typu, że jak już zaczniesz schodzisz, to nie możesz się zatrzymać, bo inaczej pewnie spadniesz. Po tej przeprawie wszyscy jak jeden mąż padli na ławki pod kapliczką, i tylko wychowawczyni z wyraźnym zadowoleniem robiła zdjęcia. Dziesięć minut odpoczynku i idziemy dalej. Proszę pani, nie było o tym mowy! Ale kogo to obchodzi? Następny kilometr dołków i górek przed nami, aż do szosy. Tutaj wycha doszła do wniosku, że niebezpieczne jest, żeby taka grupa szła brzegiem ulicy, tak więc... wracamy tą samą drogą! Myślałam, że uklęknę i zacznę walić głową w asfalt.
Chyba świat nie byłby światem, gdyby w tej części drogi nie było więcej wspinania się niż schodzenia? Schody też pod górę. Drewniane schody, ściana prawie pionowa. TO-BYŁO-STRASZNE. Bez trzech postojów i padnięcia na ziemię, gdy już znaleźliśmy się na górze, obejść się nie mogło. No ale moi drodzy, najgorsze za nami, teraz jeszcze tylko kilometr dołków, górek i pni...
Kiedy już jakoś doczołgaliśmy się do ośrodka, zastaliśmy grupę pani Sz. siedzącą sobie spokojnie przy ognisku. Co za chamstwo, oni to nie musieli się pod tą kapliczkę pchać, chociaż nigdy tam nie byli, a nas wyciągnęli drugi raz! _^_ Część klasy do nich dołączyła, ja natomiast powlokłam się z Kaśką i Justyną do domku. Chciałyśmy skorzystać z łazienki, zanim zacznie się do niej pchać następny tuzin osób, im się to udało, ale kiedy Kaśka zmieniała się z Justyną, przyszedł Michał i wyciągnął mnie z powrotem pod ognisko XDDD Oczywiście poszłam, dziewczyny miały zamiar zagrzebać się w kocach i oglądać jakaś komedię romantyczną, też mi zajęcie na biwak...
Posiedziałam z nimi trochę przy tym ognisku, a potem - około 22 - poszłyśmy z drugą Kaśką do domku chłopaków na kawę XD Jezu, jaki oni tam mieli bałagan! Nie wiedziałam nawet, gdzie mam stanąć XD'' Ale kawa była dobra, a i całkiem przyjemnie się gadało X33 Potem poszłyśmy z Kaśką z powrotem do naszego domku - druga Kaśka z Justyną nadal oglądały tę nieszczęsną komedię - udało nam się wykąpać, a potem znowu do chłopaków XDDD Tym razem była już cała ekipa, w domku istny chaos, 16 osób w pokoiku 4m x 4m XDDD Ale było bardzo fajnie, gadaliśmy na różne tematy (w stylu 'największa wpadka, jaką w życiu miałeś'), w dodatku paru chłopaków z innego domku zdążyło się już narąbać, co jakiś czas ktoś wchodził i wychodził przez drzwi balkonowe, a za każdym razem, gdy ktoś zadzwonił do normalnych, gasiliśmy światło i udawaliśmy, że nas nie ma XDDDD Oczywiście na wypadek, gdyby to była wycha. Ta jednak miała nas gdzieś i ani razu nie przyszła 8D Dzięki temu towarzystwo poczuło się jeszcze szczęśliwsze, niektórzy o drugiej rozpalili sobie znowu ognisko, a spora część do samego rana biegała po ośrodku XD My wyszłyśmy z dziewczynami od chłopaków około 3. W naszym domku cisza, Kaśka i Justyna już dawno spać poszły XDDDD Też miałam, ale ostatecznie skorzystałam z zaproszenia i poszłam sobie do pokoju dziewczyn X3 Tam jeszcze trochę pogadałyśmy, a potem około 4, pokładłyśmy się gdzie się dało i tak - osiem w czteroosobowym pokoju - poszłyśmy spać... na trzy godziny.
O siódmej pobudka, śniadanie i łazienka, bo potem zbiórka pod ośrodkiem i znowu mamy gdzieś leźć. Kazania wychowawczyni na temat biegania do czwartej po ośrodku pokornie wysłuchaliśmy, natomiast na następną kwestię odpowiedzią był zbiorowy jęk. Kolejna trzygodzinna piesza wycieczka, a jakże! Do kapliczki na wodzie, która znajduje się praktycznie za Krasnobrodem, miejsca ładne, owszem, ale CHOLERNIE DALEKO.
Nawet nie będę się w to wydarzenie zagłębiać, bo nic się nie działo, tylko szliśmy, szliśmy, szliśmy, spędziliśmy kwadrans pod kapliczką i znowu szliśmy, szliśmy, szliśmy _^_____ Po powrocie godzinka przerwy, a potem idziemy na obiad i zbiórka pod autobusem, będziemy zwiedzać Roztocze. Wychowawczyni, nauczona doświadczeniami poprzedniej nocy, najwyraźniej doszła do wniosku, że żeby młodzież poszła spać jeszcze przed świtem, należy ją naprawdę BARDZO zmęczyć.
...co wcale nie jest takie trudne, jeśli większość owej młodzieży poprzedniej nocy spała 0-3 godziny. Tak więc po obiedzie wszyscy znaleźli się w autokarze i podzielili na tych, którzy śpią i na tych, którzy próbują nie spać. Wynajęty przewodnik gadał chyba do siebie, w autokarze panowała poza tym wręcz nienaturalna cisza, a wychowawczyni zrobiła kilka zdjęć pogrążonych w apatii uczniów i chyba jako jedyna dobrze się bawiła.
Biedny przewodnik, tego dnia był najbardziej wyklinaną osobą XDDDD Za każdym razem, kiedy kazał nam wyjść z autokaru żeby coś tam zobaczyć, odpowiadały mu jęki niezadowolenia i niezbyt miłe rzeczy mruczane pod nosem. Zaczęliśmy od przejścia się Tomaszowem Lubelskim (największą radością był powrót do autokaru i możliwość wrócenia do drzemki na swoim siedzeniu), potem wypędził nas na zewnątrz na jakimś polu, gdzie kończyło się Roztocze i zaczynały kotliny. Wcisnął nam jakiś kit, że widać stąd Tatry, jeśli się dobrze przyjrzymy. A jak zobaczymy, to będzie nagroda. Tu znowu uczniowie się podzielili, tym razem na tych, którzy udawali, że widzą i na tych, którzy śmiali się między sobą, że ten przewodnik to mógł co najwyżej w swoim plecaku butelki po Tatrach zobaczyć.
Tych prawdziwych oczywiście nie było. To miał być jakiś głupi żart związany z mapą, którego w sumie nie zrozumiałam, więc nie powtórzę.
Potem nadeszła pora na Susiec. Tu jęki były najgłośniejsze, bo przed nami piesza wycieczka i podziwianie krajobrazu. Nie powiem, żeby nie było czego podziwiać, bo miejsce naprawdę piękne, ale w tej sytuacji... Dużo zdjęć przynajmniej zrobiłam XD Ach, i napiłam się z czegoś, co wg przewodnika było źródełkiem miłości XDDDDD Dla żartów zeszliśmy pod nie z Kaśką i z Szyszkiem, no bo co nam szkodzi? Ten, kto się z niego napije, szczęśliwie się zakocha. Nie, żebym specjalnie w takie rzeczy wierzyła, ale to było takie... pozytywne. Nawet poczułam się trochę mniej zmęczona, a kiedy przechodziliśmy przez jakieś dwie leżące wszerz rzeki gałęzie na jej drugą stronę, zatrzymałam się na środku i kilka razy podskoczyłam, żeby usłyszeć, jak piszczy parę dziewczyn za mną XDDDDD
Ale, niestety, jak tylko udało nam się wrócić do autokaru udzieliła mi się atmosfera i przyłączyłam się do ogólnej apatii ^^" Przed nami został jeszcze jeden punkt, Zwierzyniec. Tu obejrzeliśmy koniki polskie (były kochane X3), kościół na wodzie (największe poruszenie wzbudziła sikorka, która przypadkiem dostała się do środka) i poszliśmy na lody. To tak w skrócie, bo byłam już zbyt styrana, żeby wiele zapamiętać XDDD"
Wyszło z tego wszystkiego w sumie, jak to ktoś na forum klasowym ujął, 'pięć godzin zapierdalania po Roztoczu', po których wszyscy wróciliśmy naprawdę maksymalnie zjechani. Ale to jeszcze nie koniec, dopiero 20:00, przed nami ognisko i podchody!
Nie no, to akurat było fajne XDDD Co prawda przy pierwszej kolejce podchodów znaleziono nas z Majką i bodajże Beatą po pięciu minutach, ale to nie nasza wina! To tamta klasa za szybko skończyła liczyć! Nie znałyśmy ośrodka, tak więc radośnie wybiegłyśmy sobie poza niego, i akurat kiedy wracałyśmy biegiem wzdłuż siatki, z drugiej strony wypadło paru chłopaków z grupy szukającej. Pif paf, po nas. Potem nasza klasa szukała, a oni się chowali, a w następnej naszej kolejce poszło już o wiele lepiej XD To niesamowite, jak łatwo schować się w ciemnościach! Wystarczy, że staniesz bez ruchu i już Cię nie widać XD Z braku czasu i pomysłów ustawiłam się wpierw pod jakąś siatką, obok drzewa, praktycznie nic mnie nie zasłaniało i myślałam, że znowu się dla mnie zabawa szybko skończy, ale poświecili obok i poszli dalej XDDD Wyleciałam stamtąd i rzuciłam się na ziemię obok Olki i Majki, pod jakimiś gałęziami. Dużo osób tędy przechodziło, ale i tak nas nie zobaczyli! XD Leżałyśmy tak przez pół godziny, przyciśnięte do ziemi, po wszystkim byłam cała obolała i wyciągałam z włosów całą masę liści, ale było faaajnie XD Nie znaleźli nas aż do końca i wygrałyśmy v^^v
Tego wieczora też mieliśmy siedzieć do późna, tym razem w naszym domku, ale nijak nam to wyszło - nawet mimo kolejnej wypitej kawy (wycha stwierdziła, że to symbol tego biwaku XD). Posiedzieliśmy trochę, zagraliśmy w Twistera pożyczonego od dziewczyn z innego domku, a potem jakoś się towarzystwo rozeszło... Położyłam się gdzieś koło pierwszej i zasnęłam dosłownie w dwie minuty.
Poranek był podobny do poprzedniego, chociaż chyba spaliśmy odrobinę dłużej... Albo i nie, nie pamiętam XD" To już była końcówka, o 11 mieliśmy oddać klucze do domków i wyjazd o 13. Spędziliśmy ten czas sprzątając domki (do łazienki oczywiście nikt się nie dotknął XD"), a potem siedzieliśmy na placu zabaw przy ośrodku, huśtaliśmy na huśtawkach, gadaliśmy i zjadaliśmy resztki prowiantu XDDD Podróż powrotna minęła szybko ze słuchawkami w uszach, przed 15 byliśmy w Chełmie, a ja prawie od razu po opowiedzeniu wszystkiego rodzicom poszłam spać. Obudziłam się o 20:30, ponadrabiałam trochę zaległości na kompie i położyłam się znowu XD
Ogólnie rzecz biorąc wyjazd był bardzo, bardzo fajny. Nawet mimo tych wszystkich przebytych kilometrów i potwornego zmęczenia, bez chwili wahania pojechałabym jeszcze raz ^____^
( Galeria zdjęć biwakowych X3 )
Następna miła rzecz, jaka mnie w maju spotkała - kto wie, czy nie najmilsza - miała miejscu dzień po powrocie. Albo raczej nieco wcześniej się zaczęła, ale dopiero wtedy została, że tak to ujmę, zrealizowana XD Czasem naprawdę nie wierzę, jakie miłe niespodzianki szykuje los, kiedy zupełnie się tego nie spodziewam! Last.fm łączy ludzi, taaak. Bo to właśnie parę postów napisanych na stronie koncertu Despów wreszcie, po trzech latach, zupełnie przypadkiem popchnęło mnie na inną fankę jrocka Z CHEŁMA! (Która w dodatku, jak się wkrótce okazało, mieszka bardzo blisko mnie i jeszcze w ubiegłym roku chodziłyśmy do tej samej szkoły XD""""""). Przeżyłam prawdziwy szok, omg, jednak nie jestem sama! XDDDD Oczywiście natychmiast musiałyśmy się spotkać (swoją drogą to tak fajnie, móc się z kimś spotkać od razu, a nie za parę miesięcy...), i było to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Z Martą naprawdę świetnie się dogadujemy, możemy trajkotać non stop przez 4 godziny, realizować wszelkiego rodzaju głupie pomysły (jesteśmy w trakcie uczenia się para para dance do Despowej 'Yozory' 8DDDDD) , śpiewać dziwne piosenki (Jesteśmy na wczasach, w tyyych góralskich lasaach~~) albo przez przynajmniej półtorej godziny przekopywać Empik. I, oczywiście, wybieramy się razem na koncert Despów w Gdyni - a dla mnie to prawdziwa manna z nieba. Zniknął problem z dojazdem i zakwaterowaniem (owszem, mam tę rodzinę w Gdańsku, ale wracanie tam po koncercie około 23 ani trochę mi się nie uśmiecha...) i szanse znacznie skoczyły. Rodzice jeszcze nie wiedzą, ale jak dostaną moje całkiem niezłe świadectwo (o tym później), to naprawdę powinno się udać TwT
...musi, bo mam już bilet XDDDDDDD"
Kupowanie go było zresztą przeżyciem na tyle nietuzinkowym, że pozwolę sobie je opisać.
Ponieważ bilety za pośrednictwem TicketOnline można było nabyć w Empiku, a wszyscy zainteresowani po prostu się na nie rzucili, my też postanowiłyśmy jak najszybciej się zaopatrzyć. Wielka Wyprawa odbyła się w piątek 22 maja i szła nam bardzo dobrze... do pewnego momentu. To znaczy tego, w którym trzeba było podejść do kasy i o te bilety zapytać. Niby nic, ale ponieważ ja i Marta obok wielu innych wspólnych cech (z absolutnym brakiem orientacji w terenie na czele'') mamy ataki nieuzasadnionej nieśmiałości, sprawa znacznie się skomplikowała. Powiedzmy, że się przeliczyłyśmy - ja myślałam, że zwalę to na nią, a ona, że zwali na mnie i obie bardzo się z tego cieszyłyśmy, a tu nagle... Khem XDDD'' Przez 40 minut siedziałyśmy jak skończone idiotki na podłodze przy dziale z różnymi fajnymi i kolorowymi przyborami plastycznymi, kłócąc się, która ma podejść i spytać. Ktoś, kto patrzyłby na to z boku, mógłby się nieźle ubawić - 'Ty mówisz! - Dlaczego zawsze ja?! - To dopiero pierwszy raz, no proszę! - Mowy nie ma, ty! - Ale ja się boję - Ja się boję BARDZIEJ - Wcale nie, bo ja!' itd XDDDDD" Dzieci no, dzieci, jak gdyby sprzedawca miał się na nas rzucić z pazurami XDDD" No ale to takie irracjonalne wrażenie jest!
Ostatecznie ustaliłyśmy, że zrobimy to razem - Marta pyta, czy sprzedają bilety z TicketOnline (jakoś zacząć trzeba XD), a ja mówię, że chciałybyśmy kupić na D'espairs Ray, 22 lipca, Gdynia, Klub Ucho. Głęboki wdech, wydech, idziemy.
...a sprzedawczyni z uśmiechem oznajmia nam, że bilety to po tamtej stronie sklepu.
Yeah _^________
I tak oto znowu jesteśmy w punkcie wyjścia! Było dokładnie to samo. Uciekłyśmy za półki z płytami i tak zleciał nam kolejny kwadrans sprzeczania się. 'Ja już mówiłam, teraz twoja kolej! - Nie nie, dobrze ci poszło! Zrób tak jeszcze raz! - Ale ja już nie chcę! - Ja też nie chcę!'. Żaaal XDDDD" Ale mimo wszystko w końcu jakoś udało nam się wyjść i, po długim krążeniu między stoiskami, dotrzeć do tej kasy.
Oczywiście nawet po wyklepaniu formułki byłyśmy dopiero w połowie czekających nas atrakcji _^_ Tym razem to sprzedawca miał problemy. Zupełnie nie mogli znaleźć tego koncertu w bazie danych. Dwóch stało przy komputerze i klikało, a my czekałyśmy jak głupie, żeby po 15 minutach usłyszeć, żeby przyjść za pół godziny, bo chyba muszą coś tam zaktualizować =_______= Skfdfnpshgdh, ale cóż począć. W tym czasie postanowiłyśmy pójść sobie do wesołego miasteczka. Jakoś udało nam się je znaleźć (patrz: brak orientacji w terenie XD) i oczywiście wpakowałyśmy się na najbardziej ekstremalną karuzelę XDDD Dobra, przyznaję, to był mój pomysł. Na takich zawsze jest najfajniej, jesteś tak wysoko, wiatr szarpie Cię za włosy, możesz sobie pokrzyczeć i nikt się nie będzie dziwnie patrzył... I przez to wszystko zupełnie nie zaniepokoiło mnie to, że z poprzedniej kolejki tej karuzeli jakaś dziewczyna schodziła zasłaniając twarz dłonią, a obsługujący ją (mam na myśli karuzelę...!) facet kazał mi zdjąć okulary. Błąd.
Tak tam nami kręciło (co chwilę gwałtownie zmieniając kierunek), huśtało (niebo - podłoga - niebo - podłoga) i telepało (zrozumiałam nagle, po co są te gąbki w okolicach głowy, auć...) , że już po trzech minutach zaczęłam krzyczeć do Marty, że ją przepraszam i modlić się, żeby to się jak najszybciej skończyło x_____X A trwało długo... A przynajmniej mi tak się wydawało, kiedy zamykałam oczy i starałam sobie nie wyobrażać, co by się stało, gdybyśmy stamtąd wypadły. Brrrrr.
Jak tylko się ta koszmarna przejażdżka skończyła i facet uwolnił nas ze wszystkich zabezpieczeń, wyskoczyłyśmy z siedzeń, zataczając się z lekka, odebrałyśmy rzeczy i od razu poszłyśmy w stronę wyjścia, nie patrząc nawet na inne atrakcje XDDDD'' Cóż, potraktujmy to jako nauczkę na przyszłość ^^"
No, ale w międzyczasie pół godziny minęło i mogłyśmy wracać do Empiku po nasze bilety! ^w^ Z ulgą przyjęłyśmy wiadomość, że po aktualizacji się znalazły i już nieco spokojniej czekałyśmy następne 20 minut, aż uda się im się wydrukować XDDDDD" Jak się okazało rozdziewiczyłyśmy Empik, nigdy wcześniej z TicketOnline nie drukowali i nie było to bynajmniej proste. 'Ty, patrz, jakie to wszystko dziwne', 'Mogę trzy na raz, czy trzeba oddzielnie?', 'No ale na pewno tak?', 'A to oderwać czy zostawić?'... Ech XDDDDD Grunt, że jakoś im się udało i NARESZCIE mogłyśmy trzymać w dłoniach nasze śliczne bilety TwwwwT Wytoczyłyśmy się z Empiku, padłyśmy na ławki przed nim i przez parę minut po prostu się na nie gapiłyśmy, ażeby potem dokładnie w tym samym momencie odezwać się słowami 'Nie mogę w to uwierzyć' XDDDDD Haha, podobno genialne umysły myślą podobnie XDDDDD
Po powrocie bilet schowałam przed rodzicami w 'Słownik motywów literackich', na drugi dzień przestałam wyciągać go co piętnaście minut i oglądać, a niedługo - oby! - powinnam już móc nie robić tego w ukryciu ^_______^

<3333333
Zatem z Martą widujemy się co tydzień (przynajmniej na razie, póki jest rok szkolny, w wakacje będzie pewnie dużo częściej X3), a ja poznaję, jak to fajnie mieć takich znajomych na miejscu ^____^ Bo muszę przyznać, że z Żonką spotykamy się głównie w szkole. Jest fajnie, owszem, ale rzadko kiedy da się ją gdziekolwiek wyciągnąć, wyjście do miasta wychodzi raz na pięć planowanych, a dalej to po prostu szkoda gadać v.v No ale teraz przestało to być takim problemem, nie?
Następne spotkanie z Martą w Boże Ciało. Jeszcze nie wiem, co będziemy robić, ale na pewno będzie super XDDD Po piątkowym (pierwszym u mnie w domu) rodzice pytali, z czego tak się bez przerwy śmiałyśmy XDDDDD'' No ale było z czego, było! Uczyłyśmy się tańczyć para para (póki co udało nam się zapamiętać pierwsze cztery ruchy XD"), zawzięcie ćwiczyłyśmy śpiew przed koncertem (Mam nagrane nasze wykonanie 'Yami ni furu kiseki' ^^v Wcale nie jesteśmy gorsze niż japońska publiczność, ba, barwę głosu nawet ładniejszą mamy XDDD), obejrzałyśmy i przeczytałyśmy caałą masę głupot (pokazałam jej Wersalki, Kayą i Jukę *musiała*, także nie mogło zabraknąć co głupszych wywiadów i fragmentów Urakizoku, poleciało też nieodzowne 'Mana meets Bill', i oczywiście dużo Despów, wywiadów głównie, z wizji Hizumiego lepiącego pierogi [w wywiadzie mówił o przyrządzaniu zachodnich dań >D] ryłyśmy do końca dnia XDDDDD), wyobrażałyśmy sobie polskie nazwy wypowiadane przez Despy (Nałęczowianka wygrała [Naaeeoołaanka XDDDDDD], Kropla Beskidu też była dobra [Kuropura Besukidu], ale przy Żywcu Zdrój nasza wyobraźnia wysiadła XDDD") zrobiłyśmy też kilka równie głupich zdjęć XD:

Znajdź trzy różnicę między dwoma Tsuskawkami XDDDDDD

Tsukasa po przytyciu XDDDDDDDD
Nie mogę się doczekać następnego razu XDDDD
A teraz następna kwestia, hmmm. Urodziny Potworka, 26 maja.
Tego pięknego dnia Potworek skończył 11 lat i stał się, jak to sam ujął, potwolatką XDDD Dzień był baaardzo miły, taki rodzinny, daliśmy Potty prezenty, tak jak w moje urodziny zjedliśmy tort i wypiliśmy szampana, a potem poszliśmy z Potworkiem i Elmo (prezent ode mnie xD) na spacer ^_^
( Tak! To kolejny spam zdjęciowy! )
No i chyba ostatnia kwestia... Tak. Szkoła.
Teraz, na trzy dni przed ostatecznym wystawieniem ocen, mogę rzec, że mam za sobą naprawdę baaardzo pracowite półrocze - i nie żałuję. Praktycznie wszystkie oceny z semestru poszły w górę o jedną (niestety, o więcej raczej nie można v.v) i, pierwszy raz od szóstej klasy, na moim świadectwie większą część będą stanowić piątki. W ostatnim tygodniu było duuużo nerwów, ale póki co jeszcze żadna ocena końcowa nie zawiodła moich oczekiwań (chociaż do ostatniej chwili nie byłam niczego pewna i za każdym razem, kiedy dany nauczyciel docierał do mojego nazwiska zaciskałam dłonie w pięści tak mocno, że po wewnętrznej stronie zostawały ślady od paznokci), więc jestem dobrej myśli. Została jeszcze chemia, fizyka, sztuka, WOS i informatyka. Muszę zanieść rysunki na sztukę, napisać ostatnią kartkówkę z chemii i dać do sprawdzenia zeszyt od historii, żeby się pani Sz. przypadkiem z mojej piątki nie rozmyśliła, a potem... koniec, wreszcie koniec! Wyniki testów w środę, a od czwartku tylko i wyłącznie odpoczynek! Myślę, że zasłużony. Starałam się, bardzo się starałam, i chociaż nie skończę gimnazjum z czerwonym paskiem, średnia powinna być zadowalająca i dla mnie, i dla rodziców. Zwłaszcza dla rodziców; w końcu to od nich największej mierze zależy, jak będą wyglądały moje wakacje. Z takimi 'osiągnięciami' jak rok temu na pewno nie miałabym teraz szans na koncert, ale ponieważ sytuacja wygląda obecnie o niebo lepiej niż wtedy, a oni sami widzieli moją pracę - zwłaszcza podczas ostatnich tygodni - liczę, że wszystko się uda. I wprost nie mogę się doczekać. To byłyby (będą?) najpiękniejsze dni w tym roku <3
I jeszcze jedna dobra wieść na zakończenie - wróciłam do pisania. Ostatnio wiele wskazywało, że to w końcu nadejdzie, wracałam do tego myślami, tydzień temu kupiłam nowy zeszyt, a wczoraj wieczorem poczułam, że nie ma już na co dłużej czekać i mogę zaczynać. Wreszcie. A jak dla mnie to naprawdę bardzo wiele - od drugiej połowy lutego nie szło mi to najlepiej, właściwie wszystko co napisałam w tamtym okresie wymaga korekty, a ja bardzo długo nie miałam na to wszystko siły. Siły, czasu, weny, chęci, wszystkiego. To był ogólnie ciężki okres, z wielu względów, więc chyba nie ma się czemu dziwić. Uznałam zatem, że nic na siłę i postanowiłam zrobić nie-wiadomo-jak-długą-przerwę-w-działaln ości (przynajmniej tej 'poważnej', bajka moja i Miho to inna sprawa xD). To było dobre rozwiązanie, poczekać, aż te wszystkie czarne chmury na niebie się rozwieją, nie chciałam, żeby moje prywatne sprawy odbiły się tak bardzo na tym, co piszę, w końcu nie tak to miało wyglądać... Minął kawałek marca, potem kwiecień, maj... I to moje prywatne niebo wygląda już o wiele ładniej. Coś zostawiłam za sobą, coś innego naprawiłam, odzyskałam siły i optymizm. Czeka mnie piękne, beztroskie lato, uśmiecham się na samą myśl i naprawdę znowu mam ochotę pisać! Przeczytam to, co wymęczyłam w lutym, na świeżo i z dystansem, i po prostu napiszę jeszcze raz, na pewno dużo poprawiając i ulepszając. Naprawdę chcę skończyć tego ficka, szkoda mi go tak zostawiać w połowie... Powinno się udać. Wakacje w końcu zawsze były dla mnie bardzo płodnym okresem jeśli o pisanie chodzi, nie mam nic innego na głowie i mogę poświęcać temu tyle czasu ile chcę i kiedy chcę (największe ilości weny odnotowuje w późnych godzinach nocnych. 3:00 jest okej). Życzcie mi szczęścia XD
Postaram się nie robić już takich przerw i odezwać się zaraz po końcu roku szkolnego. Trzymajcie się <3
No to lecimy chronologicznie.
Z tego, co się w okolicach początku maja wydarzyło, właściwie nie pamiętam wiele... No, może oprócz paru epizodów. Najpierw drobna próba zburzenia mojego świeżo odzyskanego zadowolenia z życia, która odebrała mi zdolność snu na jedną noc - wzburzenie, nadmiar myśli - ale potem jakoś się z tym uporałam. List napisałam i wyrzuciłam. Poczułam się lepiej. To przykre, że nie mogę tego wszystkiego powiedzieć głośno, ale uznałam, że nie ma sensu znowu rozgrzebywać pewnych sytuacji i na nowo przez nie przechodzić. Niech ktoś sobie myśli, co chcę, to dla mnie smutne, ale nie będę niczego tłumaczyła. Dla własnego dobra, zakończyłam to wszystko i już raczej do tego nie wracam. Może czasem tylko, kiedy nie mogę zasnąć - nocą wspomnienia łatwo wracają - ale już mnie to tak nie boli. Myślę, że się z tym pogodziłam. Po prostu. Czy czegokolwiek żałuję? Nie. Było piękne, mimo wszystko. Piękne i cholernie krótkie; może dlatego w miarę szybko wróciłam do dawnego rytmu? Przynajmniej tym mogę się teraz cieszyć, skoro już tak musiało się stać.
Co potem? Potem był biwak. Wycieczka do Wawy nie wyszła nam z przyczyn niezależnych, tak więc postanowiliśmy z klasą udać się na trzy dni do Krasnobrodu ^^v Mimo, że nie było Żonki (przekonywałam ją tydzień, zgodziła się, już nawet ustaliłyśmy, co która bierze itd, a ostatniego dnia po prostu nie przyniosła pieniędzy. ZNOWU. Nie odzywałam się przez prawie dwa tygodnie, ale w końcu obie się złamałyśmy ^^"), bawiłam się naprawdę świetnie z resztą klasy... Tak, zintegrowałam się z ludźmi na miesiąc przed końcem roku! XDDD""" Nie sądzę, żebym z kimkolwiek mogła się bardziej zaprzyjaźnić, ale pogadać się da. W autokarze siedziałam z Justyną (cierpliwie wysłuchałam wszystkiego, co puszczała mi na telefonie, ze szczerością kręcąc głową na pytanie, czy to znam), w pokoju byłam z nią i z Kaśkami. W sąsiednim Olki, Beata i Majka, w kolejnym cztery dziewczyny z I gim. Jak na tyle osób domek był... no, powiedzmy, że mały. Albo nie. BARDZO MAŁY, do jasnej bitej cholery, a ta łazienka, JEDNA ŁAZIENKA (żeby było jeszcze fajniej, z niedomykającymi sie drzwiami), to już po prostu porażka totalna...! To, żeśmy się wieczorem nie pozagryzały, to cud jakiś jest. Był za to prawdziwy wyścig, zwłaszcza, gdy okazało się, że u chłopaków nie ma ciepłej wody i tak z naszej łazienki korzystało około 20 osób XD" O tym, jak ona później wyglądała, nawet mówić nie trzeba, jeśli uwzględni się fakt, że wszyscy wchodzili w butach. I te wieczorne manewry, żeby nie wyjść z niej brudniejszym niż się weszło, ubieranie w kabinie prysznicowej itd... Eech, uroki biwaku XD
W czasie całego wyjazdu zrobiliśmy iście imponującą ilość kilometrów == Ośrodek leżał ładny kawałek od miasta (tak to nazwijmy; w centrum mają fontannę i zagrodę z kozą), w totalnej głuszy (dzwonienie do Miho wiązało się z bieganiem i szukaniem zasięgu), żeby tam dotrzeć trzeba było przeleźć przez las, minąć dwa jeziora, przebyć plażę (cholerny piasek wsypujący się do butów, kiedy ledwo powstrzymujesz się, żeby nie paść na kolana i dalej się po prostu nie czołgać, bo normalnie zapadasz się po kostki...) i jeszcze jedną uliczkę. A że wycha samych nas w ośrodku nie zostawi, to wio, całą grupą po każde zakupy...! Jezu Chryste, nigdy więcej. Może nie byłoby tak źle, gdyby pierwszego dnia nie wydało się, że wzięłam od taty aparat, dobry aparat, i dziewczyny z mojego pokoju nie zaczęły prosić o zrobienie im paru 'profesjonalnych zdjęć'. Oczywiście nie przy fontannie z grupą, trzeba było się odłączyć i, pod pretekstem potrzeb fizjologicznych, zostać przy jakimś starym, porośniętym bluszczem domku stojącym przy jeziorze. Zanim zdjęcia zrobiłyśmy, grupa była już hen w oddali, tak więc z powrotem musiałyśmy iść same... No i zgadnijcie sami, co dalej.
Tak, zgubiłyśmy się _^_____"
Wszystko byłoby okej, gdybyśmy skręciły przy jeziorze kawałek wcześniej! Ale oczywiście zamiast tego zeszłyśmy praktycznie pod samą wodę, gdzie siedzieli rybacy i, przekonane, że naprawdę mijaliśmy wcześniej tę kupę ziemi, weszłyśmy w las w zupełnie innym miejscu niż powinnyśmy. Zorientowałyśmy się, kiedy po paru minutach szybkiego marszu niespodziewanie przy drodze wyrosła kapliczka, której już na pewno nie widziałyśmy, a droga jakoś nie chciała się skończyć...
Tu nastąpiła seria manewrów, powrotów pod jezioro, badania po kolei różnych dróg i kłócenia się, czy mimo groźby poważnego opieprzu od wychowawczyni nie zadzwonić do kogoś w ośrodku. Ostatecznie nie zadzwoniłyśmy - oni też jakoś nie dzwonili - i szukałyśmy dalej. Nie wiem ile, chyba straciłam poczucie czasu.
Jakaż była nasza ulga, gdy w końcu - zmęczone jak nie wiem co i mające już przed oczami wizje nocowania w lesie - trafiłyśmy dobrą drogę! Do ośrodka prawie biegłyśmy (pod górkę, jasny gwint!), dotarłyśmy całe mokre i zziajane, a w domku koleżanki przywitały nas słowami... 'Jak coś, to łazienka zajęta' =______________= Nikt nie zauważył, że nas nie ma! NIKT! Mogłybyśmy błądzić po tym lesie przez kolejną godzinę, mogłaby nas napaść banda zboczeńców albo zjeść dziki (cicho'''), a i tak pewnie by się nie zorientowali! Ech!... A z drugiej strony, może to i lepiej. Ominęło nas kazanie ze strony wychy.
Ledwo zdążyłyśmy doprowadzić się do jakiegokolwiek stanu używalność i nieco odpocząć, pojawiła się pani P. i... Tadam, moi drodzy, idziemy na spacer! DO LASU! No to już jest jakaś cholerna złośliwość cholernego losu! Oczywiście o zostaniu nie ma mowy, idziemy wszyscy, zobaczyć kapliczkę świętego Rocha, nie, to nic, że już tam byliśmy w I klasie, to przecież tylko kilometr drogi! Ghhh.
No dobra, poszliśmy. Kilometr drogi okazał się oczywiście kilometrem drogi poprzez górki, dołki, przeszkody w postaci pni do ominięcia, a istną perłą w koronie były strome jak jasna cholera schody do pokonania - takie tego typu, że jak już zaczniesz schodzisz, to nie możesz się zatrzymać, bo inaczej pewnie spadniesz. Po tej przeprawie wszyscy jak jeden mąż padli na ławki pod kapliczką, i tylko wychowawczyni z wyraźnym zadowoleniem robiła zdjęcia. Dziesięć minut odpoczynku i idziemy dalej. Proszę pani, nie było o tym mowy! Ale kogo to obchodzi? Następny kilometr dołków i górek przed nami, aż do szosy. Tutaj wycha doszła do wniosku, że niebezpieczne jest, żeby taka grupa szła brzegiem ulicy, tak więc... wracamy tą samą drogą! Myślałam, że uklęknę i zacznę walić głową w asfalt.
Chyba świat nie byłby światem, gdyby w tej części drogi nie było więcej wspinania się niż schodzenia? Schody też pod górę. Drewniane schody, ściana prawie pionowa. TO-BYŁO-STRASZNE. Bez trzech postojów i padnięcia na ziemię, gdy już znaleźliśmy się na górze, obejść się nie mogło. No ale moi drodzy, najgorsze za nami, teraz jeszcze tylko kilometr dołków, górek i pni...
Kiedy już jakoś doczołgaliśmy się do ośrodka, zastaliśmy grupę pani Sz. siedzącą sobie spokojnie przy ognisku. Co za chamstwo, oni to nie musieli się pod tą kapliczkę pchać, chociaż nigdy tam nie byli, a nas wyciągnęli drugi raz! _^_ Część klasy do nich dołączyła, ja natomiast powlokłam się z Kaśką i Justyną do domku. Chciałyśmy skorzystać z łazienki, zanim zacznie się do niej pchać następny tuzin osób, im się to udało, ale kiedy Kaśka zmieniała się z Justyną, przyszedł Michał i wyciągnął mnie z powrotem pod ognisko XDDD Oczywiście poszłam, dziewczyny miały zamiar zagrzebać się w kocach i oglądać jakaś komedię romantyczną, też mi zajęcie na biwak...
Posiedziałam z nimi trochę przy tym ognisku, a potem - około 22 - poszłyśmy z drugą Kaśką do domku chłopaków na kawę XD Jezu, jaki oni tam mieli bałagan! Nie wiedziałam nawet, gdzie mam stanąć XD'' Ale kawa była dobra, a i całkiem przyjemnie się gadało X33 Potem poszłyśmy z Kaśką z powrotem do naszego domku - druga Kaśka z Justyną nadal oglądały tę nieszczęsną komedię - udało nam się wykąpać, a potem znowu do chłopaków XDDD Tym razem była już cała ekipa, w domku istny chaos, 16 osób w pokoiku 4m x 4m XDDD Ale było bardzo fajnie, gadaliśmy na różne tematy (w stylu 'największa wpadka, jaką w życiu miałeś'), w dodatku paru chłopaków z innego domku zdążyło się już narąbać, co jakiś czas ktoś wchodził i wychodził przez drzwi balkonowe, a za każdym razem, gdy ktoś zadzwonił do normalnych, gasiliśmy światło i udawaliśmy, że nas nie ma XDDDD Oczywiście na wypadek, gdyby to była wycha. Ta jednak miała nas gdzieś i ani razu nie przyszła 8D Dzięki temu towarzystwo poczuło się jeszcze szczęśliwsze, niektórzy o drugiej rozpalili sobie znowu ognisko, a spora część do samego rana biegała po ośrodku XD My wyszłyśmy z dziewczynami od chłopaków około 3. W naszym domku cisza, Kaśka i Justyna już dawno spać poszły XDDDD Też miałam, ale ostatecznie skorzystałam z zaproszenia i poszłam sobie do pokoju dziewczyn X3 Tam jeszcze trochę pogadałyśmy, a potem około 4, pokładłyśmy się gdzie się dało i tak - osiem w czteroosobowym pokoju - poszłyśmy spać... na trzy godziny.
O siódmej pobudka, śniadanie i łazienka, bo potem zbiórka pod ośrodkiem i znowu mamy gdzieś leźć. Kazania wychowawczyni na temat biegania do czwartej po ośrodku pokornie wysłuchaliśmy, natomiast na następną kwestię odpowiedzią był zbiorowy jęk. Kolejna trzygodzinna piesza wycieczka, a jakże! Do kapliczki na wodzie, która znajduje się praktycznie za Krasnobrodem, miejsca ładne, owszem, ale CHOLERNIE DALEKO.
Nawet nie będę się w to wydarzenie zagłębiać, bo nic się nie działo, tylko szliśmy, szliśmy, szliśmy, spędziliśmy kwadrans pod kapliczką i znowu szliśmy, szliśmy, szliśmy _^_____ Po powrocie godzinka przerwy, a potem idziemy na obiad i zbiórka pod autobusem, będziemy zwiedzać Roztocze. Wychowawczyni, nauczona doświadczeniami poprzedniej nocy, najwyraźniej doszła do wniosku, że żeby młodzież poszła spać jeszcze przed świtem, należy ją naprawdę BARDZO zmęczyć.
...co wcale nie jest takie trudne, jeśli większość owej młodzieży poprzedniej nocy spała 0-3 godziny. Tak więc po obiedzie wszyscy znaleźli się w autokarze i podzielili na tych, którzy śpią i na tych, którzy próbują nie spać. Wynajęty przewodnik gadał chyba do siebie, w autokarze panowała poza tym wręcz nienaturalna cisza, a wychowawczyni zrobiła kilka zdjęć pogrążonych w apatii uczniów i chyba jako jedyna dobrze się bawiła.
Biedny przewodnik, tego dnia był najbardziej wyklinaną osobą XDDDD Za każdym razem, kiedy kazał nam wyjść z autokaru żeby coś tam zobaczyć, odpowiadały mu jęki niezadowolenia i niezbyt miłe rzeczy mruczane pod nosem. Zaczęliśmy od przejścia się Tomaszowem Lubelskim (największą radością był powrót do autokaru i możliwość wrócenia do drzemki na swoim siedzeniu), potem wypędził nas na zewnątrz na jakimś polu, gdzie kończyło się Roztocze i zaczynały kotliny. Wcisnął nam jakiś kit, że widać stąd Tatry, jeśli się dobrze przyjrzymy. A jak zobaczymy, to będzie nagroda. Tu znowu uczniowie się podzielili, tym razem na tych, którzy udawali, że widzą i na tych, którzy śmiali się między sobą, że ten przewodnik to mógł co najwyżej w swoim plecaku butelki po Tatrach zobaczyć.
Tych prawdziwych oczywiście nie było. To miał być jakiś głupi żart związany z mapą, którego w sumie nie zrozumiałam, więc nie powtórzę.
Potem nadeszła pora na Susiec. Tu jęki były najgłośniejsze, bo przed nami piesza wycieczka i podziwianie krajobrazu. Nie powiem, żeby nie było czego podziwiać, bo miejsce naprawdę piękne, ale w tej sytuacji... Dużo zdjęć przynajmniej zrobiłam XD Ach, i napiłam się z czegoś, co wg przewodnika było źródełkiem miłości XDDDDD Dla żartów zeszliśmy pod nie z Kaśką i z Szyszkiem, no bo co nam szkodzi? Ten, kto się z niego napije, szczęśliwie się zakocha. Nie, żebym specjalnie w takie rzeczy wierzyła, ale to było takie... pozytywne. Nawet poczułam się trochę mniej zmęczona, a kiedy przechodziliśmy przez jakieś dwie leżące wszerz rzeki gałęzie na jej drugą stronę, zatrzymałam się na środku i kilka razy podskoczyłam, żeby usłyszeć, jak piszczy parę dziewczyn za mną XDDDDD
Ale, niestety, jak tylko udało nam się wrócić do autokaru udzieliła mi się atmosfera i przyłączyłam się do ogólnej apatii ^^" Przed nami został jeszcze jeden punkt, Zwierzyniec. Tu obejrzeliśmy koniki polskie (były kochane X3), kościół na wodzie (największe poruszenie wzbudziła sikorka, która przypadkiem dostała się do środka) i poszliśmy na lody. To tak w skrócie, bo byłam już zbyt styrana, żeby wiele zapamiętać XDDD"
Wyszło z tego wszystkiego w sumie, jak to ktoś na forum klasowym ujął, 'pięć godzin zapierdalania po Roztoczu', po których wszyscy wróciliśmy naprawdę maksymalnie zjechani. Ale to jeszcze nie koniec, dopiero 20:00, przed nami ognisko i podchody!
Nie no, to akurat było fajne XDDD Co prawda przy pierwszej kolejce podchodów znaleziono nas z Majką i bodajże Beatą po pięciu minutach, ale to nie nasza wina! To tamta klasa za szybko skończyła liczyć! Nie znałyśmy ośrodka, tak więc radośnie wybiegłyśmy sobie poza niego, i akurat kiedy wracałyśmy biegiem wzdłuż siatki, z drugiej strony wypadło paru chłopaków z grupy szukającej. Pif paf, po nas. Potem nasza klasa szukała, a oni się chowali, a w następnej naszej kolejce poszło już o wiele lepiej XD To niesamowite, jak łatwo schować się w ciemnościach! Wystarczy, że staniesz bez ruchu i już Cię nie widać XD Z braku czasu i pomysłów ustawiłam się wpierw pod jakąś siatką, obok drzewa, praktycznie nic mnie nie zasłaniało i myślałam, że znowu się dla mnie zabawa szybko skończy, ale poświecili obok i poszli dalej XDDD Wyleciałam stamtąd i rzuciłam się na ziemię obok Olki i Majki, pod jakimiś gałęziami. Dużo osób tędy przechodziło, ale i tak nas nie zobaczyli! XD Leżałyśmy tak przez pół godziny, przyciśnięte do ziemi, po wszystkim byłam cała obolała i wyciągałam z włosów całą masę liści, ale było faaajnie XD Nie znaleźli nas aż do końca i wygrałyśmy v^^v
Tego wieczora też mieliśmy siedzieć do późna, tym razem w naszym domku, ale nijak nam to wyszło - nawet mimo kolejnej wypitej kawy (wycha stwierdziła, że to symbol tego biwaku XD). Posiedzieliśmy trochę, zagraliśmy w Twistera pożyczonego od dziewczyn z innego domku, a potem jakoś się towarzystwo rozeszło... Położyłam się gdzieś koło pierwszej i zasnęłam dosłownie w dwie minuty.
Poranek był podobny do poprzedniego, chociaż chyba spaliśmy odrobinę dłużej... Albo i nie, nie pamiętam XD" To już była końcówka, o 11 mieliśmy oddać klucze do domków i wyjazd o 13. Spędziliśmy ten czas sprzątając domki (do łazienki oczywiście nikt się nie dotknął XD"), a potem siedzieliśmy na placu zabaw przy ośrodku, huśtaliśmy na huśtawkach, gadaliśmy i zjadaliśmy resztki prowiantu XDDD Podróż powrotna minęła szybko ze słuchawkami w uszach, przed 15 byliśmy w Chełmie, a ja prawie od razu po opowiedzeniu wszystkiego rodzicom poszłam spać. Obudziłam się o 20:30, ponadrabiałam trochę zaległości na kompie i położyłam się znowu XD
Ogólnie rzecz biorąc wyjazd był bardzo, bardzo fajny. Nawet mimo tych wszystkich przebytych kilometrów i potwornego zmęczenia, bez chwili wahania pojechałabym jeszcze raz ^____^
( Galeria zdjęć biwakowych X3 )
Następna miła rzecz, jaka mnie w maju spotkała - kto wie, czy nie najmilsza - miała miejscu dzień po powrocie. Albo raczej nieco wcześniej się zaczęła, ale dopiero wtedy została, że tak to ujmę, zrealizowana XD Czasem naprawdę nie wierzę, jakie miłe niespodzianki szykuje los, kiedy zupełnie się tego nie spodziewam! Last.fm łączy ludzi, taaak. Bo to właśnie parę postów napisanych na stronie koncertu Despów wreszcie, po trzech latach, zupełnie przypadkiem popchnęło mnie na inną fankę jrocka Z CHEŁMA! (Która w dodatku, jak się wkrótce okazało, mieszka bardzo blisko mnie i jeszcze w ubiegłym roku chodziłyśmy do tej samej szkoły XD""""""). Przeżyłam prawdziwy szok, omg, jednak nie jestem sama! XDDDD Oczywiście natychmiast musiałyśmy się spotkać (swoją drogą to tak fajnie, móc się z kimś spotkać od razu, a nie za parę miesięcy...), i było to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Z Martą naprawdę świetnie się dogadujemy, możemy trajkotać non stop przez 4 godziny, realizować wszelkiego rodzaju głupie pomysły (jesteśmy w trakcie uczenia się para para dance do Despowej 'Yozory' 8DDDDD) , śpiewać dziwne piosenki (Jesteśmy na wczasach, w tyyych góralskich lasaach~~) albo przez przynajmniej półtorej godziny przekopywać Empik. I, oczywiście, wybieramy się razem na koncert Despów w Gdyni - a dla mnie to prawdziwa manna z nieba. Zniknął problem z dojazdem i zakwaterowaniem (owszem, mam tę rodzinę w Gdańsku, ale wracanie tam po koncercie około 23 ani trochę mi się nie uśmiecha...) i szanse znacznie skoczyły. Rodzice jeszcze nie wiedzą, ale jak dostaną moje całkiem niezłe świadectwo (o tym później), to naprawdę powinno się udać TwT
...musi, bo mam już bilet XDDDDDDD"
Kupowanie go było zresztą przeżyciem na tyle nietuzinkowym, że pozwolę sobie je opisać.
Ponieważ bilety za pośrednictwem TicketOnline można było nabyć w Empiku, a wszyscy zainteresowani po prostu się na nie rzucili, my też postanowiłyśmy jak najszybciej się zaopatrzyć. Wielka Wyprawa odbyła się w piątek 22 maja i szła nam bardzo dobrze... do pewnego momentu. To znaczy tego, w którym trzeba było podejść do kasy i o te bilety zapytać. Niby nic, ale ponieważ ja i Marta obok wielu innych wspólnych cech (z absolutnym brakiem orientacji w terenie na czele'') mamy ataki nieuzasadnionej nieśmiałości, sprawa znacznie się skomplikowała. Powiedzmy, że się przeliczyłyśmy - ja myślałam, że zwalę to na nią, a ona, że zwali na mnie i obie bardzo się z tego cieszyłyśmy, a tu nagle... Khem XDDD'' Przez 40 minut siedziałyśmy jak skończone idiotki na podłodze przy dziale z różnymi fajnymi i kolorowymi przyborami plastycznymi, kłócąc się, która ma podejść i spytać. Ktoś, kto patrzyłby na to z boku, mógłby się nieźle ubawić - 'Ty mówisz! - Dlaczego zawsze ja?! - To dopiero pierwszy raz, no proszę! - Mowy nie ma, ty! - Ale ja się boję - Ja się boję BARDZIEJ - Wcale nie, bo ja!' itd XDDDDD" Dzieci no, dzieci, jak gdyby sprzedawca miał się na nas rzucić z pazurami XDDD" No ale to takie irracjonalne wrażenie jest!
Ostatecznie ustaliłyśmy, że zrobimy to razem - Marta pyta, czy sprzedają bilety z TicketOnline (jakoś zacząć trzeba XD), a ja mówię, że chciałybyśmy kupić na D'espairs Ray, 22 lipca, Gdynia, Klub Ucho. Głęboki wdech, wydech, idziemy.
...a sprzedawczyni z uśmiechem oznajmia nam, że bilety to po tamtej stronie sklepu.
Yeah _^________
I tak oto znowu jesteśmy w punkcie wyjścia! Było dokładnie to samo. Uciekłyśmy za półki z płytami i tak zleciał nam kolejny kwadrans sprzeczania się. 'Ja już mówiłam, teraz twoja kolej! - Nie nie, dobrze ci poszło! Zrób tak jeszcze raz! - Ale ja już nie chcę! - Ja też nie chcę!'. Żaaal XDDDD" Ale mimo wszystko w końcu jakoś udało nam się wyjść i, po długim krążeniu między stoiskami, dotrzeć do tej kasy.
Oczywiście nawet po wyklepaniu formułki byłyśmy dopiero w połowie czekających nas atrakcji _^_ Tym razem to sprzedawca miał problemy. Zupełnie nie mogli znaleźć tego koncertu w bazie danych. Dwóch stało przy komputerze i klikało, a my czekałyśmy jak głupie, żeby po 15 minutach usłyszeć, żeby przyjść za pół godziny, bo chyba muszą coś tam zaktualizować =_______= Skfdfnpshgdh, ale cóż począć. W tym czasie postanowiłyśmy pójść sobie do wesołego miasteczka. Jakoś udało nam się je znaleźć (patrz: brak orientacji w terenie XD) i oczywiście wpakowałyśmy się na najbardziej ekstremalną karuzelę XDDD Dobra, przyznaję, to był mój pomysł. Na takich zawsze jest najfajniej, jesteś tak wysoko, wiatr szarpie Cię za włosy, możesz sobie pokrzyczeć i nikt się nie będzie dziwnie patrzył... I przez to wszystko zupełnie nie zaniepokoiło mnie to, że z poprzedniej kolejki tej karuzeli jakaś dziewczyna schodziła zasłaniając twarz dłonią, a obsługujący ją (mam na myśli karuzelę...!) facet kazał mi zdjąć okulary. Błąd.
Tak tam nami kręciło (co chwilę gwałtownie zmieniając kierunek), huśtało (niebo - podłoga - niebo - podłoga) i telepało (zrozumiałam nagle, po co są te gąbki w okolicach głowy, auć...) , że już po trzech minutach zaczęłam krzyczeć do Marty, że ją przepraszam i modlić się, żeby to się jak najszybciej skończyło x_____X A trwało długo... A przynajmniej mi tak się wydawało, kiedy zamykałam oczy i starałam sobie nie wyobrażać, co by się stało, gdybyśmy stamtąd wypadły. Brrrrr.
Jak tylko się ta koszmarna przejażdżka skończyła i facet uwolnił nas ze wszystkich zabezpieczeń, wyskoczyłyśmy z siedzeń, zataczając się z lekka, odebrałyśmy rzeczy i od razu poszłyśmy w stronę wyjścia, nie patrząc nawet na inne atrakcje XDDDD'' Cóż, potraktujmy to jako nauczkę na przyszłość ^^"
No, ale w międzyczasie pół godziny minęło i mogłyśmy wracać do Empiku po nasze bilety! ^w^ Z ulgą przyjęłyśmy wiadomość, że po aktualizacji się znalazły i już nieco spokojniej czekałyśmy następne 20 minut, aż uda się im się wydrukować XDDDDD" Jak się okazało rozdziewiczyłyśmy Empik, nigdy wcześniej z TicketOnline nie drukowali i nie było to bynajmniej proste. 'Ty, patrz, jakie to wszystko dziwne', 'Mogę trzy na raz, czy trzeba oddzielnie?', 'No ale na pewno tak?', 'A to oderwać czy zostawić?'... Ech XDDDDD Grunt, że jakoś im się udało i NARESZCIE mogłyśmy trzymać w dłoniach nasze śliczne bilety TwwwwT Wytoczyłyśmy się z Empiku, padłyśmy na ławki przed nim i przez parę minut po prostu się na nie gapiłyśmy, ażeby potem dokładnie w tym samym momencie odezwać się słowami 'Nie mogę w to uwierzyć' XDDDDD Haha, podobno genialne umysły myślą podobnie XDDDDD
Po powrocie bilet schowałam przed rodzicami w 'Słownik motywów literackich', na drugi dzień przestałam wyciągać go co piętnaście minut i oglądać, a niedługo - oby! - powinnam już móc nie robić tego w ukryciu ^_______^

<3333333
Zatem z Martą widujemy się co tydzień (przynajmniej na razie, póki jest rok szkolny, w wakacje będzie pewnie dużo częściej X3), a ja poznaję, jak to fajnie mieć takich znajomych na miejscu ^____^ Bo muszę przyznać, że z Żonką spotykamy się głównie w szkole. Jest fajnie, owszem, ale rzadko kiedy da się ją gdziekolwiek wyciągnąć, wyjście do miasta wychodzi raz na pięć planowanych, a dalej to po prostu szkoda gadać v.v No ale teraz przestało to być takim problemem, nie?
Następne spotkanie z Martą w Boże Ciało. Jeszcze nie wiem, co będziemy robić, ale na pewno będzie super XDDD Po piątkowym (pierwszym u mnie w domu) rodzice pytali, z czego tak się bez przerwy śmiałyśmy XDDDDD'' No ale było z czego, było! Uczyłyśmy się tańczyć para para (póki co udało nam się zapamiętać pierwsze cztery ruchy XD"), zawzięcie ćwiczyłyśmy śpiew przed koncertem (Mam nagrane nasze wykonanie 'Yami ni furu kiseki' ^^v Wcale nie jesteśmy gorsze niż japońska publiczność, ba, barwę głosu nawet ładniejszą mamy XDDD), obejrzałyśmy i przeczytałyśmy caałą masę głupot (pokazałam jej Wersalki, Kayą i Jukę *musiała*, także nie mogło zabraknąć co głupszych wywiadów i fragmentów Urakizoku, poleciało też nieodzowne 'Mana meets Bill', i oczywiście dużo Despów, wywiadów głównie, z wizji Hizumiego lepiącego pierogi [w wywiadzie mówił o przyrządzaniu zachodnich dań >D] ryłyśmy do końca dnia XDDDDD), wyobrażałyśmy sobie polskie nazwy wypowiadane przez Despy (Nałęczowianka wygrała [Naaeeoołaanka XDDDDDD], Kropla Beskidu też była dobra [Kuropura Besukidu], ale przy Żywcu Zdrój nasza wyobraźnia wysiadła XDDD") zrobiłyśmy też kilka równie głupich zdjęć XD:

Znajdź trzy różnicę między dwoma Tsuskawkami XDDDDDD

Tsukasa po przytyciu XDDDDDDDD
Nie mogę się doczekać następnego razu XDDDD
A teraz następna kwestia, hmmm. Urodziny Potworka, 26 maja.
Tego pięknego dnia Potworek skończył 11 lat i stał się, jak to sam ujął, potwolatką XDDD Dzień był baaardzo miły, taki rodzinny, daliśmy Potty prezenty, tak jak w moje urodziny zjedliśmy tort i wypiliśmy szampana, a potem poszliśmy z Potworkiem i Elmo (prezent ode mnie xD) na spacer ^_^
( Tak! To kolejny spam zdjęciowy! )
No i chyba ostatnia kwestia... Tak. Szkoła.
Teraz, na trzy dni przed ostatecznym wystawieniem ocen, mogę rzec, że mam za sobą naprawdę baaardzo pracowite półrocze - i nie żałuję. Praktycznie wszystkie oceny z semestru poszły w górę o jedną (niestety, o więcej raczej nie można v.v) i, pierwszy raz od szóstej klasy, na moim świadectwie większą część będą stanowić piątki. W ostatnim tygodniu było duuużo nerwów, ale póki co jeszcze żadna ocena końcowa nie zawiodła moich oczekiwań (chociaż do ostatniej chwili nie byłam niczego pewna i za każdym razem, kiedy dany nauczyciel docierał do mojego nazwiska zaciskałam dłonie w pięści tak mocno, że po wewnętrznej stronie zostawały ślady od paznokci), więc jestem dobrej myśli. Została jeszcze chemia, fizyka, sztuka, WOS i informatyka. Muszę zanieść rysunki na sztukę, napisać ostatnią kartkówkę z chemii i dać do sprawdzenia zeszyt od historii, żeby się pani Sz. przypadkiem z mojej piątki nie rozmyśliła, a potem... koniec, wreszcie koniec! Wyniki testów w środę, a od czwartku tylko i wyłącznie odpoczynek! Myślę, że zasłużony. Starałam się, bardzo się starałam, i chociaż nie skończę gimnazjum z czerwonym paskiem, średnia powinna być zadowalająca i dla mnie, i dla rodziców. Zwłaszcza dla rodziców; w końcu to od nich największej mierze zależy, jak będą wyglądały moje wakacje. Z takimi 'osiągnięciami' jak rok temu na pewno nie miałabym teraz szans na koncert, ale ponieważ sytuacja wygląda obecnie o niebo lepiej niż wtedy, a oni sami widzieli moją pracę - zwłaszcza podczas ostatnich tygodni - liczę, że wszystko się uda. I wprost nie mogę się doczekać. To byłyby (będą?) najpiękniejsze dni w tym roku <3
I jeszcze jedna dobra wieść na zakończenie - wróciłam do pisania. Ostatnio wiele wskazywało, że to w końcu nadejdzie, wracałam do tego myślami, tydzień temu kupiłam nowy zeszyt, a wczoraj wieczorem poczułam, że nie ma już na co dłużej czekać i mogę zaczynać. Wreszcie. A jak dla mnie to naprawdę bardzo wiele - od drugiej połowy lutego nie szło mi to najlepiej, właściwie wszystko co napisałam w tamtym okresie wymaga korekty, a ja bardzo długo nie miałam na to wszystko siły. Siły, czasu, weny, chęci, wszystkiego. To był ogólnie ciężki okres, z wielu względów, więc chyba nie ma się czemu dziwić. Uznałam zatem, że nic na siłę i postanowiłam zrobić nie-wiadomo-jak-długą-przerwę-w-działaln
Postaram się nie robić już takich przerw i odezwać się zaraz po końcu roku szkolnego. Trzymajcie się <3
Current Mood:
cheerful
Current Music: Moi dix Mois - Angelica
12 comments | Leave a comment


























