Home
ehagaki
19 July 2009 @ 11:45 pm
Czyż nie mówiłam ostatnio, że wpis będzie niedługo po zakończeniu roku? Mówiłam, oczywiście. I oczywiście jak zawsze z tych wzniosłych planów zostało tyle, ile widać =_____= Od 19 czerwca staram się zmobilizować na tyle, żeby to napisać, nawet udało mi się zacząć, ale potem wakacyjne lenistwo wzięło górę''' Dzisiaj podejście trzecie, bo czasu malutko, a ilość materiału osiągnęła poziom co najmniej niebezpieczny. Jak ta woda w rzekach po ostatnich powodziach, które i Chełma nie ominęły, dzięki czemu w parku znowu mamy jezioro ^w^ Pamiętam, że było, kiedy byłam mała, ale potem odpompowali wodę, przez kolejne lata był tylko porośnięty trawą dół, w końcu zrobili w nim skatepark... I tu nagle woda wróciła sama 8D Żałuję, że nie miałam ostatnio przy sobie aparatu, bo wygląda to naprawdę imponująco. Zwłaszcza ta stercząca znad powierzchni wody informacja, że to skatepark ufundowany przez Unię itp XDDDD
Aach, ale nie o tym miałam, ważniejsze rzeczy mam do opisania...! X3

Przede wszystkim wróćmy do jakże teraz wszystkim odległej kwestii szkoły XD
Zakończenie roku szkolnego było zupełnie inne niż rok temu. Nie ustawili krzeseł (półtorej godziny stania w miejscu w butach na obcasach, po prostu cud świata =-=), a w tłumie nie udało mi się znaleźć Marty... Możliwe, że po prostu nie była ubrana tak rażąco jak przed rokiem, a szkoda, bo wtedy przynajmniej było się z czego pośmiać, za to tym razem... Ech. Naprawdę, to był najbardziej przygnębiający początek wakacji w całym moim życiu v.v Nie chodzi o pożegnanie z klasą (oprócz Żonki nawet nie mam zamiaru z nikim kontaktu utrzymywać) czy wychowawczynią (w poprzednich klasach mieliśmy chyba lepsze), ale sama szkoła... Mój Boże, spędziłam tam 9 lat! Ponad połowę mojego życia była jego nieodzownym elementem, miejscem licznych wzlotów i równie wielu upadków, wiążą się z nią setki wspomnień z bardzo różnych okresów, co roku zaczynałam wakacje wiedząc, że we wrześniu znowu znajdę się na tej samej sali, zobaczę te same osoby i miejsca... A teraz zamiast tego wiedziałam, ze to wszystko się skończyło, pewien etap zamknął się bezpowrotnie. Wracałam do domu ze łzami w oczach i ze ściśniętym gardłem, a po powrocie nieźle przestraszyłam rodziców, kiedy bez słowa poszłam od razu do swojego pokoju, rzuciłam świadectwo na biurko, po czym po prostu siadłam i się rozryczałam == Myśleli, że coś z ocenami, tato rzucił się na świadectwo, a mama zaczęła mnie wypytywać, co się stało... Jak w końcu udało mi się wydusić 'bo szkołę skończyłam', wyglądała, jakby nie wiedziała, czy się roześmiać czy też rozpłakać xD"
Ech, wiedziałam, że będę tego dnia smutna, ale nie sądziłam, że aż tak. Te wszystkie lata zrobiły swoje; zakończenie ostatniego roku nauki było jak pożegnanie z domem, w którym się wychowało. Bardzo przykre. I chociaż jestem optymistycznie nastawiona do nowej szkoły, ciągnie mnie do nowych osób i zmiany otoczenia, no i wiele mogę zacząć z czystym kontem... To jednak trochę zazdroszczę tym, którzy we wrześniu wrócą do Siódemki v.v
A teraz wróćmy do wyników końcowych, skoro nie są najgorsze, to się pochwalę i pokomentuję, a co XD
Zachowanie: wzorowe (LOLWTF. Nie wiem, jak wyglądałaby ta szkoła, gdybym była dla innych wzorem do naśladowania XDDDD")
Religia: 5 (nie mieliśmy ani jednej lekcji w tym semestrze, a Xsionc nam oceny powymyślał, ale nie narzekam XDDDDD *nawet u bierzmowania nie była*)
Polski: 5 (ciężka była moja praca na ten stopień, naprawdę; o ile K. stawiał oceny prawie za nic, to u D. trzeba było się namęczyć, pałą nagradzała nawet ZGŁOSZONY brak pracy domowej, a na koniec wystawiła kilka dwój)
Historia: 5 (jako jedna z nielicznych, yey v^^v)
WOS: (należało mi się, już nawet tylko za te godziny spędzone nad pieprzonym biznesplanem)
Niemiecki: 5 (wywaliłam wypracowanie ustne na 300 słów, nie mogło być inaczej X3)
Matematyka: 3 (i na nic więcej mnie nie stać, z czego zdaję sobie sprawę i się z tym godzę)
Fizyka: 4 (może mogło być lepiej, ale i tak nie jest źle, nie mam głowy do tego po prostu...)
Chemia: 4 (TAK! Kocham pana, panie B. ;________;)
Biologia: 4 (cud i święto narodowe, chociaż z takim kłuciem o dżdżownicach i innych paskudztwach u kogo innego miałabym 5, no ale cóż, to G. i jej cholerna biologia rozszerzona w gimnazjum =w=)
Geografia: 5 (szczerze w to wątpiłam w pewnym momencie, ale udało się XD Dobrze, że jednak mam w miarę silną wolę i uzupełniłam całe ćwiczenia w jedną noc [niezapomniane przeżycie ==], inaczej mogłabym się z tym stopniem pożegnać...)
Plastyka: 6 (to akurat trudne nie było xD)
Muzyka: 4 (i to jest właśnie największy fail i niesprawiedliwość! Nie moja wina, tylko tego debila, który postanowił, że będziemy mieć plastykę dwa lata pod rząd, a muzykę tylko w I klasie, chociaż wtedy wszyscy piali, że NA PEWNO będzie w III! No dzięki... _^_ *olała to jak wszyscy*)
Technika: 4 (drugi fail i znowu nie moja wina. Zmienili nam pana B. (miałam u niego piątkę bez najmniejszego wysiłku) na pana S., który cały rok niemiłosiernie piłował nas coraz to nowymi rysunkami i idiotycznymi kartkówkami, i oceniał je zdecydowanie za surowo _^_ B. przynajmniej można było cukierkami przekupić, a nie...)
Informatyka: 5 (sialala)
W-f: 5 (śmiech na sali XDDDD Przez pół semestru nie miałam stroju i kategorycznie odmówiłam skoku wzwyż i biegu na 600m... Ale zrobiłam gazetkę o sportach wodnych i jest 5 8D)
No i 5 z angielskiego, ale to się niestety nie wlicza v___v
Średnia: 4,60 (Semestralna to 3,75, komentarze zbędne 8DDD Gdyby nie ta cholerna muzyka i technika miałabym pasek, no ale cóż ==)
Test humanistyczny: 43/50 (Egzaminatorzy = zuo _^_ Ale nie jest źle, nie mniej niż mi wyszło przy liczeniu, no i wyżej średniej klasowej [39,1], a  w szkole jest tylko 8 osób lepszych ode mnie XD)
Test matematyczno-przyrodniczy: 41/50 (AHAHA, po prostu nadal nie wierzę! XDDDD Przecież ja mam tróję z matmy, cały czas się wlokę w ogonie jeśli o to chodzi, a znowu jestem wyżej średniej klasowej, i to o całe 6 punktów 8D)
Test językowy: 49/50 (Czyli bez niespodzianek; to okropne 'viel erfolg' będzie mnie prześladować do końca życia == ALE na tle innych i tak jestem mistrzem, test był banalny, a tylko dwie osoby na całą szkołę miały maxa i trzy włącznie ze mną 49 O___o)
Ogółem jest o wiele lepiej, niż podejrzewałam (mogłabym mieć ten pasek, no ale już do diabła z tym, tym bardziej, że nawet rodzice stwierdzili, że ważne jest to co ma się w głowie, a nie...), także cel wyjścia na prostą z nauką uznaję za zaliczony ^____^

Następna kwestia: liceum.
OMG TO BYŁO JEDNA Z NAJBARDZIEJ STRESUJĄCYCH RZECZY W MOIM AKTUALNYM ŻYCIU OMG. Naprawdę, zwłaszcza po zakończeniu roku, jak już nie miałam nic do powiedzenia odnośnie wyników końcowych. Na każdą myśl, że 28 czerwca będą wyniki naboru, robiło mi się słabo x___x Nie dawało mi to spokoju nawet podczas wyjazdu do Milejczyc i łapało gdzieś między łowieniem żab nad jeziorem, graniem w siatkówkę przez płot i bieganiem pod wodą z węża ogrodowego. Te radosne wizję, że nie dostaję się do Drugiego (najlepsze liceum w Chełmie, cała masa chętnych, do humanów 46 osób z pierwszej preferencji na 30 miejsc, fakt, że 16 musi odpaść mnie po prostu...), następnie odpadam z Pierwszego i ostatecznie ląduję w Trzecim na jakimś dziwnym profilu typu stewardessa == W nocy z 27 na 28 nie mogłam spać, a jak już zasnęłam to dosłownie w kółko mi się śniło, że wstaję, sprawdzam te wyniki, widzę, że się dostałam i uświadamiam sobie, że to tylko sen _^________ I tak chyba z piętnaście razy, Jezuuu... Stwierdziłam, że przed 12 nie wstanę z łóżka, bo będę tylko krążyć jak głupia po pokoju, ale pod koniec budziłam się co godzinę, także... Uch. Ważne, że jakoś dotrwałam.
Przy włączaniu komputera brzuch bolał mnie z nerwów tak, że ledwo siedziałam, a przez trzęsące się ręce ledwo udało mi się zalogować na stronę Kseona, naprawdę nie wiem, jak mi się to udało... A potem był szok.
DOSTAŁAM SIĘ DOSTAŁAM SIĘ DOSTAŁAM SIĘ!!!!!!!!!!!1!!1!!!!111oneone
I to dokładnie tam, gdzie chciałam! ;____; Jestem w humanach w Drugim, yeeeey! TwwwwT W dodatku nie było to tak ledwo-ledwo, miałam jeszcze pewien zapas punktów; najmniejszy wynik to 117, a ja miałam 134 X3 Od razu poleciałam ze świadectwem (mam 5 minut drogi, z czego najwięcej schodzi mi na przejściu dla pieszych, to kolejny plus xD), zawsze uważałam tę szkołę za piękną, od pierwszej wizyty, kiedy to niosłyśmy z Żonką podania, ale teraz mogłabym z niej nie wychodzić XDDDD Odechce mi się we wrześniu, wiem wiem... Ma takie fajne... no... wszystko! TwT Poszłam się po niej przejść, już wiem gdzie są sale od polskiego i historii, i biblioteka, i automat z gorącą czekoladą, awww! <33 Co prawda będę się w niej gubić przez całą pierwszą klasę (dużo różnych dziwnych przejść O_o), ale co tam X3333 W Siódemce było dużo plusów w dokładnym znaniu każdego miejsca, każdej sali, ale jednak taka zmiana otoczenia to świetna sprawa XD
Zdjęcia będą następnym razem, bo czas nagli XD

Wkrótce potem na jakże cudnym serwerze nasza-klasa.pl odnalazłam swoją nową klasę XDDD Szczerze mówiąc tego bałam się najbardziej, bo w gimnazjum stałam raczej poza klasą i rozmawiałam tylko z Żonką, teraz postanowiłam zacząć wszystko od nowa, inaczej (nie chcę się rozwodzić nad powodami, znowu czas XD"), no i nie wiedziałam, czy ludzie... No wiadomo. Ale na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne (to Drugie, kurna, słodkich laleczek i hiphopowców z mózgami wielkości orzecha włoskiego nie przyjmują!) i moja klasa to naprawdę ekipa bardzo fajnych, kompetentnych osób, z którymi można zarówno uczyć się jak imprezować ^___^ Bardzo szybko się zgraliśmy i zorganizowaliśmy pierwsze integracyjne spotkanie, a ja przyłożyłam się do tego wszystkiego na tyle, że muszę się teraz wykręcać od roli gospodarza, którą to zawzięcie starają się mnie uraczyć XD" Spotkanie było świetne, wszystko są bardzo przyjaźnie nastawieni (prawie nikt się nie zna, połowa w ogóle jest spoza Chełma, także póki co grupki się nie tworzą) i z wszystkimi można było pogadać ^_^ Niedługo robimy następne, nie mogę się doczekać <3

Dzięki temu wizja mej licealnej kariery stała się jeszcze bardziej zachęcająca i pierwszy raz w pewien sposób nie mogę doczekać się września! No, a przynajmniej pierwszych dwóch tygodni, bo potem zacznie się ostry zapiernicz (najlepsza szkoła w Chełmie, będą nas pewnie nieźle piłować, żeby to miano zachować...) i przestanie być fajnie, ale... Kto by się tym teraz przejmował 8D

No i ostatnia kwestia - koncert D'espairs Ray.
Po sporej dawce stresów i niepewności, wreszcie mam 100%. Jadę.
JADĘ JADĘ JADĘ HAHAHA! :DDDDDDD
Ale omg, nadal do końca w to nie wierzę! Nie, ja w ogóle w to nie wierzę! To takie cholernie abstrakcyjne, że to naprawdę się stanie! Że jeszcze dwa dni i zobaczę Despy na żywo, że tym razem naprawdę się udało i mój pierwszy japoński zespół będzie też pierwszym, na którego koncert pojadę... Omg ;______; To była długa droga, naprawdę. Mam wrażenie, że od tamtego pamiętnego smsa od Yapi (który leciał mniej więcej 'DESPY!!!!!!!! POLSKA!!!!!!!!!!!!!!!' XDDDD) w połowie kwietnia, minęły całe wieki x__x Na początku bardzo odległe plany, że może by się jakimś cudem udało pojechać na drugi koniec kraju, rodzina w Gdańsku jest, nie wiem, jak tam dotrę i jak wrócę, no ale..., praca nad wyciągnięciem ocen, poznanie Marty (to był chyba moment kulminacyjny XD), coraz dokładniejsze plany (i bilety XD), satysfakcjonujące świadectwo i, po długim czajeniu się, poinformowanie o wszystkim rodziców, wreszcie zgoda... No i ostatni etap unoszenia się pod sufitem z radości i odliczania dni. Wyjeżdżamy jutro o 15:50, bilety na pociąg kupione, mieszkanie wynajęte, ubrania przygotowane, jeszcze tylko się spakować... No i jutro o tej porze będę w drodze. O 4:34 dojedziemy do Gdyni, posiedzimy dwie godziny na dworcu''', o 6:30 otworzą nam to mieszkanie, pewnie będzie trzeba się trochę przespać... Popołudniu spotkanie z Yapi i Miho na plaży, środa na lekach na uspokojenie (XD), koncert wieczorem. I after-party na plaży, a jakże XD W czwartek jeszcze połazimy, no i w piątek się zbieramy, ale o tym nie mam zamiaru teraz myśleć, a sio!~
Nadal nie wierzę.
Koncert będzie niesamowity, jestem tego pewna. W końcu Despa, Despa <3 A o wyższości polskiej publiczności nad innymi chyba nie trzeba nikogo przekonywać :D Tym bardziej, że poszły praktycznie wszystkie bilety O_o Rany, to będzie istne szaleństwo! I ja też mam zamiar brać w nim aktywny udział; będę skakać tak długo, aż nogi całkiem odmówią mi posłuszeństwa i śpiewać, ile sił w płucach XD Wrócę wykończona, poobijana i ze zdartym gardłem, ale szczęśliwa jak nigdy. O. Jutro w pociągu ( 11 godzin przede mną) nauczę się tekstów <3

Relacja będzie prawdopodobnie już w sierpniu, bo ledwo wrócę z Gdyni i od razu jedziemy na wczasy na Litwę... Ale będzie. Szczegółowa i opływająca zachwytem. Nie mogłabym się przed tym powstrzymać XD
A zatem... Gdynio, przybywam~~!
 
 
Current Mood: ecstatic
Current Music: D'espairs Ray~~~~~~~!!!
 
 

Advertisement

 
ehagaki
07 June 2009 @ 01:09 pm
Jeśli uda mi się w końcu zrobić ten wpis, naprawdę będzie to zakrawać na cud. Zaczęłam tydzień temu, ale weekend się skończył i tak przeleciało kolejne siedem dni, nim znowu mam na takie pisanie czas. I właśnie przez ten brak czasu przerwa w eldżejowej działalności jak taka duża. Maj był miesiącem bardzo intensywnym; dużo pracy, dużo zmęczenia i dużo, dużo radości. Ten wpis - jeśli już uda się go zrobić - za pewne będzie długości pracy magisterskiej, ale materiału nazbierało się bardzo dużo i po prostu MUSZĘ to wszystko opisać, zanim pozapominam ^^" Wracanie do starych wydarzeń (zwłaszcza tych pozytywnych) jest naprawdę miłe, a takie notki bardzo odświeżają pamięć...
No to lecimy chronologicznie.

Z tego, co się w okolicach początku maja wydarzyło, właściwie nie pamiętam wiele... No, może oprócz paru epizodów. Najpierw drobna próba zburzenia mojego świeżo odzyskanego zadowolenia z życia, która odebrała mi zdolność snu na jedną noc - wzburzenie, nadmiar myśli - ale potem jakoś się z tym uporałam. List napisałam i wyrzuciłam. Poczułam się lepiej. To przykre, że nie mogę tego wszystkiego powiedzieć głośno, ale uznałam, że nie ma sensu znowu rozgrzebywać pewnych sytuacji i na nowo przez nie przechodzić. Niech ktoś sobie myśli, co chcę, to dla mnie smutne, ale nie będę niczego tłumaczyła. Dla własnego dobra, zakończyłam to wszystko i już raczej do tego nie wracam. Może czasem tylko, kiedy nie mogę zasnąć - nocą wspomnienia łatwo wracają - ale już mnie to tak nie boli. Myślę, że się z tym pogodziłam. Po prostu. Czy czegokolwiek żałuję? Nie. Było piękne, mimo wszystko. Piękne i cholernie krótkie; może dlatego w miarę szybko wróciłam do dawnego rytmu? Przynajmniej tym mogę się teraz cieszyć, skoro już tak musiało się stać. 

Co potem? Potem był biwak. Wycieczka do Wawy nie wyszła nam z przyczyn niezależnych, tak więc postanowiliśmy z klasą udać się na trzy dni do Krasnobrodu ^^v Mimo, że nie było Żonki (przekonywałam ją tydzień, zgodziła się, już nawet ustaliłyśmy, co która bierze itd, a ostatniego dnia po prostu nie przyniosła pieniędzy. ZNOWU. Nie odzywałam się przez prawie dwa tygodnie, ale w końcu obie się złamałyśmy ^^"), bawiłam się naprawdę świetnie z resztą klasy... Tak, zintegrowałam się z ludźmi na miesiąc przed końcem roku! XDDD""" Nie sądzę, żebym z kimkolwiek mogła się bardziej zaprzyjaźnić, ale pogadać się da. W autokarze siedziałam z Justyną (cierpliwie wysłuchałam wszystkiego, co puszczała mi na telefonie, ze szczerością kręcąc głową na pytanie, czy to znam), w pokoju byłam z nią i z Kaśkami. W sąsiednim Olki, Beata i Majka, w kolejnym cztery dziewczyny z I gim. Jak na tyle osób domek był... no, powiedzmy, że mały. Albo nie. BARDZO MAŁY, do jasnej bitej cholery, a ta łazienka, JEDNA ŁAZIENKA (żeby było jeszcze fajniej, z niedomykającymi sie drzwiami), to już po prostu porażka totalna...! To, żeśmy się wieczorem nie pozagryzały, to cud jakiś jest. Był za to prawdziwy wyścig, zwłaszcza, gdy okazało się, że u chłopaków nie ma ciepłej wody i tak z naszej łazienki korzystało około 20 osób XD" O tym, jak ona później wyglądała, nawet mówić nie trzeba, jeśli uwzględni się fakt, że wszyscy wchodzili w butach. I te wieczorne manewry, żeby nie wyjść z niej brudniejszym niż się weszło, ubieranie w kabinie prysznicowej itd... Eech, uroki biwaku XD
W czasie całego wyjazdu zrobiliśmy iście imponującą ilość kilometrów == Ośrodek leżał ładny kawałek od miasta (tak to nazwijmy; w centrum mają fontannę i zagrodę z kozą), w totalnej głuszy (dzwonienie do Miho wiązało się z bieganiem i szukaniem zasięgu), żeby tam dotrzeć trzeba było przeleźć przez las, minąć dwa jeziora, przebyć plażę (cholerny piasek wsypujący się do butów, kiedy ledwo powstrzymujesz się, żeby nie paść na kolana i dalej się po prostu nie czołgać, bo normalnie zapadasz się po kostki...) i jeszcze jedną uliczkę. A że wycha samych nas w ośrodku nie zostawi, to wio, całą grupą po każde zakupy...! Jezu Chryste, nigdy więcej. Może nie byłoby tak źle, gdyby pierwszego dnia nie wydało się, że wzięłam od taty aparat, dobry aparat, i dziewczyny z mojego pokoju nie zaczęły prosić o zrobienie im paru 'profesjonalnych zdjęć'. Oczywiście nie przy fontannie z grupą, trzeba było się odłączyć i, pod pretekstem potrzeb fizjologicznych, zostać przy jakimś starym, porośniętym bluszczem domku stojącym przy jeziorze. Zanim zdjęcia zrobiłyśmy, grupa była już hen w oddali, tak więc z powrotem musiałyśmy iść same... No i zgadnijcie sami, co dalej.
Tak, zgubiłyśmy się _^_____"
Wszystko byłoby okej, gdybyśmy skręciły przy jeziorze kawałek wcześniej! Ale oczywiście zamiast tego zeszłyśmy praktycznie pod samą wodę, gdzie siedzieli rybacy i, przekonane, że naprawdę mijaliśmy wcześniej tę kupę ziemi, weszłyśmy w las w zupełnie innym miejscu niż powinnyśmy. Zorientowałyśmy się, kiedy po paru minutach szybkiego marszu niespodziewanie przy drodze wyrosła kapliczka, której już na pewno nie widziałyśmy, a droga jakoś nie chciała się skończyć...
Tu nastąpiła seria manewrów, powrotów pod jezioro, badania po kolei różnych dróg i kłócenia się, czy mimo groźby poważnego opieprzu od wychowawczyni nie zadzwonić do kogoś w ośrodku. Ostatecznie nie zadzwoniłyśmy - oni też jakoś nie dzwonili - i szukałyśmy dalej. Nie wiem ile, chyba straciłam poczucie czasu.
Jakaż była nasza ulga, gdy w końcu - zmęczone jak nie wiem co i mające już przed oczami wizje nocowania w lesie - trafiłyśmy dobrą drogę! Do ośrodka prawie biegłyśmy (pod górkę, jasny gwint!), dotarłyśmy całe mokre i zziajane, a w domku koleżanki przywitały nas słowami... 'Jak coś, to łazienka zajęta' =______________= Nikt nie zauważył, że nas nie ma! NIKT! Mogłybyśmy błądzić po tym lesie przez kolejną godzinę, mogłaby nas napaść banda zboczeńców albo zjeść dziki (cicho'''), a i tak pewnie by się nie zorientowali! Ech!... A z drugiej strony, może to i lepiej. Ominęło nas kazanie ze strony wychy.
Ledwo zdążyłyśmy doprowadzić się do jakiegokolwiek stanu używalność i nieco odpocząć, pojawiła się pani P. i... Tadam, moi drodzy, idziemy na spacer! DO LASU! No to już jest jakaś cholerna złośliwość cholernego losu! Oczywiście o zostaniu nie ma mowy, idziemy wszyscy, zobaczyć kapliczkę świętego Rocha, nie, to nic, że już tam byliśmy w I klasie, to przecież tylko kilometr drogi! Ghhh.
No dobra, poszliśmy. Kilometr drogi okazał się oczywiście kilometrem drogi poprzez górki, dołki, przeszkody w postaci pni do ominięcia, a istną perłą w koronie były strome jak jasna cholera schody do pokonania - takie tego typu, że jak już zaczniesz schodzisz, to nie możesz się zatrzymać, bo inaczej pewnie spadniesz. Po tej przeprawie wszyscy jak jeden mąż padli na ławki pod kapliczką, i tylko wychowawczyni z wyraźnym zadowoleniem robiła zdjęcia. Dziesięć minut odpoczynku i idziemy dalej. Proszę pani, nie było o tym mowy! Ale kogo to obchodzi? Następny kilometr dołków i górek przed nami, aż do szosy. Tutaj wycha doszła do wniosku, że niebezpieczne jest, żeby taka grupa szła brzegiem ulicy, tak więc... wracamy tą samą drogą! Myślałam, że uklęknę i zacznę walić głową w asfalt.
Chyba świat nie byłby światem, gdyby w tej części drogi nie było więcej wspinania się niż schodzenia? Schody też pod górę. Drewniane schody, ściana prawie pionowa. TO-BYŁO-STRASZNE. Bez trzech postojów i padnięcia na ziemię, gdy już znaleźliśmy się na górze, obejść się nie mogło. No ale moi drodzy, najgorsze za nami, teraz jeszcze tylko kilometr dołków, górek i pni...
Kiedy już jakoś doczołgaliśmy się do ośrodka, zastaliśmy grupę pani Sz. siedzącą sobie spokojnie przy ognisku. Co za chamstwo, oni to nie musieli się pod tą kapliczkę pchać, chociaż nigdy tam nie byli, a nas wyciągnęli drugi raz! _^_ Część klasy do nich dołączyła, ja natomiast powlokłam się z Kaśką i Justyną do domku. Chciałyśmy skorzystać z łazienki, zanim zacznie się do niej pchać następny tuzin osób, im się to udało, ale kiedy Kaśka zmieniała się z Justyną, przyszedł Michał i wyciągnął mnie z powrotem pod ognisko XDDD Oczywiście poszłam, dziewczyny miały zamiar zagrzebać się w kocach i oglądać jakaś komedię romantyczną, też mi zajęcie na biwak...
Posiedziałam z nimi trochę przy tym ognisku, a potem - około 22 - poszłyśmy z drugą Kaśką do domku chłopaków na kawę XD Jezu, jaki oni tam mieli bałagan! Nie wiedziałam nawet, gdzie mam stanąć XD'' Ale kawa była dobra, a i całkiem przyjemnie się gadało X33 Potem poszłyśmy z Kaśką z powrotem do naszego domku - druga Kaśka z Justyną nadal oglądały tę nieszczęsną komedię - udało nam się wykąpać, a potem znowu do chłopaków XDDD Tym razem była już cała ekipa, w domku istny chaos, 16 osób w pokoiku 4m x 4m XDDD Ale było bardzo fajnie, gadaliśmy na różne tematy (w stylu 'największa wpadka, jaką w życiu miałeś'), w dodatku paru chłopaków z innego domku zdążyło się już narąbać, co jakiś czas ktoś wchodził i wychodził przez drzwi balkonowe, a za każdym razem, gdy ktoś zadzwonił do normalnych, gasiliśmy światło i udawaliśmy, że nas nie ma XDDDD Oczywiście na wypadek, gdyby to była wycha. Ta jednak miała nas gdzieś i ani razu nie przyszła 8D Dzięki temu towarzystwo poczuło się jeszcze szczęśliwsze, niektórzy o drugiej rozpalili sobie znowu ognisko, a spora część do samego rana biegała po ośrodku XD My wyszłyśmy z dziewczynami od chłopaków około 3. W naszym domku cisza, Kaśka i Justyna już dawno spać poszły XDDDD Też miałam, ale ostatecznie skorzystałam z zaproszenia i poszłam sobie do pokoju dziewczyn X3 Tam jeszcze trochę pogadałyśmy, a potem około 4, pokładłyśmy się gdzie się dało i tak - osiem w czteroosobowym pokoju - poszłyśmy spać... na trzy godziny.
O siódmej pobudka, śniadanie i łazienka, bo potem zbiórka pod ośrodkiem i znowu mamy gdzieś leźć. Kazania wychowawczyni na temat biegania do czwartej po ośrodku pokornie wysłuchaliśmy, natomiast na następną kwestię odpowiedzią był zbiorowy jęk. Kolejna trzygodzinna piesza wycieczka, a jakże! Do kapliczki na wodzie, która znajduje się praktycznie za Krasnobrodem, miejsca ładne, owszem, ale CHOLERNIE DALEKO.
Nawet nie będę się w to wydarzenie zagłębiać, bo nic się nie działo, tylko szliśmy, szliśmy, szliśmy, spędziliśmy kwadrans pod kapliczką i znowu szliśmy, szliśmy, szliśmy _^_____ Po powrocie godzinka przerwy, a potem idziemy na obiad i zbiórka pod autobusem, będziemy zwiedzać Roztocze. Wychowawczyni, nauczona doświadczeniami poprzedniej nocy, najwyraźniej doszła do wniosku, że żeby młodzież poszła spać jeszcze przed świtem, należy ją naprawdę BARDZO zmęczyć.
...co wcale nie jest takie trudne, jeśli większość owej młodzieży poprzedniej nocy spała 0-3 godziny. Tak więc po obiedzie wszyscy znaleźli się w autokarze i podzielili na tych, którzy śpią i na tych, którzy próbują nie spać. Wynajęty przewodnik gadał chyba do siebie, w autokarze panowała poza tym wręcz nienaturalna cisza, a wychowawczyni zrobiła kilka zdjęć pogrążonych w apatii uczniów i chyba jako jedyna dobrze się bawiła.
Biedny przewodnik, tego dnia był najbardziej wyklinaną osobą XDDDD Za każdym razem, kiedy kazał nam wyjść z autokaru żeby coś tam zobaczyć, odpowiadały mu jęki niezadowolenia i niezbyt miłe rzeczy mruczane pod nosem. Zaczęliśmy od przejścia się Tomaszowem Lubelskim (największą radością był powrót do autokaru i możliwość wrócenia do drzemki na swoim siedzeniu), potem wypędził nas na zewnątrz na jakimś polu, gdzie kończyło się Roztocze i zaczynały kotliny. Wcisnął nam jakiś kit, że widać stąd Tatry, jeśli się dobrze przyjrzymy. A jak zobaczymy, to będzie nagroda. Tu znowu uczniowie się podzielili, tym razem na tych, którzy udawali, że widzą i na tych, którzy śmiali się między sobą, że ten przewodnik to mógł co najwyżej w swoim plecaku butelki po Tatrach zobaczyć.
Tych prawdziwych oczywiście nie było. To miał być jakiś głupi żart związany z mapą, którego w sumie nie zrozumiałam, więc nie powtórzę.
Potem nadeszła pora na Susiec. Tu jęki były najgłośniejsze, bo przed nami piesza wycieczka i podziwianie krajobrazu. Nie powiem, żeby nie było czego podziwiać, bo miejsce naprawdę piękne, ale w tej sytuacji... Dużo zdjęć przynajmniej zrobiłam XD Ach, i napiłam się z czegoś, co wg przewodnika było źródełkiem miłości XDDDDD Dla żartów zeszliśmy pod nie z Kaśką i z Szyszkiem, no bo co nam szkodzi? Ten, kto się z niego napije, szczęśliwie się zakocha. Nie, żebym specjalnie w takie rzeczy wierzyła, ale to było takie... pozytywne. Nawet poczułam się trochę mniej zmęczona, a kiedy przechodziliśmy przez jakieś dwie leżące wszerz rzeki gałęzie na jej drugą stronę, zatrzymałam się na środku i kilka razy podskoczyłam, żeby usłyszeć, jak piszczy parę dziewczyn za mną XDDDDD
Ale, niestety, jak tylko udało nam się wrócić do autokaru udzieliła mi się atmosfera i przyłączyłam się do ogólnej apatii ^^" Przed nami został jeszcze jeden punkt, Zwierzyniec. Tu obejrzeliśmy koniki polskie (były kochane X3), kościół na wodzie (największe poruszenie wzbudziła sikorka, która przypadkiem dostała się do środka) i poszliśmy na lody. To tak w skrócie, bo byłam już zbyt styrana, żeby wiele zapamiętać XDDD"
Wyszło z tego wszystkiego w sumie, jak to ktoś na forum klasowym ujął, 'pięć godzin zapierdalania po Roztoczu', po których wszyscy wróciliśmy naprawdę maksymalnie zjechani. Ale to jeszcze nie koniec, dopiero 20:00, przed nami ognisko i podchody!
Nie no, to akurat było fajne XDDD Co prawda przy pierwszej kolejce podchodów znaleziono nas z Majką i bodajże Beatą po pięciu minutach, ale to nie nasza wina! To tamta klasa za szybko skończyła liczyć! Nie znałyśmy ośrodka, tak więc radośnie wybiegłyśmy sobie poza niego, i akurat kiedy wracałyśmy biegiem wzdłuż siatki, z drugiej strony wypadło paru chłopaków z grupy szukającej. Pif paf, po nas. Potem nasza klasa szukała, a oni się chowali, a w następnej naszej kolejce poszło już o wiele lepiej XD To niesamowite, jak łatwo schować się w ciemnościach! Wystarczy, że staniesz bez ruchu i już Cię nie widać XD Z braku czasu i pomysłów ustawiłam się wpierw pod jakąś siatką, obok drzewa, praktycznie nic mnie nie zasłaniało i myślałam, że znowu się dla mnie zabawa szybko skończy, ale poświecili obok i poszli dalej XDDD Wyleciałam stamtąd i rzuciłam się na ziemię obok Olki i Majki, pod jakimiś gałęziami. Dużo osób tędy przechodziło, ale i tak nas nie zobaczyli! XD Leżałyśmy tak przez pół godziny, przyciśnięte do ziemi, po wszystkim byłam cała obolała i wyciągałam z włosów całą masę liści, ale było faaajnie XD Nie znaleźli nas aż do końca i wygrałyśmy v^^v
Tego wieczora też mieliśmy siedzieć do późna, tym razem w naszym domku, ale nijak nam to wyszło - nawet mimo kolejnej wypitej kawy (wycha stwierdziła, że to symbol tego biwaku XD). Posiedzieliśmy trochę, zagraliśmy w Twistera pożyczonego od dziewczyn z innego domku, a potem jakoś się towarzystwo rozeszło... Położyłam się gdzieś koło pierwszej i zasnęłam dosłownie w dwie minuty.
Poranek był podobny do poprzedniego, chociaż chyba spaliśmy odrobinę dłużej... Albo i nie, nie pamiętam XD" To już była końcówka, o 11 mieliśmy oddać klucze do domków i wyjazd o 13. Spędziliśmy ten czas sprzątając domki (do łazienki oczywiście nikt się nie dotknął XD"), a potem siedzieliśmy na placu zabaw przy ośrodku, huśtaliśmy na huśtawkach, gadaliśmy i zjadaliśmy resztki prowiantu XDDD Podróż powrotna minęła szybko ze słuchawkami w uszach, przed 15 byliśmy w Chełmie, a ja prawie od razu po opowiedzeniu wszystkiego rodzicom poszłam spać. Obudziłam się o 20:30, ponadrabiałam trochę zaległości na kompie i położyłam się znowu XD
Ogólnie rzecz biorąc wyjazd był bardzo, bardzo fajny. Nawet mimo tych wszystkich przebytych kilometrów i potwornego zmęczenia, bez chwili wahania pojechałabym jeszcze raz ^____^
Galeria zdjęć biwakowych X3 )

Następna miła rzecz, jaka mnie w maju spotkała - kto wie, czy nie najmilsza - miała miejscu dzień po powrocie. Albo raczej nieco wcześniej się zaczęła, ale dopiero wtedy została, że tak to ujmę, zrealizowana XD Czasem naprawdę nie wierzę, jakie miłe niespodzianki szykuje los, kiedy zupełnie się tego nie spodziewam! Last.fm łączy ludzi, taaak. Bo to właśnie parę postów napisanych na stronie koncertu Despów wreszcie, po trzech latach, zupełnie przypadkiem popchnęło mnie na inną fankę jrocka Z CHEŁMA! (Która w dodatku, jak się wkrótce okazało, mieszka bardzo blisko mnie i jeszcze w ubiegłym roku chodziłyśmy do tej samej szkoły XD""""""). Przeżyłam prawdziwy szok, omg, jednak nie jestem sama! XDDDD Oczywiście natychmiast musiałyśmy się spotkać (swoją drogą to tak fajnie, móc się z kimś spotkać od razu, a nie za parę miesięcy...), i było to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Z Martą naprawdę świetnie się dogadujemy, możemy trajkotać non stop przez 4 godziny, realizować wszelkiego rodzaju głupie pomysły (jesteśmy w trakcie uczenia się para para dance do Despowej 'Yozory' 8DDDDD) , śpiewać dziwne piosenki (Jesteśmy na wczasach, w tyyych góralskich lasaach~~) albo przez przynajmniej półtorej godziny przekopywać Empik. I, oczywiście, wybieramy się razem na koncert Despów w Gdyni - a dla mnie to prawdziwa manna z nieba. Zniknął problem z dojazdem i zakwaterowaniem (owszem, mam tę rodzinę w Gdańsku, ale wracanie tam po koncercie około 23 ani trochę mi się nie uśmiecha...) i szanse znacznie skoczyły. Rodzice jeszcze nie wiedzą, ale jak dostaną moje całkiem niezłe świadectwo (o tym później), to naprawdę powinno się udać TwT
...musi, bo mam już bilet XDDDDDDD"
Kupowanie go było zresztą przeżyciem na tyle nietuzinkowym, że pozwolę sobie je opisać.
Ponieważ bilety za pośrednictwem TicketOnline można było nabyć w Empiku, a wszyscy zainteresowani po prostu się na nie rzucili, my też postanowiłyśmy jak najszybciej się zaopatrzyć. Wielka Wyprawa odbyła się w piątek 22 maja i szła nam bardzo dobrze... do pewnego momentu. To znaczy tego, w którym trzeba było podejść do kasy i o te bilety zapytać. Niby nic, ale ponieważ ja i Marta obok wielu innych wspólnych cech (z absolutnym brakiem orientacji w terenie na czele'') mamy ataki nieuzasadnionej nieśmiałości, sprawa znacznie się skomplikowała. Powiedzmy, że się przeliczyłyśmy - ja myślałam, że zwalę to na nią, a ona, że zwali na mnie i obie bardzo się z tego cieszyłyśmy, a tu nagle... Khem XDDD'' Przez 40 minut siedziałyśmy jak skończone idiotki na podłodze przy dziale z różnymi fajnymi i kolorowymi przyborami plastycznymi, kłócąc się, która ma podejść i spytać. Ktoś, kto patrzyłby na to z boku, mógłby się nieźle ubawić - 'Ty mówisz! - Dlaczego zawsze ja?! - To dopiero pierwszy raz, no proszę! - Mowy nie ma, ty! - Ale ja się boję - Ja się boję BARDZIEJ - Wcale nie, bo ja!' itd XDDDDD" Dzieci no, dzieci, jak gdyby sprzedawca miał się na nas rzucić z pazurami XDDD" No ale to takie irracjonalne wrażenie jest!
Ostatecznie ustaliłyśmy, że zrobimy to razem - Marta pyta, czy sprzedają bilety z TicketOnline (jakoś zacząć trzeba XD), a ja mówię, że chciałybyśmy kupić na D'espairs Ray, 22 lipca, Gdynia, Klub Ucho. Głęboki wdech, wydech, idziemy.
...a sprzedawczyni z uśmiechem oznajmia nam, że bilety to po tamtej stronie sklepu.
Yeah _^________
I tak oto znowu jesteśmy w punkcie wyjścia! Było dokładnie to samo. Uciekłyśmy za półki z płytami i tak zleciał nam kolejny kwadrans sprzeczania się. 'Ja już mówiłam, teraz twoja kolej! - Nie nie, dobrze ci poszło! Zrób tak jeszcze raz! - Ale ja już nie chcę! - Ja też nie chcę!'. Żaaal XDDDD" Ale mimo wszystko w końcu jakoś udało nam się wyjść i, po długim krążeniu między stoiskami, dotrzeć do tej kasy.
Oczywiście nawet po wyklepaniu formułki byłyśmy dopiero w połowie czekających nas atrakcji _^_ Tym razem to sprzedawca miał problemy. Zupełnie nie mogli znaleźć tego koncertu w bazie danych. Dwóch stało przy komputerze i klikało, a my czekałyśmy jak głupie, żeby po 15 minutach usłyszeć, żeby przyjść za pół godziny, bo chyba muszą coś tam zaktualizować =_______= Skfdfnpshgdh, ale cóż począć. W tym czasie postanowiłyśmy pójść sobie do wesołego miasteczka. Jakoś udało nam się je znaleźć (patrz: brak orientacji w terenie XD) i oczywiście wpakowałyśmy się na najbardziej ekstremalną karuzelę XDDD Dobra, przyznaję, to był mój pomysł. Na takich zawsze jest najfajniej, jesteś tak wysoko, wiatr szarpie Cię za włosy, możesz sobie pokrzyczeć i nikt się nie będzie dziwnie patrzył... I przez to wszystko zupełnie nie zaniepokoiło mnie to, że z poprzedniej kolejki tej karuzeli jakaś dziewczyna schodziła zasłaniając twarz dłonią, a obsługujący ją (mam na myśli karuzelę...!) facet kazał mi zdjąć okulary. Błąd.
Tak tam nami kręciło (co chwilę gwałtownie zmieniając kierunek), huśtało (niebo - podłoga - niebo - podłoga) i telepało (zrozumiałam nagle, po co są te gąbki w okolicach głowy, auć...) , że już po trzech minutach zaczęłam krzyczeć do Marty, że ją przepraszam i modlić się, żeby to się jak najszybciej skończyło x_____X A trwało długo... A przynajmniej mi tak się wydawało, kiedy zamykałam oczy i starałam sobie nie wyobrażać, co by się stało, gdybyśmy stamtąd wypadły. Brrrrr.
Jak tylko się ta koszmarna przejażdżka skończyła i facet uwolnił nas ze wszystkich zabezpieczeń, wyskoczyłyśmy z siedzeń, zataczając się z lekka, odebrałyśmy rzeczy i od razu poszłyśmy w stronę wyjścia, nie patrząc nawet na inne atrakcje XDDDD'' Cóż, potraktujmy to jako nauczkę na przyszłość ^^"
No, ale w międzyczasie pół godziny minęło i mogłyśmy wracać do Empiku po nasze bilety! ^w^ Z ulgą przyjęłyśmy wiadomość, że po aktualizacji się znalazły i już nieco spokojniej czekałyśmy następne 20 minut, aż uda się im się wydrukować XDDDDD" Jak się okazało rozdziewiczyłyśmy Empik, nigdy wcześniej z TicketOnline nie drukowali i nie było to bynajmniej proste. 'Ty, patrz, jakie to wszystko dziwne', 'Mogę trzy na raz, czy trzeba oddzielnie?', 'No ale na pewno tak?', 'A to oderwać czy zostawić?'... Ech XDDDDD Grunt, że jakoś im się udało i NARESZCIE mogłyśmy trzymać w dłoniach nasze śliczne bilety TwwwwT Wytoczyłyśmy się z Empiku, padłyśmy na ławki przed nim i przez parę minut po prostu się na nie gapiłyśmy, ażeby potem dokładnie w tym samym momencie odezwać się słowami 'Nie mogę w to uwierzyć' XDDDDD Haha, podobno genialne umysły myślą podobnie XDDDDD
Po powrocie bilet schowałam przed rodzicami w 'Słownik motywów literackich', na drugi dzień przestałam wyciągać go co piętnaście minut i oglądać, a niedługo - oby! - powinnam już móc nie robić tego w ukryciu ^_______^

<3333333

Zatem z Martą widujemy się co tydzień (przynajmniej na razie, póki jest rok szkolny, w wakacje będzie pewnie dużo częściej X3), a ja poznaję, jak to fajnie mieć takich znajomych na miejscu ^____^ Bo muszę przyznać, że z Żonką spotykamy się głównie w szkole. Jest fajnie, owszem, ale rzadko kiedy da się ją gdziekolwiek wyciągnąć, wyjście do miasta wychodzi raz na pięć planowanych, a dalej to po prostu szkoda gadać v.v No ale teraz przestało to być takim problemem, nie?
Następne spotkanie z Martą w Boże Ciało. Jeszcze nie wiem, co będziemy robić, ale na pewno będzie super XDDD Po piątkowym (pierwszym u mnie w domu) rodzice pytali, z czego tak się bez przerwy śmiałyśmy XDDDDD'' No ale było z czego, było! Uczyłyśmy się tańczyć para para (póki co udało nam się zapamiętać pierwsze cztery ruchy XD"), zawzięcie ćwiczyłyśmy śpiew przed koncertem (Mam nagrane nasze wykonanie 'Yami ni furu kiseki' ^^v Wcale nie jesteśmy gorsze niż japońska publiczność, ba, barwę głosu nawet ładniejszą mamy XDDD), obejrzałyśmy i przeczytałyśmy caałą masę głupot (pokazałam jej Wersalki, Kayą i Jukę *musiała*, także nie mogło zabraknąć co głupszych wywiadów i fragmentów Urakizoku, poleciało też nieodzowne 'Mana meets Bill', i oczywiście dużo Despów, wywiadów głównie, z wizji Hizumiego lepiącego pierogi [w wywiadzie mówił o przyrządzaniu zachodnich dań >D] ryłyśmy do końca dnia XDDDDD), wyobrażałyśmy sobie polskie nazwy wypowiadane przez Despy (Nałęczowianka wygrała [Naaeeoołaanka XDDDDDD], Kropla Beskidu też była dobra [Kuropura Besukidu], ale przy Żywcu Zdrój nasza wyobraźnia wysiadła XDDD") zrobiłyśmy też kilka równie głupich zdjęć XD:

Znajdź trzy różnicę między dwoma Tsuskawkami XDDDDDD

Tsukasa po przytyciu XDDDDDDDD

Nie mogę się doczekać następnego razu XDDDD

A teraz następna kwestia, hmmm. Urodziny Potworka, 26 maja.
Tego pięknego dnia Potworek skończył 11 lat i stał się, jak to sam ujął, potwolatką XDDD Dzień był baaardzo miły, taki rodzinny, daliśmy Potty prezenty, tak jak w moje urodziny zjedliśmy tort i wypiliśmy szampana, a potem poszliśmy z Potworkiem i Elmo (prezent ode mnie xD) na spacer ^_^
Tak! To kolejny spam zdjęciowy! )

No i chyba ostatnia kwestia... Tak. Szkoła.
Teraz, na trzy dni przed ostatecznym wystawieniem ocen, mogę rzec, że mam za sobą naprawdę baaardzo pracowite półrocze - i nie żałuję. Praktycznie wszystkie oceny z semestru poszły w górę o jedną (niestety, o więcej raczej nie można v.v) i, pierwszy raz od szóstej klasy, na moim świadectwie większą część będą stanowić piątki. W ostatnim tygodniu było duuużo nerwów, ale póki co jeszcze żadna ocena końcowa nie zawiodła moich oczekiwań (chociaż do ostatniej chwili nie byłam niczego pewna i za każdym razem, kiedy dany nauczyciel docierał do mojego nazwiska zaciskałam dłonie w pięści tak mocno, że po wewnętrznej stronie zostawały ślady od paznokci), więc jestem dobrej myśli. Została jeszcze chemia, fizyka, sztuka, WOS i informatyka. Muszę zanieść rysunki na sztukę, napisać ostatnią kartkówkę z chemii i dać do sprawdzenia zeszyt od historii, żeby się pani Sz. przypadkiem z mojej piątki nie rozmyśliła, a potem... koniec, wreszcie koniec! Wyniki testów w środę, a od czwartku tylko i wyłącznie odpoczynek! Myślę, że zasłużony. Starałam się, bardzo się starałam, i chociaż nie skończę gimnazjum z czerwonym paskiem, średnia powinna być zadowalająca i dla mnie, i dla rodziców. Zwłaszcza dla rodziców; w końcu to od nich największej mierze zależy, jak będą wyglądały moje wakacje. Z takimi 'osiągnięciami' jak rok temu na pewno nie miałabym teraz szans na koncert, ale ponieważ sytuacja wygląda obecnie o niebo lepiej niż wtedy, a oni sami widzieli moją pracę - zwłaszcza podczas ostatnich tygodni - liczę, że wszystko się uda. I wprost nie mogę się doczekać. To byłyby (będą?) najpiękniejsze dni w tym roku <3

I jeszcze jedna dobra wieść na zakończenie - wróciłam do pisania. Ostatnio wiele wskazywało, że to w końcu nadejdzie, wracałam do tego myślami, tydzień temu kupiłam nowy zeszyt, a wczoraj wieczorem poczułam, że nie ma już na co dłużej czekać i mogę zaczynać. Wreszcie. A jak dla mnie to naprawdę bardzo wiele - od drugiej połowy lutego nie szło mi to najlepiej, właściwie wszystko co napisałam w tamtym okresie wymaga korekty, a ja bardzo długo nie miałam na to wszystko siły. Siły, czasu, weny, chęci, wszystkiego. To był ogólnie ciężki okres, z wielu względów, więc chyba nie ma się czemu dziwić. Uznałam zatem, że nic na siłę i postanowiłam zrobić nie-wiadomo-jak-długą-przerwę-w-działalności (przynajmniej tej 'poważnej', bajka moja i Miho to inna sprawa xD). To było dobre rozwiązanie, poczekać, aż te wszystkie czarne chmury na niebie się rozwieją, nie chciałam, żeby moje prywatne sprawy odbiły się tak bardzo na tym, co piszę, w końcu nie tak to miało wyglądać... Minął kawałek marca, potem kwiecień, maj... I to moje prywatne niebo wygląda już o wiele ładniej. Coś zostawiłam za sobą, coś innego naprawiłam, odzyskałam siły i optymizm. Czeka mnie piękne, beztroskie lato, uśmiecham się na samą myśl i naprawdę znowu mam ochotę pisać! Przeczytam to, co wymęczyłam w lutym, na świeżo i z dystansem, i po prostu napiszę jeszcze raz, na pewno dużo poprawiając i ulepszając. Naprawdę chcę skończyć tego ficka, szkoda mi go tak zostawiać w połowie... Powinno się udać. Wakacje w końcu zawsze były dla mnie bardzo płodnym okresem jeśli o pisanie chodzi, nie mam nic innego na głowie i mogę poświęcać temu tyle czasu ile chcę i kiedy chcę (największe ilości weny odnotowuje w późnych godzinach nocnych. 3:00 jest okej). Życzcie mi szczęścia XD

Postaram się nie robić już takich przerw i odezwać się zaraz po końcu roku szkolnego. Trzymajcie się <3
 
 
Current Mood: cheerful
Current Music: Moi dix Mois - Angelica
 
 
ehagaki
26 April 2009 @ 09:23 pm
Jako rzecz pierwsza, w nawiązaniu do poprzedniego wpisu: Święta były super.
Naprawdę, jak dla mnie mogłyby potrwać jeszcze kilka dni! Bawiłam się świetnie, jak zawsze zresztą, kiedy jestem w Milejczycach. Udało się zrealizować prawie wszystkie plany.
Pogoda w niedzielę niestety najlepsza nie była, więc trzeba było siedzieć w domu, no ale... Przez większość czasu rąbałyśmy w karty jak opętane XDDDD Okazjonalnie przyłączał się któryś wujek albo ciotka, a babcia ograła wszystkich w durnia XDDDD Cały dzień jechałam tylko na komunii (musiałam iść do kościoła, skoro już poszłam do tej spowiedzi ostatnio... ), święconki w postaci kawałeczka babki, po którym to uciekłam od stołu i trzech wciśniętych mi na siłę wieczorem kanapkach. Nie czułam głodu po prostu''' W związku z tym poleciał znajomy tekst 'za rok zostajemy w domu', ach, jak ja tego dawno nie słyszałam! W końcu to tam w wieku czterech lat dostałam jedyne w swoim życiu lanie od taty, bo nie jadłam nic przez trzy dni''' No co ja poradzę... Huh, wieczorem poszliśmy jeszcze na spacer po wsi i to chyba tyle, tak szybko jakoś ten dzień zleciał...
W poniedziałek pogoda znacznie się polepszyła i około południa wyleciałyśmy wszystkie na podwórko, wyposażone w pistolety na wodę. Kiedy już znudziło nam się oblewania się nawzajem, wzięłyśmy się za przechodzących ulicą ludzi''' Tu doszło do wojny między nami a kilkoma około 10-letnimi chłopcami, która skończyła się dopiero wtedy, kiedy Magda oberwała kijem, a Patrycja strumieniem wody z węża ogrodowego. Dziewczyny wróciły wściekłe, ale ogólnie i tak bawiłyśmy się świetnie XD
Później poszłyśmy z Potworkiem do lasu  ^^v Fajnie mieć las tak blisko, no i łąkę... Udało mi się sfotografować takiego pięknego motyla *w* Ganiałam za nim po tym polu przez 10 minut, ale opłacało się, bo w końcu przestał walczyć i dał mi podejść dostatecznie blisko ^^v Niestety, następny okazał się wredniejszy i za nic nie chciał usiąść, chociaż jeszcze dłużej niż przy poprzednim biegałam za nim jak skończona idiotka, krzycząc 'Siad! Siad! SIAD! ><' Potty oczywiście za mną... No i tak się zapędziłam, że się zgubiłyśmy''''' Mówię Wam, nigdy nie idźcie za motylami, są jeszcze złośliwsze niż rzeczy martwe! Ale omg, to była prawdziwa chwila grozy, bo moja orientacja w terenie generalnie leży i już nawet nie kwiczy, a Potworek, jak sam stwierdził, orientuje się tylko we własnym pokoju''' Dzięki Bogu był to dosyć oryginalny las, poprzedzielany na części (wiecie, tu trochę dużych drzew iglastych, tam małych, dalej rzędy brzóz itd) i w końcu jakoś udało nam się wyjść z powrotem na pole. Uff. Uroki samotnego łażenia w obcym miejscu XDD" Problemy z tym zaczęły się właściwie już na początku, kiedy trzeba było przejść bardzo blisko krów, a że my na co dzień do czynienia z nimi nie mamy, to nie wiedziałyśmy, czego się spodziewać. W dodatku brama była zamknięta i dochodzenie do tego, jak się ją otwiera trwało ładnych parę minut... Głównie dlatego, że odwracanie się plecami do rogatego zwierzęcia naprawdę mi się nie uśmiechało =w= Aale, w końcu nam się udało! - bez względu na to, ile razy byłyśmy bliskie wycofania się i spieprzania z powrotem na podwórko''
Shadow w lesie: Nanana
Po powrocie postanowiłyśmy wszystkie pograć sobie w siatkę ^^v To wieś, samochód przejeżdża tamtędy średnio co 20 minut, więc spokojnie grałyśmy przez bramę wjazdową. Na początku ja i Patrycja vs Magda, a Potworek liczył punkty, ale potem przypałętali się też dorośli, żeby 'pokazać nam, jak to się robi' i pokazywali aż do zachodu słońca. Wygnietli piłką kwiatki w ogródku, połamali gałęzie drzewek, darli się i wyśmiewali z siebie jak dzieci, więc było bardzo zabawnie XDDDD Ale osobiście w końcu się znudziłam i poszłam maltretować kota... Znaczy zdjęcia mu robić''' Ogólnie to miał mnie gdzieś i przez większość czasu się mył =____= Ile ja się naskakałam, namachałam rękoma i kawałkami słomy i nawydawałam przeróżnych odgłosów od 'kici kici' po 'noż kurwa, spójrz TUTAJ!', żeby na chwilę przestał... Stałam przy nim bitą godzinę, ale się opłacało ^^v Kilka zdjęć wyszło naprawdę ładnie.Generalnie to w ciągu tych niespełna trzech dni wyczerpałam dwa akumulatorki do aparatu! Ale tam jest naprawdę caaała masa obiektów. Znalazłam sobie np. nawiedzony dom, tzn. taką drewnianą, zarośniętą i rozpadającą się ruderę (yey), której właścicielka (jakaś stara wariatka) od pięciu lat nie żyje. Ledwo przekonałam dziewczyny, żeby tam ze mną podeszły, obejść dookoła zgodził się tylko Potworek... Magda i Patrycja mają bardzo bujną wyobraźnię, jeśli o takie miejsca chodzi. Patrycja do ostatniej chwili próbowała mnie przekonać, żebym nigdzie tych zdjęć nie zamieszczała, bo 'zjawa Sabiny do mnie przyjdzie'. Lolz. Oczywiście zamieściłam ;>
Kawałek dalej trafiłam na kolejną do połowy spaloną chatę, a w ogródku na całą masę fajnej roślinności, no i oczywiście trzy koty, więc na brak obiektów nie mogłam narzekać i wróciłam bardzo zadowolona ^^v
Wieczorem zrobiłyśmy jeszcze idiotyczny pokaz mody z Potworkiem i Patrycją w rolach modelek, wykorzystując w tym celu ubrania babci, ciotek i nasze nałożone w sposób oryginalny (1, 2) i na tym dzień się skończył XD
We wtorek rano trzeba było wracać, więc zdążyłyśmy tylko uroczyście rozpieprzyć trzy balony z wodą (czwarty poległ przypadkiem dzień wcześniej, kiedy Potty sprawdzała, ile wody z węża ogrodowego się w nim zmieści) i... koniec. Eech, zleciało straaasznie szybko v.v Na szczęście latem pojedziemy znowu <3

Muszę rzec, że ten wyjazd był dla mnie pewnym przełomem. Parę dni oderwania się od wszystkich problemów miało na mnie wręcz magicznie oddziaływanie; sprawiło, że wróciłam w o wiele lepszym stanie - o wiele bardziej pozytywnie do życia nastawiona - i utrzymuję się w nim do dzisiaj. Wszystko, czym się przejmowałam, jakby zbladło. Doszłam do wniosku, że wokół mnie jest cała masa o wiele bardziej absorbujących rzeczy, niż te, po których mogę teraz tylko płakać. I nie mam zamiaru; to mnie już po prostu nie obchodzi. Zebrałam siły, przestałam się nad sobą użalać, pogodziłam się z pewnymi faktami i mogę już żyć praktycznie tak, jakby nic się nie stało.  Owszem, pewien żal nadal pozostał, to oczywiste, ale przypomina raczej chłodną gorycz niż rozpacz. Świat wcale się nie zawalił! Powiem więcej - wciąż jest piękny i mogę się nim w pełni cieszyć.

Mamy wiosnę i odkryłam, że naprawdę lubię tę porę roku. Jest tak miło, kiedy wszystko kwitnie, trwa ten najlepszy okres, kiedy upał jeszcze nie męczy i chętnie przebywa się na dworze. Chodzimy z Potworkiem na długie (nieraz parogodzinne) spacery i bawię się podczas nich naprawdę świetnie ^^
Dawno nie było cuta, prawda? )

Z mniej beztroskich teraźniejszych rzeczy, w tamtym tygodniu pisałam testy na koniec gimnazjum. Wyjątkowo stresująca rzecz, to trzeba przyznać; uczysz się przez trzy lata bimbałam sobie radośnie przez ostatnie pięć semestrów, ale whatever'', a potem nagle siadasz i w te dwie godziny ważą się twoje losy. Nie wiesz, czego się spodziewać, możesz mieć wykute całą masę rzeczy, a trafić na takie zadania, że po prostu nie będziesz mieć szans. No i nie ma możliwości poprawki. Byłam straszliwie zestresowana.
Zwłaszcza przed humanistycznym. Względem matmy przyjęłam postawę i-tak-to-spieprzę, ale z humanistycznym od początku wiązałam wielkie nadzieje. Wiedziałam, że muszę mieć dużo punktów, bo inaczej mogę się pożegnać z klasą humanistyczną w dobrym liceum, i że jeżeli trafi mi się coś, czego nie będę wiedziała, będzie to dla mnie porażka na całej linii i nigdy sobie tego nie daruję. Dzień przed testem uczyłam się do drugiej, potem nie mogłam spać, a kiedy już zasnęłam, śniły mi się same koszmary, po których obudziłam się jeszcze bardziej zmęczona niż wcześniej. Do samego wyjścia z domu siedziałam i czytałam wszystko, co tylko wpadło mi w ręce, chociaż nie byłam w stanie już nic zapamiętać.
Poprawiło mi się nieco, kiedy siadłam już w tej sali. W prawej ławce przede mną Żonka, odwracająca się co jakiś czas, żeby wymienić porozumiewawcze spojrzenia i pokrzepiające uśmiechy, wokół cała masa innych 'towarzyszy niedoli', słuchamy instrukcji dyrektora nadawanych przez radiowęzeł... Pisać zaczęłam w pełnej mobilizacji, powoli i możliwie jak najspokojniej, tylko raz zerkając na inne zadania niż te w danej chwili rozwiązywane, a mianowicie na ostatnie, żeby móc sobie jako tako przemyśleć temat. Dwie godziny minęły wyjątkowo szybko.
I było dobrze! Naprawdę, było dobrze! Do domu wracałam z uśmiechem, a po powrocie spokojnie przeanalizowałam rozwiązania. W zamkniętych machnęłam się tylko raz, zadania krótkiej odpowiedzi dobrze, temat rozprawki zinterpretowałam poprawnie i napisałam wszystko, co było w proponowanym rozwiązaniu... zajęło mi to ostatnią godzinę, temat był głupi ('Wędrówka, wyprawa, tułaczka - podróż niejedno ma imię') i na początku w ogóle nie wiedziałam, jak zacząć i jak dokładnie powinnam go zinterpretować, ale jakoś sobie poradziłam... Utną mi nieco punktów za podanie, bo oczywiście musieli dać jedyną formę, jakiej nie powtórzyłam i wyszedł mi raczej list z prośbą, bez tych wszystkich danych na górze i na dole... Ale generalnie powinno być jakieś 43-45, może nawet troszkę więcej, zależy, jak ocenią rozprawkę. Mam nadzieję, że egzaminator będzie łagodniejszy niż nasza pani D. od polskiego, choć i u niej za którąś miałam maxa, to było chyba to o ogrodach z 2007... Ogólnie jestem dobrej myśli, chociaż i bez faila stulecia się nie obyło. Chodzi mi o to jedyne zamknięte, jakie mam źle. To była... data powstania listopadowego *zażenowana* WIEDZIAŁAM to, ale przez tę pierdo... pieprzoną Wiosnę Ludów się pomyliłam! Zmyliło mnie zdanie 'Wszak połowę wieku rozłamała Wiosna Ludów', w stresie doszłam do wniosku, że wskazuje ono, że powstanie było później, a że jej datę jak na złość miałam wbitą do głowy, to pieprznęłam 1863 *headdeskheaddeskheaddesk* Jak do mnie w domu dotarło, że to było styczniowe, miałam ochotę walić głową w ścianę do utraty przytomności _^_ No bo kurna, nauczyłam się tylu zupełnie zbędnych dat, na których dźwięk każdy normalny człowiek reaguje słowami ''Eee, to wtedy było coś ważnego?'', wszelkiego rodzaju wypraw Aleksandrów Macedońskich, najazdów tatarskich, hołdów pruskich, sejmów niemych i innych pierdół, umiałam nawet wyrecytować wszystkich królów Polski w kolejności panowania i z podziałem na dynastie i elekcyjnych, generalnie przygotowałam się głównie pod kątem historii, a wyłożyłam się na jednej z podstawowych dat, powstanie listopadowe, które przecież WIEDZIAŁAM, że było w '30, a nie '63! Nie wiem, jak mogłam napisać taką bzdurę! TT' Jezu no...
Ale dobra, to tylko jeden punkt w plecy v.v
Na drugi dzień była matma. Jako, że przez cały czas przygotowywałam się praktycznie tylko do humanistycznego, wieczór przed tym zupełnie nie wiedziałam, co robić XD Ale że moja wspomniana postawa i-tak-to-spieprzę nadal trwała, to tylko nauczyłam się matematycznych wzorów, które parę dni wcześniej w jakimś porywie spisałam z książek na kartki i przeleciałam książkę od fizyki, również przypominając sobie tylko te najważniejsze. Potem beztrosko poszłam spać, a rano równie beztrosko przypomniałam sobie COKOLWIEK z geografii, chyba bardziej z nadmiaru wolnego czasu niż czegokolwiek innego... W porównaniu z humanistycznym, podeszłam do tej części egzaminu wyjątkowo luźno, co będzie to będzie, zawsze mogę strzelać, a nuż trafię... Naprawdę, prawie wcale się nie denerwowałam. Tak jak dzień wcześniej zaczęłam pisać powoli, spokojnie sobie wszystko licząc i sprawdzając dwa razy każde obliczenie, tak znowu zleciały mi dwie godziny, dzięki czemu nie zrobiłam zadania za pięć punktów XD' Nie no, może i bym zdążyła, ale jak zostało 15 minut do końca zaczęłam nieco panikować, bo wszyscy już wychodzili i w ogóle, i wliczyłam w powierzchnię dachu podstawę XD" W efekcie ostatecznie połowę skreśliłam i zrezygnowałam z kolejnej próby :P A i tak wyszłam z sali jako jedna z ostatnich osób, tzn próbowałam, bo komisja zatrzymała mnie i Kaśkę, żebyśmy - zgodnie z procedurami - nadzorowały ich pracę. Potem trzeba było jeszcze wnosić ławki z powrotem do klas ale obie doszłyśmy do wniosku, że to już nadużywanie nas i wymknęłyśmy się tyłem korytarza XDDD''
Huhuh, ogółem test był łatwiejszy, niż się spodziewałam, zrobiłam wszystko oprócz tamtego zadania. Co więcej, tylko w jednym wyszedł mi inny wynik niż powinien! XD Było dużo chemii, ale B. tak nas wymaglował tymi zadaniami, które robiłam na 6, że nie miałam większego problemu, były bardzo podobne do tych z poprzednich lat, reakcja zobojętniania itp... Biologia była dosyć łatwa, geografia też, chociaż to właśnie przy niej pojawił się u mnie Fail Egzaminu i pomyliłam długość geograficzna z szerokością ==''', ale whatever.
Jak dorwałam się do odpowiedzi, przeżyłam szok. Znowu tylko JEDEN błąd w zamkniętych (protony i neutrony, nigdy nie nauczyłam się rozróżniać'''), znowu większość dobrze i... O Jezu Chryste, mam co najmniej 38 punktów! Jak dostanę jakieś punkty za obliczenia w tych zadaniach otwartych, których nie skończyłam/wyszło mi co innego niż powinno, spokojnie dociągnę do 40! Po prostu nadal w to nie wierzę, ja, taka pierdoła z przedmiotów ścisłych i 40 punktów, nawet nie ośmielałam się o tym marzyć! Liczyłam po cichu, że przekroczę 30, ale nic więcej. Omgomgomgjestemgenialnaażyciejestpiękneee! TwwwwT Nie mogę się doczekać, aż powiem p. Elizie, w końcu to ona mnie przygotowywała, od września torturując rozwiązywaniem przykładowych testów i tylko ona wierzyła, że mnie na taki wynik naprawdę stać, chociaż dla mnie to było czystą abstrakcją! Yeaah :D
No, a potem został tylko niemiecki. Większość osób podeszła do niego jako do obowiązku, który trzeba dla świętego spokoju odwalić, nie dbając o jakoś, ale ja naprawdę starałam się przygotować. To nic, że się nie wlicza, nawet dla własnej satysfakcji chciałam dobrze napisać, w końcu byłoby głupio mieć mniej niż na próbnym... I napisałam na 49 punktów! v^^v Gdybym wiedziała, co to do jasnej cholery jest erfolg, miałabym maxa, co nadal mnie nieco smuci, ale nie mogłam wiedzieć... Uczyli mnie, że 'powodzenia' to 'Viel Gluck', a tam nie było takiej odpowiedzi == Zaznaczyłam 'Viel Spass', bo wiedziałam, że to coś pozytywnego, natomiast z 'Viel Erfolg' nie spotkałam się nigdy... I dupa, to jednak było to 'powodzenia'. Eeech. Ale chyba i tak mam powody do dumy, choć nie da się ukryć, że sam test był bardzo prosty xD Poza wspomnianym zwrotem zawahałam się tylko raz, przy tym, jak jest 'wysiadać z pociągu'. Do wyboru: umsteigen, aussteigen, einsteigen. Jak to zobaczyłam, miałam ochotę walnąć głową w blat, bo nie dalej jak miesiąc temu mieliśmy temat o podróżach na niemieckim, a ja, zamiast czytać zeszyt, przejrzałam tylko rozmówki! Pamiętałam tylko, że umsteigen to przesiadać się, ale wciąż miałam dwie opcje to wyboru. W końcu zaufałam intuicji i postawiłam na aussteigen i, dzięki Ci Panie, trafiłam! Jak po powrocie do domu znalazłam to w zeszycie, wrzasnęłam ''JEST!!!" na cały dom, Potworek aż podskoczył i uderzył w krzesło XDD"
Myślę, że germanistka powinna być zadowolona z poziomu... Chyba, że reszta klasy to olała i postanowiła jednak strzelać i wrócić wcześniej do domu. Niektórzy wyszli już po niespełna godzinie, więc to się z pewnością zdarzało XD
Żałuję trochę, że nie miałam możliwości wyboru języka, jaki chcę pisać; wtedy wzięłabym angielski i może miała te 50 - z samymi zamkniętymi to nietrudne, jak tak przejrzałam ten test, to był straszliwie łatwy - ale jako klasa z rozszerzonym niemieckim, chcąc nie chcąc musieliśmy pisać niemiecki v_v No ale 49 to i tak ok, więc nie narzekam.
Podsumowując - testy były w tym roku całkiem proste, o wiele łatwiejsze niż się spodziewałam, a wyniki (mam nadzieję, że nie każą nam długo czekać na oficjalne) sprawiły, że odetchnęłam z ulgą. Mogę z czystym sercem rzec, że podołałam i jestem z siebie zadowolona. Rodzice też są dumni, co jest bardzo miłą odmianą''' Chociaż i tym razem nie obyło się bez wyrzutów, że gdybym tylko chciała i mogła zmobilizować się tak jak przed testami, miałabym o wiele lepsze oceny i byłabym w klasowej czołówce, bo przecież mam predyspozycje, inteligencję i dobrą pamięć... No cóż, postaram się jakoś powyciągać te stopnie, póki jeszcze mam troszkę czasu, przez ostatnią prostą do wakacji uczyć tak jak do testów, chciałabym 19 czerwca wrócić do domu ze świadectwem, którego nie będę miała ochoty od razu schować w najgłębszy kąt szuflady... Może chociaż w pewnym stopniu mi się to uda. Po testach moje szanse na dostanie się do wymarzonego liceum znacznie wzrosły, ale mogłyby być jeszcze większe. Konkurencja w końcu będzie duża.
No, ale wcześniej chcę chociaż trochę poupajać się swym sukcesem i nacieszyć tym, że naprawdę ma te egzaminy za sobą. Od dawna się ich bałam, w drugiej klasie słabo mi się robiło na samą myśl, że jeszcze rok i będę musiała się z tym zmierzyć, więc teraz, kiedy jest już po wszystkim, należy mi się chyba trochę odpoczynku. W weekendy mam zamiar nie robić niczego poważnego. Będę spać ile chcę i kiedy chcę, nadal spacerować z Potty, robić zdjęcia i kręcić głupie filmiki, wrócę do czytania czegoś innego niż szkolnych podręczników - kilka książek czeka na mnie od dawna - mam nadzieję ruszyć też z pisaniem, które ostatnio strasznie zaniedbuję. I, rzecz jasna, będę marzyć o wakacjach! Jako, że cała masa jrockowym grup nagle znalazła mapę, szykuje się baardzo ciekawe lato. Póki co wybór nie jest tak strasznie trudny, ale jak to się jeszcze zapowie na sierpień, to się załamię... zwłaszcza, jeśli nie będzie mnie wtedy w kraju == No ale póki co: GPKism niestety odpada ze względu na termin, na Dega teoretycznie pojechać bym mogła, ale ci z kolei ani trochę mnie nie interesują, to samo Ra:IN, więc zostaje mi D albo D'espairs Ray, na dwa koncerty w tak krótkim odstępie czasowym nie mam szans... Chyba zdecyduję się na to drugie. Jednak bardziej ich lubię, a w Gdańsku mam rodzinę, która powinna zgodzić się mnie przenocować, co bardzo wszystko ułatwia. Zmacam więc z Yapisiem Zero, a w Gdyni - miejmy nadzieję - spotkam się z Miho <3 Byłoby cudownie, no i tak dawno nie byłam nad morzem... Rodzice chyba się zgodzą, jeśli przyniosę dobre świadectwo i dostanę się do porządnego liceum. Chcę juuuż <333

No, jako, że ten wpis może już swą długością konkurować z kazaniami księdza z parafii, do której chodzimy w Hrubieszowie (większość wiernych odpada po pierwszych dwudziestu minutach), będę go już kończyć''' Następny zrobię, jak nazbiera mi się nieco więcej materiału, może po majowym weekendzie. Bye bye~~
 
 
Current Location: my room
Current Mood: pleased
Current Music: D'espairs Ray - Grudge
 
 
ehagaki
10 April 2009 @ 09:18 pm
Jak już część wie, moje przewidywania się sprawdziły i bez szlabanu się nie obeszło. Nie skończył się jeszcze, jest zawieszony, bo rodzice zlitowali się nade mną na czas świąt... Ale co będzie dalej, to już nie wiem. W najbardziej optymistycznej wersji znowu godzina dziennie, do następnego wolnego v.v Bezpośrednią przyczyną jest moje bierzmowanie, a raczej jego brak'''' Nie chodziłam na spotkania i przystąpić będę mogła dopiero za rok, ha ha ha. Mi tam to generalnie wszystko jedno, teraz czy za rok, no owszem, w liceum może to być nieco męczące, no i z nazwaniem się Ofelią będę musiała poczekać, ale... cóż. Żadna tragedia, w końcu bierzmowania są co roku. Niestety, rodzice mają do tego nieco inne podejście (ciekawe, dlaczego?) i znieśli to CIĘŻKO. Awantura była, i to całkiem sporego formatu v.v Trwała kilka dni, a w połączeniu z moimi 'wynikami w naóce' (wywiadówki to zuo), szlaban był nie do uniknięcia. Eech. Nasłuchałam się za wszystkie czasy, ale karę postanowiłam znieść z godnością i zamiast próbować się bez sensu usprawiedliwić, pokornie zasiadłam do prawdziwej nauki. We wtorek wróciłam ze szkoły wyposażona w szóstkę z chemii za wszystkie zrobione zadania egzaminacyjne (fuck yeah, wypada mi już 4), dwie piątki z polskiego i kilka podobnych ocen, dlatego też od kompa nie jestem już całkiem odcięta. Chociaż negocjacje mimo wszystko trochę trwały... No ale póki co nie jest źle. Mam teraz trochę luzu na złapanie oddechu, a po świętach chcąc nie chcąc wracam do powtarzania ważnych dat z poszczególnych epok historycznych, pisania rozprawek na debilne tematy i zgłębiania tajemnic układu pokarmowego dżdżownicy. Jedno wielkie FUJ. Może pani G. naprawdę sądzi, że sposób, w jaki skąposzczęty pobierają i trawią pokarm jest fascynujący, ale mnie to tylko pozbawia apetytu! Jestem humanistką, do jasnej cholery, nawet przez myśl nie przeszło mi nigdy zastanawiać się nad tym, co dżdżownica ma w środku albo jakim cudem się rozmnaża, skoro... no, jest jaka jest. Ba! Jedyne zainteresowanie dżdżownicami wykazywałam w wieku lat trzech, robiąc z jednej dwie za pomocą patyka''' A nawet teraz 'siodełkowanie' kojarzy mi się tylko z rowerem =___= Nie nadaję się do tego... A idź w cholerę, G. Za tę tróję na semestr (wybitnie wypadało mi 4!) i tak cię nie znoszę.
Huh, a jakby tego wszystkiego było mało, to moje zawalone bierzmowanie wywołało u rodziców nagły przypływ religijności. Nie dość, że zostałam zawleczona do spowiedzi, to w niedzielę całą rodziną udaliśmy się do kościoła - a takie coś miało ostatnio miejsce przed dwoma laty, na komunię Potwora. W sumie nie było tak źle, obserwowaliśmy, jak ksiądz Boguś ujeżdża osła (co roku te szopki odstawiają, Boguś przebrany za Jezusa jedzie na czele procesji z palmami itp. A dzisiaj była droga krzyżowa z przedstawieniem, znowu go na krzyż wsadzili, biedny.), a przez całą mszę tłukłyśmy się nawzajem z Potworkiem palmą XDDD" Miałam ją potem wszędzie, na płaszczu, na włosach, ale było fajnie XD Przynajmniej dla nas, rodzice nie wykazali zachwytu'''
Ale za to babcia - która nawiasem mówiąc mój tymczasowy brak bierzmowania zniosła całkiem nieźle - prawie zemdlała ze szczęścia, kiedy się dowiedziała, że poszliśmy wszyscy do kościoła z własnej woli xD"

Rodzice doszli też do wniosku, że jestem za chuda (,,Nóżki jak patyczki, a w talii to cię można dłońmi objąć!") i trzeba mnie zbadać. Podejrzewają szereg chorób od anemii przez cukrzycę po białaczkę. O tym, że objawy tego pierwszego mi się zgadzają, wiem już od dawna, ale się nie przyznaję, bo boję się strzykawki mój wegetarianizm mógłby na tym ucierpieć, ale dalej przesadzili == I też się obudzili... Podobno przez ostatni miesiąc strasznie zmarniałam. Biorąc pod uwagę okoliczności, to w sumie całkiem możliwe v.v Ale ja sama tego nie zauważyłam. Owszem, kupione jakiś czas temu spodnie zrobiły się nieco za luźne w pasie, a bluzka, która dwa lata temu była raczej dopasowana, teraz na mnie wisi, ale... To jeszcze o niczym nie świadczy, nie? Huh. Z czystej ciekawości się zważyłam i... tadam! Dwa kilogramy mi uciekły! Taką wagę osiągałam wcześniej tylko podczas cięższych chorób, gdy prawie nic nie jadłam i jechałam tylko na tabletkach, a po chorobie szybko wracałam do poprzedniej... A teraz bez żadnego wspomagania (chyba jem tyle co zawsze?) współczynnik BMI zjechał mi do niedowagi i ani myśli pójść w górę. Czyżby rozstanie było najskuteczniejszą metodą odchudzania? *ironicznie* Chyba tylko u mnie, bo słyszałam, że w takiej sytuacji kobieta zazwyczaj pociesza się słodyczami i przeciwnie, tyje... W każdym razie postanowiłam pójść dalej i wyciągnęłam taśmę mierniczą jako test ostateczny. 60 cm w talii to już dla mnie nie abstrakcja, to fakt. Chryste, nawet tego nie zauważyłam, a to przecież dosyć spora zmiana! X______X Ech, no nieźle.... Chyba naprawdę będę musiała się przemóc i iść do tego lekarza, pobiorą mi krew i zemdleje... Nieee! Ja nie chcęęę! ;_____; Że też rodzice musieli to zauważyć! ._. Wg nich to wszystko przez mój tryb życia, nie śpię i nie jadam tak, jak powinnam... Ciężko jest się z nimi nie zgodzić, uwzględniając fakt, że dwa tygodnie temu byłam w stanie jednego dnia spać 3 godziny, żeby następnego paść przed 22 i obudzić się dopiero o 12 v.v
Mój tryb życia może nie wyglądałby tak tragicznie, ale właśnie... okoliczności. Ech. Postać Ofelii jeszcze nigdy nie była mi tak bliska jak teraz v__v Co prawda jest o tyle lepiej, że przestałam już wypłakiwać się nocami w poduszkę, ale niektóre miejsca, przedmioty, myśli i wspomnienia jeszcze długo będą dla mnie ciężarem. Uczucia powinno dać się amputować, kiedy przestają być potrzebne i przynoszą tylko cierpienie >< 

Ale zostawmy te smutne tematy. Za dużo ich ostatnio, zdecydowanie za dużo.
Jutro jedziemy do Milejczyc, od paru tygodni nie mogę się tego doczekać <333 Kocham to miejsce całym sercem. Za każdym razem, kiedy po tych trzech godzinach jazdy zaczynają pojawiać się znajome zabudowania, ledwo mogę usiedzieć na miejscu z radości. I nie chcę się zadręczać, skoro czekają mnie tak wspaniałe święta <3 Pogoda jest ładna, więc znowu pójdziemy do lasu i nad jezioro, wieczorem będziemy grać w karty i monopol, zrobię masę zdjęć, a na Lany Poniedziałek planujemy z siostrami bitwę na balony z wodą ^-^ Trenujemy z Potworkiem od paru tygodni, rozbijając je o garaż nielubianego sąsiada'''' albo o ziemię (śmierć Pacyfik Potwora XD) Mam nadzieję, że ładna pogoda się utrzyma. Rok temu spadł śnieg i ulepiłyśmy bałwana, wieczorem, tylko w świetle z ganka...

...ogólnie było strasznie śmiesznie, ale mimo to wolę mieć porządny śmigus dyngus, z użyciem węża ogrodowego itp XDDD To będzie zresztą o wiele lepsze również dla reszty rodziny. Dwa lata temu z powodu złej pogody zalałyśmy całą łazienkę na piętrze'''''
Nie mogę się doczekać, co wydarzy się tym razem <3

Z innych spraw... Fick leży, kwiczy i czeka na moją uwagę, ale nie wiem, kiedy się doczeka. Nauka, no a poza tym piszemy teraz z Miho wspólne dzieuo stólecia, na motywach baśni ^_^ Bawimy się świetnie, już zapomniałam, jak to fajnie pisać coś takiego! W końcu z komedią nie miałam do czynienia od czasów Gazette! Moim skromnym zdaniem idzie nam genialnie i rzucimy wszystkich na kolana v^^v Dobór bohaterów jest z grubsza ten co zawsze, no, może z paroma nowymi postaciami jak Selia i Sisen, ale więcej nie zdradzę. Niektóre role mogą Was zdziwić, a spora dawka dystansu podczas czytania będzie obowiązkowa XDDD

No, to chyba będzie tyle na dzisiaj. Mam jeszcze trochę do zrobienia, bo wyjeżdżamy jutro rano. Wesołych świat wszystkim~~
 
 
Current Mood: blank
Current Music: Phantasmagoria - Fairy times memory
 
 
ehagaki
17 March 2009 @ 02:51 pm
Mój stan jest w tej chwili co najmniej niespecjalny (Boże, spać, spać, spać...), ale że zasnąć jeszcze nie mogę, więc postaram się czymś zająć i napisać coś sensownego. Yeah...
W ogóle to ten wpis miał się pojawić już dawno, ale mojej Żonce ukochanej od dwóch tygodni przeszło nie udaje się załadować mi zdjęć, które chciałam wrzucić, więc... :P Większość tego, o czym miałam pisać, straciła już na aktualności. Wszystko przez Ciebie! Zażądam rozwodu, zobaczysz. Czuję się zlekceważona, i niekochana, i wpadnę w depresję. O! Oczywiście możesz się jeszcze zrehabilitować i szybko to wysłać ;>
Ostatnio i tak zdecydowanie za często emuję...
Ale jest jeden plus - odblokowało mnie to twórczo. Fick poszedł, dialogi poszły, jest okej. Pisze mi się lekko, bo Kaya robi miejscami za moje alter-ego... Wymyśliłam już zakończenie (wczoraj koło 3 w nocy, ta bezsenność mnie wykończy), więc teraz powinnam zmierzać do niego bez dłuższych przerw. Zacznę niedługo, póki co mam właśnie kilkudniową przerwę, bo produkuję list do Miho X33 Nie mogę się doczekać, aż to wyślę, razem z prezentem, który muszę władować do koperty jak najszybciej, bo jeszcze kilka poprawek a efekt może zacząć być odwrotny do zamierzonego XDD" Jako, że rysuję teraz bardzo rzadko, sporadycznie wręcz, wyszło mi zaskakująco dobrze! Mi się podoba, mam nadzieję, że Tobie też będzie :*

Dobra, następna kwestia... Tak, stopnie. Huh...
Tak więc rodzice już wiedzą.
To znaczy zebrania nie było, sami to ze mnie wydusili.
A ja nadal żyję.
ŻYJĘ! @_____@
No bo to było tak! Dostałam 4+ za kartkówkę z chemii (należało mi się 5, ale whatever, chemik jest pewny, że ściągałam ==) i oczywiście musiałam się tym pochwalić! Po paru minutach ogólnej radości taki dialog:
Shadow: ...no i w ogóle odkryłam, że jak chcę, to jednak potrafię! ^_________^
Mama: Szkoda, że dopiero teraz. Co miałaś na semestr, dwóję?
Shadow: E tam, semestr!''''' Teraz już NAPRAWDĘ rozumiem, zobacz, równania mam bezbłędnie! I szkoda, że nie widziałaś, jaką B. miał minę!
Mama: Miałaś dwóję?
Shadow: Chybatakniewiem, ale na koniec na pewno będzie wyżej! Zrobię jeszcze te zadania egzaminacyjne i...
Mama: ...
Shadow: Semestr się do niczego nie wlicza! A ja już wiem i teraz się uczę...
Mama: Z czego jeszcze? Z matmy?
Shadow: ALE pamiętaj, że 4 ostatnio dostałam!
Mama: Natalia!...

Nie no, ogółem było dużo lepiej niż się spodziewałam. Na początku praktycznie nic nie mówili, żadnego szlabanu, awantury ani nic, potem był dosyć przykry wykład, kilka dni później, no ale... Przeżyłam. Mam to już za sobą i strasznie się cieszę. Ale cóż, nie mam wyboru, muszę teraz wziąć się do roboty, i to porządnie *wzdycha ciężko* Do liceum nie przyjmą mnie przecież za ładne oczy. Chemia póki co wygląda okej, robię wspomniane zadania, jeszcze 60 i powinnam dostać 6... Są głównie zamknięte, więc w sumie nie jest to takie męczące, jakby się mogło wydawać, 30 już zrobiłam... Z matmy też jakoś ciągnę, myślę, że tę tróję na koniec będę miała... Muszę się przyłożyć do fizyki jeszcze, no i tej biologii koszmarnej *headdesk* Na semestr wypadała mi mocna czwórka, a to durne babsko i tak wstawiło mi 3! >< Nie znoszę jej... Muszę więc starać się jeszcze bardziej. Polski powinien pójść luzem, 6 ze sztuki mam jak w banku, geografia idzie nieźle, podobnie historia... Jakoś to będzie. Staram się. Teraz naprawdę. To mój ostatni semestr w tej szkole, nie mam wyboru...

Przydałby się tu może jakiś bardziej optymistyczny akcent? ...ale obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie. Nawet nie mam teraz ochoty opisywać tych milszych rzeczy, jestem jednak nieco zbyt zmęczona i przygnębiona. Robienie wpisu o tej godzinie to jednak kiepski pomysł. Wieczorami, kiedy moja psychika opiera się jeszcze na rozmowach z Miho, w miarę nieźle się trzymam, ale teraz... Napiszę coś wieczorem, za kilka dni. Taak. Może do tego czasu w końcu dostanę od Żonki te zdjęcia i będzie coś wesołego.
Idę spać...
 
 
Current Location: my room
Current Mood: anxious
Current Music: Lucifer Luscious Violenoue - sweet, sweet dream
 
 
ehagaki
07 March 2009 @ 11:49 pm
Dzisiaj meme od [info]irenevampir 
Bo się nudzę przepotwornie i muszę czymś zająć. Z sensownych rzeczy, to... *puka we wpis niżej* tam, aktualne w dalszym ciągu.

Cztery miejsca gdzie mieszkałam:
- pierwsze 3 lata w Hrubieszowie
- kolejne 13 - Chełm
- a tak poza tym, to np. placówka Straży Granicznej w Ustrzykach Górnych w czasie wakacji ^_^"
- placówka Straży Granicznej w Łysej Polanie, podczas tych samych wakacji XDDD

Cztery miejsca które zwiedziłam:
- Słowacja, okolice Liptovskiego Mikulasza
- Bieszczady, Tatry, Sudety... i inne góry, ale przejazdem XD"
- Fragment wybrzeża Bałtyku, dawno dawno temu
- Chełm, lol :P

Cztery miejsca w których chciałabym się znaleźć:

- Japonia. Całą najlepiej zwiedzić...
- Paryż i Wersal <3
- Wenecja, Nowy Orlean i inne miejsca przewijające się w Kronikach Wampirów (no nie, Irene? XD)
- Wilno, Praga i inne piękne miasta europejskie

Cztery zawody jakie wykonywałam:
- uczeń
- uczeń
- uczeń
- uczeń

Cztery ulubione seriale / programy TV:
- 'Gotowe na wszystko' <3
- i generalnie nic innego mi do głowy nie przychodzi...
- rzadko oglądam telewizję...
- zazwyczaj i tak lecą wiadomości XDD

Cztery filmy które mogła bym oglądać i oglądać:
- 'Wywiad z wampirem'
- 'Gotowe na wszystko' XD
- 'Bara no Konrei'. Obsada, a co!
- japońskie horrory, ale nie powiem, że mogłabym je 'oglądać i oglądać' XDDD" Generalnie jak obejrzę to sobie przysięgam, że nigdy więcej XDDDD

Cztery ulubione książki:
- dlaczego tylko cztery?! Inaczej to zrobimy:
- całe Kroniki Wampirów, 'Wywiad z wampirem' zwłaszcza
- dzieła Murakamiego, zwłaszcza 'Tańcz, tańcz, tańcz', 'Sputnik Sweetheart' (wątek Miu i Sumire TT), 'Ślepa wierzba i śpiąca kobieta'
- 'Carrie' Stephena Kinga, w przyszłości pewnie i kolejne tego autora

Cztery ulubione potrawy:
- sałatka grecka ^_^
- frytki? *brak idei*
- większość owoców
- większość słodyczy >D *czekoladoholiczka*

Cztery rzeczy których nie zjem za nic w świecie:
- mięso :P jestem wegetarianką z anemią, ale i tak nie dam się przekonać :P
- gotowane warzywa
- cała masa innych rzeczy...
- ...łatwiej byłoby wymienić, co w ogóle jem XD

Cztery rzeczy, które robię wchodząc na internet:
- Włączam gadu-gadu
- włażę na last.fm, dA, lj i fora
- potem zazwyczaj bash i allegro
- przelot przez naszą-klasę

No i 4 osoby które zapraszam do zrobienia tego:
- niech bierze, kto chce :P

Dla własnego dobra psychofizycznego pójdę teraz spać. Dobranoc.
Tags:
 
 
Current Mood: morose
Current Music: Malice Mizer - Gensou Rakuen
 
 
ehagaki
05 March 2009 @ 02:45 pm
Huhu, tak więc od wtorku oficjalnie jestem szesnastolatką >D Moje urodziny były niesamowite pod wieloma różnymi względami, więc spróbuję po kolei.
Pierwszy pozytywny akcent mający wpływ na ten dzień, nadszedł w poniedziałek :3 I dotyczy on delikatnej kwestii efektów mojej 'nauki' XD" Otóż właśnie w poniedziałek miało być zapowiedziane tydzień wcześniej zabranie. Od tamtej pory słabłam na samą myśl o tym, w weekend była istna panika, w poniedziałek natomiast szłam do szkoły z poczuciem, że to moje ostatnie godziny życia i nie przeżyję nawet swoich szesnastych urodzin, a tu... Tadaa, nie ma zebrania! :DDD Wycha powiedziała, iż będzie 'niebawem' (czyli jeszcze nie wie, kiedy >3), do tego czasu może uda mi się złapać kilka pozytywnych ocen nadzieja matką głupich'' i nie będzie aż takiej awantury. Choć i tak będzie na pewno, ale póki nie wiem kiedy, mogę sobie spokojnie żyć z dnia na dzień i cieszyć z byle czego. Naprawdę, wracając w poniedziałek ze szkoły miałam ochotę biegać i wyznawać miłość wszystkiemu, co się rusza lub nie XDDDD"
I w taki oto sposób moich urodzin praktycznie nic nie zmąciło i było świetnie od rana do wieczora ^___^
Rano życzenia złożyła mi rodzina; od rodziców dostałam pieniądze (allegro, przybywaaam~~~!) i tradycyjnie ślicznego kwiatka:

Aod Potworka takie... coś. O:

Nie pytajcie, do czego to służy, bo nie wiem, ale jest takie... kawaii :'D
O, tak od razu skoro przy różowych rzeczach jesteśmy, parę dni wcześniej dostałam też kartkę od[info]yapii <333 Jest PRZEPIĘKNA, przez bite piętnaście minut siedziałam z taką *OOOOOOOOOOOOOOO* miną XD

RÓŻOWE Z BROKATEM! :DDDD Umarłam dosłownie; niektórzy wiedzą, o co chodzi, to tak w nawiązaniu do naszej epickiej rozmowy dotyczącej... że tak to ujmę, męskiej fizjologii :'D

Zbliżenie na Kayę, jest taki ślicznyyy!~~<333 Jeszcze raz dziękuję, Yapisiu, to najpiękniejsza kartka jaką dostałam TwT (obok tej sprzed roku X3)

Huh, w każdym razie mimo urodzin musiałam iść do szkoły *przewraca oczami* Blah blah, nie chce mi się o tym pisać, o 12:35 skończyłam (godzinę wcześniej~) i radośnie ruszyłam z powrotem w stronę domu :3' A z domu do fryzjera XD" Tylko grzywkę skrócić, znaczy się. Czekałam chyba z pół godziny, bo fryzjerka układała jakiejś babie fryzurę (miała takie krótkie włosy, że nie widzę sensu, ale ok''), a ta baba WCIĄŻ, ale to WCIĄŻ! gadała. Wiem już nawet, jaki kolor oczu ma jej wnuczka i w jakich godzinach pracuje córka. Wtfff...
Samo ścinanie trwało pięć minut, potem odebraliśmy Potworka ze szkoły, bo było po drodze (jak ja lubię kończyć wcześniej od niej >D To się w sumie często zdarza, bo ona ma te swoje wszystkie dodatkowe zajęcia dodatkowe, kółko plastyczne, poetyckie, teatralne, tańce... Mi by się nie chciało XD")... A po powrocie w skrzynce czekała na mnie przesyłka od mojej drogiej Yasui <3 Przy czytaniu listu cały czas się śmiałam, uwielbiam jej listy XDDD Są kochane :3 A w ramach prezentu i 'rozwijania mojego talentu pisarskiego' dostałam zeszyt i piękne wieczne pióro ^___^ Które to powinno rozwiązać moje problemy natury 'noż kurwa, następny!'... Przepraszam za brzydkie słowo, przeklinam tylko, jak się porządnie wnerwię, ale to właśnie dzieje się, gdy w najmniej odpowiednim momencie wypisuje mi się długopis. Właśnie tego samego dnia kolejny wysiadł na klasówce z polskiego. Miałam ochotę rzucić się z krzesła, czas się kończy, mi dwa zadania zostały, a zamiast pisać przekopuję się przez papiery w piórniku (muszę to w końcu wywalić _^_) i szukam działającego. Trzy różne ciągnęły średnio przez pół zdania (zużyte długopisy też powinnam wywalić'''), aż w końcu znalazłam jakiś bez sprężynki, rozebrałam na części ósme i pisałam wkładem. Niestety nie zdążyłam przez to wymyślić frazeologizmu pochodzącego z historii (panika = zaćma), ale poza tym mam wszystko. Słowotwórstwo jest fajne, zwłaszcza dla kogoś, kto z nudów czyta słowniki XDDD" (Jestem na 149 stronie tego od wyrazów obcych i trudnych X3'). Chcę już swoją piątkę, fufu.
Aach, ale tak wracając... Po obejrzeniu prezentu i przeczytaniu kilka razy listu dorwałam się wreszcie do kompa >D Na godzinę tylko póki co, pogadałam trochę z Yasui i upewniłam, że 'wielu nowych inspiracji' nie znaczyło wcale 'zmień w końcu pairing' XDD", po czym wzięłam się za jakże miłą czynność, jaką jest czytanie życzeń ^___^ I tu mamy kolejne ciekawe zjawisko, jakie można zaobserwować na naszej-klasie, a mianowicie - kiedy masz urodziny, z życzeniami pisze całe stado osób, które normalnie słowem się nie odezwą, albo nawet nie wiesz, skąd masz je w znajomych XD'' Nie mówię o wszystkich rzecz jasna *mizia Yapisia*, ale ogółem na tej zasadzie to było. Nazbierałam ponad 20 wiadomości :'D
Potem były milsze mi serwery, dA, lj i reszta, a przy okazji cała masa wzruszeń (dziękuję raz jeszcze,[info]setsurenka , i całej reszcie też, kocham Was <333) i ogólnych zachwytów, uwieńczonych długo oczekiwanym fickiem od[info]miho_sama :D Na początku bałam się czytać''', ale potem... Jeszcze raz powtórzę, jest omggenialny! <333 Nawet moja psychika ma się dobrze, chociaż z niewinnością gorzej XD" I zwiąż Kayęę szybkoooo~~
Jak już się pozachwycałam, prawie natychmiast zostałam przez rodzinę oderwana od kompa na tort i szampana :3

SŁIT SIKSTIIIN! XDDDDDD Jak zobaczyłam te świeczki, to myślałam, że nie wstanę z podłogi :D

>D
Tort był pyszny, a szampanem się nieco upiłam i do końca dnia miałam jeszcze lepszy humor, niż wcześniej XDDD" Ogółem było strasznie fajne, śpiewać 'sto lat' każdy zaczął w innym momencie i w innym tempie, a Potwór przy toaście walnął w taty kieliszek, aż pękł XDDD" I jeszcze takie 'I widzisz, co zrobiłeś?!' XDDDD"
I dlaczego urodziny obchodzi się tylko raz w roku? Ja chcę tak znowu! Było super <3

A z bzdur codziennych, to hmm... Na przykład, moje bierzmowanie stoi pod znakiem zapytania. Jest chyba w kwietniu, a ja nadal nie mogę trafić do kościoła''''' Ostatnio mieli egzamin podobno. Fuck. Jak coś, to ja nie wiedziałam :P Babcia mnie zabije, rodzice też, chociaż jak na razie nie wykazują moim podchodzeniem do tego sakramentu większego zainteresowania. Bardziej męczą mnie o te nieszczęsne oceny. Zuozuozuo. Muszę szybkę wydać to, co dostałam na urodziny, bo mi jeszcze zabiorą XDD" Grożą też odcięciem neta. Zrobili coś takiego w czerwcu, więc obawiam się, że mogę traktować to serio. Jak coś, to dzwońcie do mnie i smsy piszcie, ok? D; Zginę, jeśli będę całkiem odcięta. A nie chcę. Mam jeszcze trochę do zrobienia na tym świecie.

Ciekawe, czy uda mi się skończyć ficka jeszcze w tym miesiącu? Mam nadzieję, że tak, bo potem testy i w ogóle cała masa zua... Bilans na dzień dzisiejszy, nie licząc tego co już wrzuciłam:
Stron A5: 21
Dialogów: 0
XDD" Yey, obawiam się, że mogę tak jeszcze DŁUGO XD" Naprawdę, jak czytałam starsze ficki ostatnio, to doszłam do wniosku, że gdybym miała to napisać jeszcze raz od nowa, to to, co ma 2 strony zajęłoby mi co najmniej 12 XDD" Rok pisania o Kamijo i Kayi znacznie rozwinął moją umiejętność rozwlekania i ogólny modanasukceseizm. Tylko 'sceny' nadal nie tak, ale spokojnie, Miho mnie nauczy >D W każdym razie, muszę już wprowadzić coś, co można nazwać akcją. Jeszcze tylko nie wiem, jak i co, ale...'''' Pisanie to ciężka robota, huh.

Irenka oddała dzisiaj kartkówki z Talesa, dostałam 4, nanana~~~ Trochę pał się posypało, więc tym bardziej jestem z siebie dumna X3 To moja druga czwórka z matmy w tym roku szkolnym :'D Wg mamy na tle moich pozostałych ocen z tego przedmiotu musi wyglądać jak słonecznik za płotem'''
I jak to fajnie mieć już odrobione lekcje na korki i móc sobie do 16 leniuchować... Odrobiłam wczoraj. To jedyne lekcje z matmy, jakie odrabiam, szczerze mówiąc, bo p. Eliza zawsze mi sprawdza - w końcu lekcja indywidualna - a Irenka ma jeszcze 27 innych osób i zawsze mam nadzieję, że nie trafi na mnie XDDD" I nie trafia... na ogół XDDD" Huuh, w każdym razie znowu doszłam do wniosku, że mój matematyczny debilizm jest jak prosta - nieograniczony. W międzyczasie moja zdolność myślenia runęła z hukiem na ziemię, a w ostatnim zadaniu wyszło mi, że gepard pokonuje 220m w 0,72 sekundy XDDDD" I nadal nie wiem, co zrobiłam źle! XD" ...a części nie mam w ogóle, bo jak widzę coś takiego:

...to myślę tylko, którędy uciekać''
Aach, chcę już wakację TT Tęsknie nawet za tamtym postojem o 5 rano na jakiejś słowackiej stacji benzynowej i widoku za oknem w postaci znaku drogowego i pola kukurydzy''' Wtedy do śmiechu mi nie było, chyba z godzinę tam staliśmy i próbowaliśmy zasnąć, ale teraz... Chcę tam wróciiić TT Aaale, w tym roku mamy jechać na Litwę *w* Już sama myśl o zobaczeniu Wilna sprawia, że świat staje się piękniejszy X33 Och, i jeszcze koncert D w Poznaniu! Haai, po prostu MUSZĘ pojechać!... A jak jeszcze się uda i będą następne większe zespoły u nas grały... Omgomgomg. Dochodzi już do tego, że czego nie słucham od razu widzę na koncercie w Polsce i siebie w pierwszym rzędzie na widowni'' Muszę na D, omg.
...chyba, że przez moje oceny spędzę wakacje na ławce pod blokiem babci w Hrubieszowie.
*dziękuje za uwagę i biegnie się uczyć*
 
 
Current Location: my room
Current Mood: pleased
Current Music: Hizaki grace project - Everlasting Dream
 
 

Advertisement

 
ehagaki
19 February 2009 @ 09:10 pm
Lol. Lj rządzi, zaczęłam ten wpis wczoraj, ale przypadkiem wyłączyłam stronę, okazało się, że wpis się nie zapisał, wnerwiłam się i rzuciłam w cholerę. Dzisiaj drugie podejście i... 'Czy chcesz odtworzyć wpis z automatycznego zapisu'? XDDD Faajnie XDDD
Tak więc... dzisiaj postanowiłam NIE BYĆ emo. Zbieram się do kupy i piszę coś bardziej optymistycznego. O.
Właściwie pierwsza fala załamania już mi przeszła i można rzec, że jako tako się trzymam. Wszystkie podnoszące na duchu słowa dużo dały (kocham Was <3), dzięki Żonce szkoła nie jest wcale takim koszmarem, a wieczorne rozmowy z Miho i kilkoma innymi osobami nastrajają mnie pozytywnie, zanim idę się uczyć. I jakoś leci, chociaż wiele spraw nie wygląda tak, jakbym chciała i nadal jestem z tego powodu nieco nieszczęśliwa. Poza tym sytuacja z ocenami nadal nie jest przyjemna, ale przez najbliższe kilka dni może jeszcze uda mi się jakoś odwlec potrzebę zmierzenia się z tym. Obawiam się, że rodzice zaczynają się domyślać, że moje wyniki nie są najlepsze, grożą, że pójdą do wychowawczyni, jeśli nie przyniosę im ocen sama... Potrzebuję jakiejś grypy, która zatrzyma mnie na tydzień w domu, pilnie ._. Ale oczywiście na złość nie mogę się rozchorować. Codziennie wracam ze szkoły, przedzierając się przez śnieg, z gołą głową, szalikiem tylko przerzuconym przez szyję i rozpiętą kurtką, głęboko oddycham lodowatym powietrzem i marznę jak jasna cholera, a mimo tego NIC MNIE NIE BIERZE. Dlaczego?! ;___; Wiem, że uciekanie od tego niczego nie rozwiąże, ale... Gdyby chociaż do tego czasu udało mi się uzbierać kilka dobrnych stopni... Gdyby nie ta cholerna matma i chemia... I reszta... ;___;
...miałam nie być emo, ok, stop.
Tak więc co z nowości? Sprawdzian z biologii np. Wczoraj. Uczyłam się całą historię (XD") i nawet długą przerwę, a i tak nie nauczyłam się wiele _^_ Tkanki są głupie! Tkanki są zue! Nie lubię tkanek! D: W dodatku Pani G. uwielbia wymyślać na testach idiotyczne pytania, zazwyczaj z rzeczy, których na lekcji nie było i nie ma znaczenia, czy się uczę, czy nie... Zresztą, na lekcjach nie było praktycznie niczego, dwie godziny gapiliśmy się przez mikroskop na preparaty, których nie umieliśmy rozpoznać, po czym dowalono nam z tego obszerną pracę domową. Jedyny plus, że mimo, iż Pani G. jest nauczycielką dosyć ciężką w obyciu i niebezpieczną, ściągać u niej da się doskonale :D Telefon dzwonił jej trzy razy i trzy razy wybiegała z klasy, poza tym łaziła między ławkami i komentowała nasze wytwory, podczas gdy na drugim końcu sali trwała praca grupowa. Spisałam co się dało od Żonki, inne co-się-dało Żonka spisała ode mnie i tak... Będą jaja, jak sprawdzi, mamy praktycznie to samo ^^" No, z małymi wyjątkami. Np przy kwiatostanie to miało być z tkanek, głupia babo! moja funkcja pręcików to 'służą owadom do zapylania kwiatu' (XDDDD), a Żonki 'ochraniają słupek' XDDDD Yeaah XDDDD
Dalej. Pierwszą lekcją była wtf-religia. Niestety, Wielki X aka Xsionc przestał już opuszczać lekcje na zasadzie nie-ma-mnie-i-was-też-nie-ma, chyba zebrał opiernicz od dyrekcji, bo narzekał na naszą wychowawczynię (żona dyrektora, jutro będzie miał z nią pewnie kolejne spięcie, bo dzisiaj zwolnił połowę chłopaków do odśnieżania kościoła, nic jej nie mówiąc XDDD)... No i mieliśmy o bierzmowaniu. Z mojej strony lekka panika, bo pół klasy zdało już egzamin, do końca tygodnia mają podać imiona, a ja nie byłam nawet na żadnym spotkaniu i w ogóle nie wiem, co i jak XDD" Jak mnie dopuszczą, to będzie cud nad Uherką, huh. Co do imienia, to w dalszym ciągu najbardziej prawdopodobną opcją jest Ofelia. Tak, jak w 'Hamlecie' (tudzież u Emilie Autumn XD). Od dawna podoba mi się to imię... Znalazłam już nawet informację, że była taka święta X333 I do wspomnianej książki muszę się w końcu dorwać, tzn kupić jak będę w Empiku... Póki co czytałam opracowania i klilka charakterystyk Ofelii, pod paroma względami nawet pasuje... To jedyny plus tego cyrku z bierzmowaniem, że mogę się tak nazwać. A tak swoją drogą, myślicie, że przemożna chęć nadania sobie imienia bohaterki, która popadła w obłęd i utonęła w strumieniu to jakiś niepokojący objaw? Ciekawe, co na to powie moja rodzina, jeszcze nic nie wiedzą XDDD A Potwór im wmówił, że chcę się nazwać Mana XDD"

Znalazłam sobie cel, którego mi w poprzednim wpisie brakowało. Moje urodziny, huhu. Jeszcze tylko nieco ponad tydzień, do trzeciego marca ~<3 Bez wątpienia ten dzień będzie miał kilka pozytywnych akcentów ;) A co do innych metod optymistycznego nastrajania się, to od dzisiaj i pewnie przez najbliższe dni/tygodnie będzie mi do tego służyło 'Aux Champs Elysées' w wykonaniu Kayi. Jedno wielkie AWWWW, aż mam ochotę śpiewać razem z nim czego nie robię przez wzgląd na otoczenie xDD" i po prostu nie mogę się nie uśmiechać <33 Moje ukochane 'Padam Padam' Edith Piaf też mu świetnie wyszło. Chcę resztę albumu (dozowanie sobie przyjemności pod przymusem nie jest fajne) i będę miała czym zawalać last.fmowe rankingi przez najbliższy tydzień XDDD
Ledwo żyję z niewyspania i jadę tylko na kawie, więc będę chyba kończyć ten wpis. Przy odrobinie szczęścia może uda mi się dopisać parę zdań do ficka, nim zmorzy mnie sen, z którego zostanę brutalnie wyrwana jutro punkt 8:00... Ale potem będzie weekend. Idziemy z Potworkiem i być może z Żonką na łyżwy. Jeździć i pić gorącą czekoladę. Bo w gruncie rzeczy życie nie jest aż takie złe.
 
 
Current Location: my room
Current Mood: thankful
Current Music: Kaya - Aux Champs Elysées
 
 
ehagaki
02 February 2009 @ 12:24 pm
Jak widać, moja działalność livejournalowa znowu przechodzi drobny kryzys. Ale tym razem nie poddam się łatwo, o nie! Walczę! I w końcu to napiszę!...
...muszę, bo za parę godzin wyjeżdżam. Ale o tym później.

Zacznijmy chronologicznie, od tego, o czym chcę napisać już jakiś czas, ale nie mogę. Hmm. Bo to jest chyba tak, że o rzeczach banalnych pisze się łatwiej, natomiast kiedy przychodzi opisać dzień, który był naprawdę wyczekiwany i niesamowity... Jest jakoś trudniej. Zawsze tak mam. Ale spróbuję.
Sou... W środę 21.01 mieliśmy wycieczkę do Warszawy :33 Jak dla mnie było to równoznaczne z pretekstem spotkania się z Maa-chan, Ishi i Aldi, więc zapisałam się na nią od razu, jak tylko poszła informacja ^^v
Z Chełma mieliśmy wyjechać o 6:30, więc pobudka była już o 5, ale - o dziwo - miałam z nią mniejsze problemy niż zazwyczaj ze wstawaniem dwie godziny później, no ale nic dziwnego, w końcu cel, cel! Zgodnie z założeniem byłam pod szkołą wpół do, ale wyjechaliśmy o siódmej. Jak zawsze, heh... Tego dnia wschód słońca był po prostu PRZEPIĘKNY, rozciągał się na połowę nieba w dodatku, aż żałowałam, że nie miałam porządnego aparatu... No i że siedziałam do tego tyłem, więc musiałam się cały czas odwracać XD" A potem znikło TT"
Khem, podróż była dosyć długa, 3,5 godziny... Umilałyśmy sobie z Żonką czas słuchając muzyki, bazgroląc po zeszycie, w którym w założeniu miałam pisać ficka, ale przez emocje jednak się skupić nie mogłam, a na postoju, schowane za zasłoną, polowałyśmy na zdjęcie pani Irenki XD Zrobiłam! ^o^ A pod Muzeum Powstania Warszawskiego - które w ogóle było celem naszej wycieczki, bo chyba jeszcze nie mówiłam... no, celem większości XDD" - jeszcze jedno, z profilu X33" A tak poza tym to zrobiłyśmy jeszcze caaałą masę bezsensownych zdjęć...
Przykłady )

W Warszawie byliśmy około 10:30. Bałam się, czy części czasu wolnego nie zechcą nam zrobić od razu, bo lekcja muzealna miała zacząć się dopiero o 12... Aczkolwiek moje obawy okazały się niepotrzebne, bo pod same muzeum jechaliśmy pół godziny XDD Tu już obie z Żonką siedziałyśmy z nosami przyklejonymi do szyby, i tylko co chwilę 'Łaa, most! *-*' 'Oo, tramwaj! *___*', 'Aaa, jakie duże! *WW*' XDDD" No, tak to jest jak się żyje w takim niewielkim mieście jak Chełm, a potem nagle znajdzie w stolicy ^^"
Tak więc o 11 byliśmy pod muzeum i tu mieliśmy aż godzinę dla siebie XDD" Swoją drogą to więcej, niż dali nam w Tarasach czy na Starówce, no ale co poradzić v.v Spacerowaliśmy sobie i oglądaliśmy ścianę z nazwiskami poległych w powstaniu. Niby wiedziałam, ile osób zginęło, ale chyba trzeba zobaczyć te tablice, jakieś 140 po 100 imion i nazwisk, żeby w pełni to sobie uświadomić... Byłam bardzo poruszona. W Muzeum też...
O 12 weszliśmy, zostawiliśmy kurtki w szatni, ubraliśmy się w szkolne mundurki (nie, nadal nie wiem, co miała na celu Irenka każąc nam je brać ze sobą), podzieliliśmy się na dwie grupy i z przydzielonymi przewodnikami poszliśmy zwiedzać.
Przezornie spytałam panią od fizyki, ile to będzie trwało, żeby dać znać dziewczynom, kiedy mniej więcej będziemy... 'Godzinkę'. Aha, ok, coś krótko, ale skoro tak... Sms poleciał. Potem lekcja w sali o II wojnie światowej. Zeszło pół godziny, 'no, teraz idziemy zwiedzać'... Ekheeem? x_o Po wyjściu kolejny sms z następną, mniej optymistyczną wiadomością _^__"
Ogółem mówiąc muzeum jest niesamowite, aż nie wiadomo, gdzie patrzeć! Zapomniałam nawet o robieniu zdjęć, w ogóle miejscami nie myślałam nawet o spotkaniu, tylko skupiłam się na tym, co oglądaliśmy. Wszystkie eksponaty i w ogóle... Ciężko byłoby mi pisać o wszystkim, więc powiem tylko, że było naprawdę genialnie zarówno jeśli chodzi o stronę wizualną jak i informacje. I muszę przyznać, że niektóre historie itp - mieliśmy świetną przewodniczkę - poruszyły mnie dogłębnie.
Ostatnim punktem było przejście przez kanały. Oczywiście suche i z rozwidleniami kończącymi się w tym samym punkcie, taka atrapa, aczkolwiek było całkiem ciemno i miejscami musiałam iść praktycznie zgięta wpół. Miało nam to pokazać, jak czuli się powstańcy, ale ciężko było się wczuć, skoro przed Tobą szła cała grupa chichrających się, pokrzykujących i świecących telefonami osób _^____" Ach, i w głowę się uderzyłam. Chciałam sprawdzić, ile jeszcze mam miejsca w zapasie i okazało się, że mniej niż oszacowałam ><
No, a potem wyszliśmy. Było to koło 14:00. 'Godzinkę', phi >< Myślałam, że teraz już będzie łatwo, wsiądziemy do autokaru, wziuu do Złotych Tarasów i za dziesięć minut będziemy, ale oczywiście nie obyło się bez zwrotów akcji...
Najpierw czekaliśmy na grupę pani Irenki - my byliśmy z panią od fizyki - i tu już powoli zaczął trafiać mnie szlag. Kiedy w końcu się dowlekli, minęło pięć minut nim wyjechaliśmy, potem dziesięć nim dojechaliśmy i kolejne pięć nim zaparkowaliśmy =____= Jezu, kierowca krążył wokół parkingu tyle razy, że myślałam, że zaraz wstanę i krzyknę, żeby się zatrzymał, bo ja chcę wysiąść, jakby naprawdę nie można było nas wysadzić i dopiero szukać sobie miejsca! Z nerwów zaczęłam zdzierać zębami lakier z paznokci i wbijać je w oparcie fotela.
Na szczęście w końcu mu się udało i wysiedliśmy. Tzn. ja wyskoczyłam, ciągnąc Żonką za sobą, miejsce było gdzieś za Pałacem Kultury, więc kawałek do Tarasów jeszcze trzeba było przejść. Oczywiście kto, jeśli nie ja, leciał na przedzie pięćdziesięcioosobowej grupy? XDDD" Tylko przy przejściu przez ulicę się pogubiłam i musiałam zaczekać na innych, zapomniałam, że to się idzie POD ulicą XDD" I czy ci ludzie naprawdę muszą się tak poszturchiwać?! Jeden facet mnie prawie przewrócił, jak się mijaliśmy >< Nie ma to jak iść przed siebie jak taran, nie patrząc na innych =___=
A potem - tak, w końcu, nareszcie! - wkroczyliśmy do Tarasów X333 Yeey! Ale zupełnie zapomniałam, że ta budowla jest taka skomplikowana XDD" I tak, wiedząc, że mamy spotkać się w restauracjach na samej górze, wskoczyłyśmy z Żonką na pierwsze zauważone ruchome schody, kierowane prostą logiką 'na górę to na górę'... I właśnie wtedy zauważyłyśmy dziewczyny <33 Radosne machanie szybko przeszło w rozpaczliwe gesty z serii 'nie tędy!', kolejne nieartykułowane gesty ze strony mojej i Żonki, zaczęłyśmy biec po schodach, w tym czasie one pobiegły gdzieś w bok i... I jak już zeszłyśmy ze schodów, to w ogóle nie wiedziałyśmy gdzie są, czy nawet gdzie były XDDD" Pobiegłyśmy przed siebie ich szukać, one pewnie pobiegły szukać nas i tak zupełnie się zgubiłyśmy! Brawo! XD" Jakoś udało nam się dobiec pod restauracje na górze, ale ich tam nie było i sytuację rozwiązał dopiero telefon X3' No i dzięki temu w końcu udało nam się odnaleźć TwT
Powitanie było wspaniałe, naprawdę, byłam chyba jedną z najszczęśliwszych osób w Złotych Tarasach <3 A potem poszłyśmy wszystkie na sushi. W czasie zamawiania Żonka, która od początku nie wykazywała chęci zamawiania tego, zwiała do łazienki, już ja wiem dlaczego, tym bardziej, że byłyśmy już w niej przecież w muzeum XDDD Muszę przyznać, że też się nieco bałam... No ok, bardzo się bałam, w życiu tego nie jadłam XDD" Ale! Jak na połączenie liścia, zimnego ryżu, surowej ryby i innych składników, których nazwy i pochodzenia niekoniecznie chciałam się dowiedzieć, jest naprawdę bardzo dobre! X33 I jeszcze ta demonstracja 'poprawnego' użycia pałeczek... XD
Musiałyśmy przedstawiać sobą niezły widok, siedząc nad sushi przy największym stoliku, w akompaniamencie ogólnych chichotów i pisków, a jeszcze dziewczyny były 'dosyć oryginalnie' ubrane... X33 Generalnie wszyscy ludzie w Złotych udawali, że się na nas nie gapią ^^'v
Połaziłyśmy po sklepach, we Flo oglądałyśmy różne... khem, ciekawe rzeczy, a potem poszłyśmy do Empiku po 'Kocham Narcyza' - poradnik, który mamy zamiar kupić Kayi XDDDD Dochodzenie, do którego 'gatunku' narcyza należy Kamijo dostarczyło nam całej masy zabawy, czytanie na głos poszczególnych objawów itp, chichrałyśmy się jak głupie, a ludzie obok ostentacyjnie starali się czytać swoje książki, na szczęście nikt nas nie upomniał X33" O, i jeszcze pan ochroniarz przy wejściu! Kiedy na głośne zastanawianie się, gdzie jest dział psychologiczny nam podpowiedział, wyglądał, jakby był święcie przekonany, że szukamy pomocy dla siebie XDDD"
Ta głupia baba cholerna czarownica pani Irenka uparła się, że koniecznie musimy jeszcze jechać na Starówkę =___= Tak więc w Tarasach czasu było mało, a jeszcze przetransportować się tam, stanie w korku, kolejne nerwy, a potem kolejna marna godzinka wolnego... Ech, dobrze, że przynajmniej Maa-chan i Ishi - niestety już bez Aldi - udało się tam dotrzeć, nawet przed nami XDDD O, haha, przy okazji zrobiły ogólną furorę wśród osób z mojej klasy! W życiu nie widzieli kogoś tak wystrojonego XDDDD Komentarze o emo były żenujące - wyprowadziłam ich z błędu na n-k - ale skąd je znam to pytali jeszcze tydzień po tym XDDD Nawet je o zdjęcia prosili, myślałam, że padnę XDDDD 
Na Starówce poszłyśmy do naprawdę ślicznej herbaciarni <3 Kolejne nowe doświadczenie w moim życiu, bo wcześniej w takowej nie byłam XDD Herbata w dzbanuszku, takie malutkie kubeczki i strasznie fajny, kolorowy cukier XDDD Łazienkę też mają ładną. Musimy tam jeszcze kiedyś iść.
A potem cóż, musiałyśmy się rozstać... Nie chcę się wdawać w szczegóły, to było okropne, i jeszcze ten facet z saksofonem w tle, a ja tylko prosiłam, żeby zagrał coś mniej depresyjnego!... Uuch TT
Droga powrotna była smutna, ale nie tragiczna. Rozpamiętywałam wszystko jeszcze raz, z uśmiechem i ze ściśniętym gardłem, i byłam wdzięczna Żonce, że zajęła mnie nieco zabawami typu układanie z kabla od mp3 imienia i nazwiska Irenki ^^" Rozmawiałyśmy też o tym całym dniu, Żonka była naprawdę zachwycona Maa-chan, Ishi i Aldi, bardzo mnie to cieszy, bo w końcu nigdy wcześniej nie miała styczności z osobami z naszego grona XD
Mieliśmy jeszcze ostatni postój w McDonaldzie, wzięłyśmy sobie duże frytki i lody z polewą czekoladową na pocieszenie... Zaczął padać deszcz, więc musiałyśmy z nimi lecieć do autokaru, zasłaniając rękawem XD" Na a potem już prosto do Chełma. To była długa podróż, dłuższa, niż ta do Wawy, wyjechaliśmy o 18, a byliśmy na miejscu dopiero po 22 x_x Przez ostatnią część trasy już tylko odbijałam się głową od okna, wypatrując tabliczek z liczbą kilometrów dzielących nas od Chełma.
Mama czekała na mnie na parkingu pod szkołą. W samochodzie byłam zbyt zmęczona, by rozmawiać, ogółem opowiadałam tylko ogólnie... Jej i tacie, dałam też Potworkowi prezent imieninowy, który jej w Złotych Tarasach kupiłam, takie mydełko-panda... Generalnie do tego momentu trzymałam się nieźle, ale jak już znalazłam się w swoim pokoju, jak doszło do mnie, że to już po wszystkim i nie wiem, kiedy znowu się zobaczymy... Płakałam przez 10 minut i nie mogłam się opanować, i tylko chciałam, żeby zostawili mnie w spokoju, bo takie 'pocieszanie' tylko pogarszało sytuacje. 'Widzisz, same problemy masz przez to'... Potem jeszcze wzięłam szybką kąpiel i poszłyśmy z biedronką - mój prezent, jest przekochana i przeurocza TwT - spać.
Ech, ale powtórzymy to! Następna wycieczka w kwietniu.
To może jeszcze pamiątkowego zdjęcie, wrzucałam już na forum od razu powrocie, więc chyba nikt nie będzie miał nic przeciwko?
:3 )
Mam też nadzieję, że nikt nie będzie miał nic przeciwko tej relacji, ale cóż, ja bardzo lubię szczegółowe opowieści ^^"

...W tym momencie jestem bliska zarżnięcia livejournala najbliższym ostrym przedmiotem, bo nie wiedzieć czemu automatyczny zapis nawalił i wpieprzyło mi połowę wpisu - dosyć obszerny wykład o dniach ostatnich, który to pisałam przez ostatnią godzinę! %^*%^&#*I!! >_____< I tak będę zmuszona pisać to wszystko jeszcze raz .___. Pół biedy, gdybym miała na to czas, ale właśnie się zbieram - jedziemy do Hrubieszowa. Nienawidzę lja, nienawidzę lja, nienawidzę lja!!! Arr!
Napiszę ręcznie i przepiszę, jak wrócę. Czyli w czwartek.
*idzie rzucić czymś o ścianę*
 
 
Current Mood: angry
Current Music: D'espairs Ray - Yami ni furu kiseki
 
 
ehagaki
20 January 2009 @ 04:19 pm
Próbny test z niemieckiego: 43/50. Biorąc pod uwagę fakt, że to test Operona, a najwięcej punktów w klasie (i przypuszczalnie też w szkole, bo jesteśmy klasą z rozszerzonym niemieckim) to bodajże 44, jestem z siebie zadowolona. Zobaczymy, jak będzie dalej. Nie wiem, kiedy do sprawdzania zabierze się Irenka - w każdym razie mam nadzieję, że nieprędko - ale humanistyczny powinien być niedługo ^^v

Poza tym dzisiejszy wpis może być nieco chaotyczny, przepraszam z góry ale OMGTOJUŻJUTRO nie mogę się zbytnio na niczym skupić ^^' Biorąc pod uwagę fakt, że jutro muszę wstać w okolicach 5, prawdopodobnie nie będę dzisiaj spała xDD" Wczoraj leżałam do 3:30, więc dzisiaj tym bardziej... Przynajmniej fick ruszył pełną parą :3 Jak na razie bawię się świetnie XDD Wszystko zostało już dosyć szczegółowo obmyślone oczywiście najbardziej te części, do których mi jeszcze daleko i powinno iść gładko.

Poziom ekscytacji na lekcjach rósł z godziny na godzinę, bo wciąż z Żonką gadałyśmy o tym, gdzie będziemy i co będziemy robić za 24h, więc dzisiejsza nauka nie była zbyt efektywna, no ale... Ogółem dzień był dosyć wesoły, polski zwłaszcza, na którym to polonistka sprawdzała nasze kartkówki z gramatyki. I tak:
- liczebnik porządkowy od 'zawodnik (22)' to 'dwudziestu dwu zawodnika'
- czasownik od 'mokry' to 'mokrzyć'
- a i tak najlepszy był kolega. Trzeba było napisać stronę zwrotną podanych czasowników (czyli po prostu dopisać 'się' ^^'), ale że nie wszyscy to wiedzą... I tak: 'upiec - np. szarlotka', 'podkuć - np. koń'...
Myślałam, że tam umrę XDDDD

 Na w-fie natomiast tańczymy poloneza XDDD Jak dla mnie to o wiele fajniejsze niż wszystkie głupie biegi i skoki wzwyż, muzyka fajna i w ogóle jest tak... fajnie XDD Tańczę w jednej parze z Żonką, gram faceta i nie zamieniamy się na rolę, bo tak nam obu jakoś wygodniej XDD" Przynajmniej nie muszę trzymać niewidzialnej sukni, chodzę dumnie, a pod koniec mam taki fajny teatralny ukłon <3
Niestety poloneza już kończymy, mamy układ do całego utworu i przestałyśmy się mylić, więc... Dzisiaj przez połowę lekcji była joga. Bywało gorzej, ale i tak pewnie jutro będę miała takie zakwasy, że będzie mnie trzeba za sobą ciągnąć chociaż to jeszcze zależy gdzie >D *zatyka się*

Btw - Winamp rlz:

... XDDDDD

A skoro ta notka i tak jest chaosem, czyli tak jak podejrzewałam, bo piszę co mi akurat na myśl przyjdzie... Zrobiłam zdjęcia, o.
Shadow w pełnej krasie :3 )
I tu materiał mi się tymczasowo kończy X3''' Teraz idę łazić w kółko po pokoju i uśmiechać się do siebie jak głupia. Jak ja wytrzymam te cztery godziny drogi do Warszawy?

Pani Irenka: ...a w autokarze będziemy powtarzać do sprawdzianu.
Klasa: ...
 
 
Current Location: my room
Current Mood: crazy
Current Music: Versailles - The Revenant Choir
 
 
ehagaki
17 January 2009 @ 01:39 pm
Zatem próbne testy są już za mną.
1. Humanistyczny.
Był fajny XD Generalnie nie miałam z nim większych problemów, tematem przewodnim były książki, a że ja, że tak to ujmę, jestem w temacie... To pisało mi się całkiem nieźle X3 Czytać ze zrozumieniem potrafię, epoki literackie pamiętam, a z historii też były dosyć proste rzeczy, daty rozbiorów np... Najwięcej czasu zajęło mi chyba zadanie, w którym trzeba było wczuć się w wydawcę i napisać promocję jakiejś książki. Najbardziej bałam się ostatniego zadania, nie cierpię pisać rozprawek itp... Ale okazało się bardzo fajne, ułożyć własny mit o powstaniu książki :33 Wymyślanie takich opowiadań to na szczęście jedna z moich mocniejszych stron, więc do końca testu nie odrywałam nosa od kartki i wyszłam z sali jako ostatnia. I tak musiałam nieco zakończenie skrócić, bo cóż, czas... W domu sprawdziłam wyniki, więcej niż 40 na 50 możliwych na pewno będę miała, zależy jeszcze, jak ocenią te otwarte. Łaah.
2. Matematyczno-przyrodniczy.
A tu już było jedno wielkie WTF _^_ Szlag mnie trafia, ten cholerny Operon i jego nieścisłości... Mamy schematy kwiatostanów i trzeba zaznaczyć, które są symetryczne. Niby nic trudnego, gdyby nie to, że jeden był narysowany krzywo! >< Gdyby był prosty, to na pewno byłby symetryczny, ale NIE BYŁ! To już się nie dało prosto narysować?! I punkt w plecy. Ghh. Dwa otwarte w ogóle rzuciłam w cholerę, w zamkniętych trochę postrzelałam, z lepszym lub gorszym skutkiem... Po powrocie robiłam ten test jeszcze raz z p. Elizą. I załamałam się nad tym, jakim to ja matematycznym osłem jestem, przecież to było takie...! No ale to w końcu ja. Debil, matoł, ofiara. I to nieprawda, co p. Eliza mówi, że ja mam do matmy potencjał, tylko w niego nie wierzę. Nie mam. Albo po prostu w jakiś sposób nie umiem myśleć logicznie poza jej lekcjami.
Sprawdziłam wyniki, około 30/50. I tak nieźle... ==
4. Język obcy [niemiecki]
Jeden wielki rechot XDDD Znaczy nie ze względu na test, ale pilnował nas chemik :3 Zaczęliśmy dziesięć minut po czasie, bo nie mógł znaleźć działającego magnetofonu, żeby część z rozumieniem ze słuchu nam puścić. Przyniósł magnetofon i po chwili wyleciał z klasy znowu, po testy, które zostały w gabinecie. A kiedy w końcu udało nam się jakoś zacząć... Po pierwszym zadaniu poszedł przynieść sobie kawę i pączka, a w tym czasie klasa radośnie wymieniła się odpowiedziami. Praca grupowa normalnie XDD Potem było w sumie podobnie, wiecie, on niemieckiego ni w ząb, łaził między ławkami, pytał nas o znaczenie poszczególnych słów albo 'czy my naprawdę coś z tego rozumiemy' XDD" Wypróbowywał poszczególne kawałki kredy na tablicy, widocznie bardzo się nudząc. W tym czasie znowu po klasie przeszły odpowiedzi na poszczególne pytania. Po części z rozumieniem ze słuchu puścił na magnetofonie muzykę. Leciała jakaś pieśń kibiców i telepałam się ze śmiechu, zamiast wyjaśniać, dlaczego członkinie radia RASANT postanowiły kontynuować projekt, czy jakoś tak... Ogółem było bardzo fajnie :'D Mam nadzieję, że na normalnym egzaminie też nas będzie 'pilnował' X333 Sam test nie był bardzo trudny, poszło mi raczej nieźle. Odpowiedzi jeszcze nie ma, ale jestem dobrej myśli.

No i jest po wszystkim. Huuh, ale to tylko próbny...
Poniedziałek zapowiada się dniem dosyć ciężkim; test z biologii, który zadecyduje o mojej ocenie semestralnej robi mi się słabo na sam dźwięk wyrażenia 'ocena semestralna, test w polskiego, muszę jeszcze zadania oddać... A wpierw zrobić XD" Ech, będę musiała to dzisiaj zacząć... I w ogóle to wszystko jest zue. Chcę już środę, chcę środę, chcę środę...

Natomiast przedwczoraj w końcu udało mi się wygospodarować nieco czasu i skończyć czytać 'Posiadłość Blackwood'. I tak, TO się stało. Stało się. SKOŃCZYŁAM KRONIKI WAMPIRÓW!!! ;_____; Och niee, ja nie chcę, ja chcę kolejne 10 tomóóów... Dobrze, że są jeszcze Nowe opowieści o wampirach... 'Wampir Vittorio' na mnie czeka, ale i tak jest mi ciężko. Zbyt bardzo przywiązałam się do bohaterów Kronik. A w ostatnich częściach nie było Armanda i czuję niedosyt. Dobrze, że chociaż Lestat był i na nim właśnie skupiły się wszystkie moje reakcje omg-podobne. Tak tak, uwielbiam Lestata <3 To taki książkowy odpowiednik Kamijo, w każdym calu XD
Czytałam tę serię w sumie prawie półtora roku, eech... Nie po kolei, akurat to co udało mi się dostać, więc może teraz przeczytam wszystko od nowa, chronologicznie... Taak, to dobry pomysł...

...ale jeszcze nie teraz. Teraz powinnam zacząć ficka. Wizje w końcu się porządnie uformowały, wczoraj wysiadł neoszajs-powszechnie-znany-jako-neostrada i miałam chwilową przerwę od neta, przez dwie bite godziny z uporem maniaka układałam pasjansa (cicho tam XD) i w tym czasie wszystko sobie wymyśliłam :3 Oczywiście, wszyscy wiedzą jaki pairing? XD Obsesja pyta, czy u Was też wszystko w porządku.
Zaczęłabym wczoraj, ale musiałam założyć i przepisać zeszyt od religi _^____" Dzisiaj ksiądz łaził. Czekaliśmy na niego jakieś dwie godziny, bo oczywiście do nas dowlókł się na samym końcu == Generalnie było zabawnie. Powiedział, że nie dam nam z Potworem obrazków, jak nas nie przepyta. Tato mnie wrąbał, że idę w tym roku do bierzmowania i poszłam na pierwszy ogień.
Ksiądz:  Dziesięć przykazań to ile?
Ja: *zonk* Słucham?
Ksiądz: No, dziesięć przykazań to ile przykazań?
Ja: No dziesięć XDD"
Ksiądz: Ale na pewno?
Ja: Na pewno XDDDD"
Bez komentarza XDDD

A, wczoraj byłam u fryzjera. Obcięli mi aż pięć centymetrów moich pięknych włosów! ;___; I teraz tak mi... krótko. Nadal są dosyć długie, ale i tak... Przynajmniej grzywkę znowu mam. Poprzednia urosła już tak, że w wietrzne dni poruszałam się prawie po omacku.
Później zrobię zdjęcia, bo teraz mi się nie chce ^^' Wrzucę pewnie na dA, albo na forum, albo do następnego wpisu... O, a w tym jeszcze nie ma zdjęć?! Nie może być!

Żeby tradycji stało się zadość )

Ale ładnie się tu ostatnio udzielam, prawda?
 
 
Current Mood: busy
Current Music: Lareine - Last Song
 
 
ehagaki
13 January 2009 @ 03:59 pm
Sou... Miałam dzisiaj 'kulig'. To nic, że śniegu prawie nie ma, naprawdę, to nic XDDD" Moja klasa zrobiłaby chyba wszystko, żeby nie mieć lekcji. Na sankach co prawda nie jeździliśmy, bo mimo szczerych chęci się nie dało, pojechaliśmy tylko wozem drabiniastym na jakieś 'ranczo' pod Chełmem, zrobiliśmy tam ognisko i wróciliśmy. Ale może po kolei X3
Ogólnie najmilszą częścią tego całego przedsięwzięcia - przynajmniej jak dla mnie - były dwie godziny przed wyjazdem, które spędziłam z Żonką w jej domu. Tam jest naprawdę bardzo dużo pokojów, nawet nie chciało mi się liczyć, i w ogóle jest tak fajnie, chciałabym mieszkać w domu jednorodzinnym... Och, a jeszcze wcześniej byłyśmy w Stokrotce, po 'prowiant'.
*przy stoisku z owocami*
Żonka: Patrz w górę!
*na górze lustro*
Żonka: Iiii! ^^v
Shadow: Iiii! ^^v
Ludzie wokół: O_o
I weź tu nas do sklepu wpuść XDDD" Khem, w każdym razie potem poszłyśmy już prosto do Żonki, zostałam oprowadzona po domu, a później poszłyśmy do jej pokoju dręczyć kotka X333
Kotek nazywa się Fragles i jest naprawdę wspaniały TwT Jest śliczny, łagodny, zabawny i w ogóle, też chcę takiego!



Więcej kotka tutaj *w* )

No, a teraz w końcu poznajcie jego właścicielkę, czyli moją Żonkę X33 Niektórzy już ją widzieli, inni nie, więc...


I ze mną, czyli jak dobrze wiedzieć, gdzie jest samowyzwalacz XDD"


No, potem zaliczyłyśmy jeszcze zdjęcia w lustrach...


...i poszłyśmy na zbiórkę.
Tam czekała już na nas reszta klasy, potem podjechały te wozy... Siedziałam z brzegu. Żonka musiała mnie trzymać, przy każdym mocniejszym telepnięciu miałam wrażenie, że wylecę XDD" Horodyszcze są tuż pod Chełmem, ale takim wozem jedzie się nieco dłużej. Przez pola i w ogóle... I wieje, i zimno. I ja jednak nie chcę jeszcze raz XD" Szczerze mówiąc na ognisku trochę się nudziłam, stałam przy nim i starałam się rozgrzać, co nijak mi w sumie szło, oczywiście niczego nie jadłam, zrobiłam za to kilka dziwnych zdjęć... Tak tak, pokażę >D"

Ognisko.

Jazda tym była naprawdę niezapomnianym przeżyciem XDDDDDD

Iiii! ^^v Tak, to dłoń moja i dłoń Żonki XD
No, a potem już wracaliśmy. Ucieszyłam się w sumie XD" Droga powrotna była jakby krótsza, tylko słońce cały czas świeciło mi w oczy i wiatr dalej wiał. Zmarzłam potwornie, mam nadzieję, że nie odbije się to na moim zdrowiu. W końcu w środę za tydzień jest Bardzo Ważny Dzień :333

...a w jutrzejszą środę zaczynają się próbne testy. Och wtfff.... Jedyny plus tego, to taki, że komputer przydzielając nas do sal przydzielił mnie do tej samej sali co Żonkę :33 Wyjątkowe szczęście, bo sal jest 8. Piszemy wszystko pod numerem 2. Jutro część humanistyczna, w czwartek matematyczna, a w piątek językowa. Ciekawe, na ile napiszę bez powtarzania? *nie chce jej się*
Generalnie wizja tych dni nie jest zachęcająca, zwłaszcza jutrzejszego, ale to nieco zbyt smutne i tragiczne, żebym pisała o tym teraz i tutaj... Możliwe, że jutro po powrocie będę potrzebowała zrobić o tym wpis, ale pewnie będzie prywatny.
Pocieszam się myślą, że potem jest już weekend, a w piątek na uczczenie końca tego wszystkiego prawdopodobnie przyjdzie do mnie Żonka X3 Będziemy oglądać Kamijo XD Wiecie, jest teraz na etapie fascynacji jego urodą, a że ja jestem przez cały czas, to... XD" Cieszę się, że mam taką Żonkę, z którą mogę popiszczeć i którą zdemoralizowałam już na tyle, że czyta moje ficki i nie dziwi jej, ze Kaya nosi sukienkę XDDDD
Hahah, właśnie! Obiecałam, że o tym napiszę. A mianowicie, jak to fajnie słucha się z nią Node of Scherzo >D Ona jeszcze nie do końca rozróżnia poszczególne wokale, to znaczy teraz zrobiła znaczne postępy, ale i tak przy zgadywaniu, kto śpiewa teraz pokładam się ze śmiechu XDDDD Specjalnie to zapisałam:
- To jest Kamijo.
- Kaya xD O, teraz Kamijo.
- Więc teraz będzie ten trzeci.
- Mhm. Juka. A teraz?
- Kamijo?
- Kaya xDDD
*refren, zaczyna się zwrotka druga*
- W następnej jest inna kolejność, nie?
- Nom.
- Więc na pewno Kaya nie będzie pierwszy! I to jeest... Juka?
- ... *leży* Kamijo XDDDD Teraz Juka.
- Kurde!... A teraz, znowu Kamijo?
- *turla się* KAYA XDDDDDDDD
- _^_____"

Generalnie bawię się świetnie XDDD Ale Żonce idzie coraz lepiej, więc pewnie w końcu przestanie się mylić, szkoda ^^'

Następnym razem będzie prawdopodobnie więcej naszych dialogów, no i w końcu napiszę więcej o szkole o-której-wcale-nie-chcę-teraz-myśleć-astopniezpółroczatoZUO... Khem, w każdym bądź razie... Nie chwaliłam się jeszcze, że Teru odpisał mi 'Thank you(*´∀`*)'! TwT *psychopatka* W moim friend-requeście na Ameblo życzyłam mu szczęśliwego nowego roku i odpisał! TwT Oczywiście fangirl trzy dni latał z radości XDD" W sumie trochę trwało, nim zaakceptował, ale to mi wszystko wynagrodziło X333 To naprawdę kochane i urocze z jego strony, chyba sam nie sądził, ile mi to radości sprawi <3 Nie spodziewałam się w ogóle, szczerze mówiąc bałam się, czy zrozumie, o co mi chodzi, bo musiałam po angielsku, a, jak wiemy, jego angielski jest nie najlepszy XDD" Tak więc tym bardziej się cieszę <3 A reszcie się nie chciało XD Za to Yuki zaakceptował właściwie od razu, Jasmine też szybko, do Hiziaka nie wysyłałam bo on tam nic nie pisze, a przy Kamijo trzeba było swoje odczekać, no ale... Dzięki temu Sylwestra spędziłam, szczerząc się do ekranu jak głupia i robiąc w końcu to, na co od zawsze miałam ochotę, a mianowicie oglądając jego chronione wpisy, hahaha >D Są bardzo fajne, biedni Teru i Yuki >3 W ogóle należy jeszcze wspomnieć, że dorwałam się do tego dzięki [info]yapii , bo sama bym się w życiu przez te krzaki nie przedarła i nie założyła tam konta x_x Łaah, ale wysyłanie zaproszeń było stesujące, takie 'Omg, piszę DO NICH! @____@' *fangirl po raz drugi*... Khem, to ja może już skończę, czuję, że mi się atak głupoty fangirlizmu zbliża XDD"
Idę kończyć 'Posiadłość Blackwood'.
 
 
Current Mood: hopeful
Current Music: Gazette - D.L.N.
 
 
ehagaki
10 January 2009 @ 09:18 pm
Meme XD )

...bo musiałam zrobić coś, żeby zmobilizować się w końcu do zaczęcia tej notki ^^" Mam nadzieję, że mimo wszystko nie zacznie tu panować ta sama zasada co na moim dA, nie ma journala bez taga XD"
No, ale teraz do rzeczy.
Robię ten wpis, ponieważ jeszcze kilka pytań o to Żonki, a szlag mnie trafi XD' Męczy mnie o to od ładnego tygodnia. So... Masz, co chciałaś :P

Zacznijmy może od tego, że w ostatnich dniach przeżyłam awarię komputera _^___" Niesamowite, cały czas zdawałam sobie sprawę, że to się kiedyś naprawdę stanie, skoro ostatnio zaczął wieszać się i przechodzić różne dziwne rewelacje coraz częściej, a mimo to jak już siadł byłam... Hm, zdumiona? Moje beztroskie podejście do życia mnie kiedyś zgubi, prawie niczego na płyty nie miałam zgranego i przeżyłam prawdziwe chwile grozy XD" Na szczęście jednak poszły tylko programy, muzykę i zdjęcia udało się uratować. Ale Chryste, to było okropne! Naprawialiśmy go prawie tydzień. 
Faza 1: Komputer nie chce się włączyć, tylko wydaje z siebie dziwne piski. Resetowanie, wyłączanie z prądu, wyrywanie wtyczek i kopanie nic nie daje. Naprawa pierwsza.
Faza 2: Komputer wraca z naprawy. Hurra, włączył się!... no, prawie. Włącza się, sprawdza system plików na D:, w połowie pokazuje, że za mało miejsca żeby cośtamcośtam mapę bitową, resetuje się, włącza, sprawdza system, za mało miejsca, reset, i tak w koło. Zaczęliśmy z tatą grzebać w tych ustawieniach, co się pokazują, jak się na początku wciśnie Del. Efekt? Nie ma sprawdzania dysku, tylko czarny ekran i radośnie mrugająca biała kropka w lewym górnym rogu ekranu :'D Brawa dla nas, komp wraca do naprawy.
Facet z serwisu: Ale co się dzieje, czarny ekran?
Tata: No, teraz już tak...
Facet z serwisu: ?!
Tata: Naprawialiśmy z córką.
Faza 3: Komputer wraca z kolejnej naprawy. Włącza się, wszystko pięknie, radość z odzyskanych danych... I tu kolejny zwrot akcji w postaci buntu stacji dysku. Nie wysuwa się. A bez tego nie można zainstalować żadnego z odzyskanych programów... Pukamy, stukamy, grzebiemy nożem (cicho XD), podsadzamy itd. Nic, zablokowało się. Tata rozkręca kompa, mrucząc, że będzie z niego conajwyżej karmnik, ja uciekam na korki. Po powrocie zastaję komputer w częściach. Już wiem, jak wygląda w środku! X33 Stacja dysków zostaje wyciągnięta i okazuje się, że po telepnięciu nią rozlega się radosny klekot jakiegoś elementu, który wypadł. Nazajutrz oddajemy kompa do naprawy...
Faza 4: Wracam ze szkoły pełna nadziei. W domu zastaję nową stację dysków czarna, reszta kompa jest biała, ale whatever xD", zmieniony jakiś tam pasek do podłączania, bo poprzedni się zepsuł i i... awarię USB. Niczego nie czyta. Wszyscy krzyczą i klną, tata bierze kompa na plecy i idzie z nim do serwisu, a ja - załamana i zrezygnowana - idę spać. Kiedy się budzę, komp jest już z powrotem. Ufff! Siedzimy jak na szpilkach, czy nic tym razem nie siądzie, ale - o dziwo - jest dobrze. Działa, działa! TwT Okazało się, że był jakiś błąd, dzięki któremu wszystko sypało się po kolei, jak domino. Tylko dlaczego tak późno doszli, o co chodzi? ==
Ja wiem, że to teraz brzmi komicznie, ale mi wcale do śmiechu nie było! XDDD" Codziennie wracałam ze szkoły i dowiadywałam się o kolejnej awarii, ciekawość, co się w necie dzieje mnie zżerała, nuda doskwierała niemiłosiernie mama za to bawiła się świetnie, pytając mnie przy każdej okazji 'O, Natalia, nie grasz dzisiaj? A, zapomniałam, kompa nie ma' i jeszcze ten strach przed utraceniem danych... Ale uch, już po wszystkim. W sumie wyszło nam to na dobre, bo teraz komp działa jak marzenie, nie resetuje się, nie wiesza i w ogóle. I możemy liczyć na to, że nie będzie z nim już żadnych rewelacji przez następne miesiące.

Co poza tym... Aa! W międzyczasie mieliśmy jeszcze drobnego gościa w postaci Pana Gołębia :33

Przyleciał do nas w dniu Fazy 3, pieprznął łebkiem w drzwi balkonowe i nie chciał odlecieć ^^" Oczywiście musiałam wykorzystać okazję i zrobiłam mu sesję zdjęciową, bo w ogóle nie bał się flesza i tylko się na mnie patrzył XD

Był śliczny TwT Hodowlany, jakiegoś faceta, który mieszka niedaleko prawdopodobnie, więc nie bał się ludzi i spędził na naszym balkonie cały dzień. Najpierw pod drzwiami, potem zaczął sobie łazić i systematycznie się oddalać...

...aż w końcu wleciał na poręcz i spędził tam resztę dnia XD Największe zdziwienie było, jak koło 20 tata wyszedł na papierosa i... Tadam, gołąb nadal siedzi! X3 Spojrzał na niego i tylko się nieco w bok odsunął, a tak miał wszystko gdzieś XDD

Nawet nie wiem, kiedy w końcu sobie poleciał, chyba dopiero w nocy ^^"

Ogłoszenia parafialne: NOWY FICK TUTAJ, jakby ktoś jeszcze nie widział XD *nadal bezczelnie liczy na więcej opinii, wiecie, to takie mobilizujące*

O innych sprawach napiszę niedługo, może jutro, może gdzieś w tygodniu... Teraz złażę z kompa, a jak tego nie dodam, to prawdopodobnie zapomnę XDD"
Więc przy kolejnej okazji będzie wpis o Żonce i szkole. Bye bye ~
 
 
Current Location: my room
Current Mood: loved
Current Music: Johann Sebastian Bach
 
 
ehagaki
30 December 2008 @ 10:21 pm
Tak na szybko:

Tłumaczenia tekstów!

Lista tagów póki co: Angelo, another cell, D, Hizaki grace project, Janne da Arc, Kanon Wakeshima, Kaya, Kirito, Malice Mizer, Matenrou Opera, Moi dix Mois, Phantasmagoria, Pierrot, Schwarz Stein, Versailles, Vidoll. Będzie więcej z pewnością.


Natomiast moje ficki od tej pory będą się pojawiać tutaj:
Neogarden


Najnowszy pojawi się tutaj za kilka dni. Prawie skończyłam.

~~Sensowniejszy wpis postaram się napisać wkrótce. Naprawdę, staram się... Po prostu jakoś nie mogę zabrać się do pisania o własnym życiu.
I przepraszam, że ostatnio nie udzielam się zbytnio u Was. Kocham Was i czytam, ale po prostu nie mam czasu na wszystko ^^'

Tags:
 
 
Current Mood: productive
Current Music: kaya - kaleidoscope
 
 

Advertisement

 
ehagaki
15 October 2008 @ 08:34 pm
Z okazji Dnia Edukacji Narodowej mieliśmy dzień bez edukacji *zamaszystym ruchem zarzuca nogi na blat* Delegacja klasy pocięła do szkoły z kwiatami, a ci, którzy w chwilach wybierania takich delegacji kulą się w ławce, starając się jak najmniej rzucać w oczy - czyli tacy jak ja - mieli wolne. I Dzień Edukacji Narodowej stał się Dniem Absolutnej Laby dla uczniów, wg mojej szanownej rodzicielki dla nauczycieli był Dniem Dawania w Palnik. Ot, taki paradoks.
W sumie po Koszmarze Dnia Wczorajszego trochę wolnego mi się przydało. Poniedziałek był o-k-r-o-p-n-y. NIENAWIDZĘ biegów. Zwłaszcza tych na 600m. Co mi strzeliło go głowy, żeby ćwiczyć?! Mój organizm jasno dawał mi - i nadal daje - do zrozumienia, że to był zły pomysł. Sam bieg  był niczym w porównaniu z jego konsekwencjami. Półtorej godziny dochodziłam do siebie. Dobrze, że była to ostatnia tego dnia lekcja, bo jak tylko podniosłam się z trawy, na którą rzuciłam się zaraz po przekroczeniu mety... Do której zresztą dobiegłam cudem, bo ostatnie pół kółka... Nigdy wcześniej nie widziałam bieżni rozmazującej się przed moimi oczami. Brr. To naprawdę nic miłego. Ale co ja miałam... Aa, tak. Jak tylko podniosłam się z tej trawy, ugięły się pode mną nogi i musiałam usiąść znowu. Było mi okropnie gorąco, po chwili doszły do tego jeszcze ataki kaszlu i ostry ból głowy... Do domu wracałam dwa razy wolniej niż zwykle, modląc się, żeby nie zemdleć na środku ulicy, a po powrocie kolejną godzinę walczyłam z mdłościami i zimnem. Tak to się kończy, jak anemiczka zmusi się do wzmożonego wysiłku _^____" Nie powtarzam tego sprawdzianu na wiosnę, niech pani Cz. pocałuje się... gdzieś.
Najchętniej po takim przeżyciu po prostu położyłabym się spać, ale... o 15:00 musiałam lecieć na dodatkową matmę >-< Godzina zegarowa męki, żebym zaczęła się zastanawiać, czy gorszy jest dla mnie wysiłek fizyczny czy umysłowy. A pani Eliza dowaliła mi jeszcze dwa arkusze testów gimnazjalnych do zrobienia na przyszły czwartek, omg! >_< Myślałam, że po to chodzę na te korepetycje, żeby na nich robić testy, a nie... _^_
Wróciłam o 16:00, gdzie położenie się spać udaremnił mi wpierw obiad, którego z powodu swego stanu nie zjadłam wcześniej, a potem już nie było sensu się kłaść, bo o 17:30 czekał na mnie... różaniec ><" Muszę zasuwać codziennie, wiecie, bierzmowanie. Mój ksiądz to IDIOTA. Stawiała pały za WSZYSTKO, pyta tak, żeby udowodnić nam, jak mało wiemy i jak niegodni przystąpienia do tego sakramentu jesteśmy, a ten jego irytujący uśmiech... ><" I wymaga CODZIENNEGO różańca i podpisów księdza z tyły zeszytu, żeby udowodnić, że byliśmy. Na szczęście pisanie dat kratka po kratce sprawia, że mogę sobie co parę dni zrobić przerwę, bo podpisy się zbiegają i jednodniowych luk nie widać ;>
Hmm, w ogóle miałam dodać to wszystko wczoraj, ale... Miałam dosyć mało czasu, zdążyłam tylko odpisać na notkę Maa-chan, a potem udało nam się jakoś złapać na gg z Księżniczką i skupiłam się głównie na kolejnej z naszych abstrakcyjnych rozmów ^^v Dostanę bana na niebo xDDDD Tak więc jest dzisiaj. I tak się cieszę, że udało mi się cokolwiek napisać, bo - jak nietrudno było zauważyć - miałam mały zawias jeśli o lj chodzi xDD" Ale już wracam, postaram się znowu pisać regularnie! Chociaż nie wiem, kogo to obchodzi xD"

Jeśli o dzień dzisiejszy chodzi, to był... dosyć znośny. Miałam lekcje na 9:50, więc teoretycznie powinnam doskonale wyrobić się ze wszystkim... Ale odnoszę wrażenie, że im więcej czasu mam, tym większe prawdopodobieństwo, że się właśnie nie wyrobię. Czytanie rano wywiadu z Versailles było błędem strategicznym, znowu wyleciałam z domu o 9:40 i musiałam prawie biec.
Same lekcje były nieszczególne. No, może z wyjątkiem matematyki >D Jestem podła, na miejscu Żonki miałabym już siebie dosyć xDDD
Mam z tyłu zeszytu taki... rysunek, przedstawiający naszego kolegę i jego... khem khem... włosy pod pachami ^^''''''''' I kiedy tylko zorientuję się, że matematyczka czymś się zajęła, wyciągam owy szkic i macham nim Żonce przed twarzą, co nieodmiennie sprawia, że podejmuje ona desperacką próbę powstrzymania się od śmiechu xDDDD Dzisiaj wyszedł jej taki kwik xDDDD Ja w tym momencie przyjmuję minę 'śmiertelna powaga' tudzież 'przesadne zainteresowanie lekcją', Żonka się poddusza, zwracając na siebie uwagę połowy klasy i w efekcie zostaje natychmiast wywołana do tablicy xDDDDD Dzisiaj próbowała mi nawet ten rysunek zabrać, ale się nie dałam, bawię się świetnie xDDD
Pozytywne akcenty bez wątpienia się więc i na lekcjach zdarzają. Nie szaleję za swoją klasą, ale bywa fajnie. Np. nasza mała zabawa, polegająca na tym, że kiedy ktoś wstanie (wywołany przez nauczyciela itp.) najbliżej siedzące osoby natychmiast zabierają jego rzeczy i posyłają w głąb klasy xDDD Na początku tylko je sobie podawaliśmy, ale ostatnio zdarza się też posłać np. piórnik pod kaloryfer, książki na parapet, a plecak na szafę ^^" A gdy owa osoba wraca, bawimy się w 'ciepło-zimno'... xDDDDDD
Takie pozytywne akcenty dobrze robią, bo już widać, jak ciężki będzie ten rok. Nauka chyba trochę wypacza mi psychikę. Podczas pisania ficka zaczynam rysować sobie w myślach wykresy poszczególnych zdań, a dzisiejszą godzinę w łazience spędziłam na rozważaniach nad genotypem Żonki, która ma oczy zielone, a oboje jej rodziców niebieskie _^_____"

Ach, co do ficka!
TUTAJ!
Bo nie ma sensu wklejać na lja ^^''
Comments are loved.

...i więcej napiszę prawdopodobnie... niedługo xD" Teraz idę czytać losuxa, bo mi Księżniczek o tym przypomniał, a że nie widziałam tego od ładnych trzech lat... XDD"
Dobranoc~~
 
 
Current Location: my room
Current Mood: sleepy
Current Music: Fatima - 'Humiliate me more, darlin'
 
 
ehagaki
26 July 2008 @ 08:45 pm
Uff, pogoda wreszcie trochę się uspokoiła i udało mi się wejść. Lubię burzę, ale niekoniecznie wtedy, kiedy rujnuje mi wszystkie plany. Znowu nie udało mi się wybrać na cmentarz. Chciałam sfotografować kilka tych ładnych pomników i wrzucić na dA… Cóż, jutro po prostu wezmę parasol. Najwyżej wiatr zaniesie mnie do Krasnystawia XD" Na takim tle, jakie tworzy teraz pogoda, nawet lepiej wyjdzie.

Hm, ten lipiec jest jakiś wyjątkowo spokojny… No, może jeszcze nie licząc niedawnej wizyty rodziny ^^" Ale ta akurat trwała tylko dwa dni. I dzięki Bogu!
Ale przynajmniej miałam z kim w karty pograć, a i w Chełmskich Podziemiach Kredowych byliśmy. Nie widziałam ich od prawie ośmiu lat! Niesamowite miejsce. Temperatura 9 stopni, ciemno (tylko lampy co jakiś czas) i te białe, mokre korytarze… <3 Koniecznie musimy się tam wybrać z Trójkątem, kiedy już przyjadą na nasz mały, trzyosobowy sabat. Będzie fajnie. Mam nadzieję, że trafimy na tego samego przewodnika, który oprowadzał nas wtedy, był świetny XDD
Mam kilka zdjęć, ale są robione z lampą błyskową i w ogóle nie oddają atmosfery, jaka tam panuje. Następnym razem wezmę swój aparat i będę fotografować bez niej. Wtedy zajmował się tym tata… Więc tylko jedno:

Pan Pajonk. Oczywiście sztuczny, gdyby to-to żyło, to bym chyba uciekła z krzykiem xD"

Byliśmy też dokładnie pod Chełmską studnią! ^^v I mogliśmy zobaczyć, jak głęboka była, bo w tym miejscu został szyb. Fajnie. Na górze stoi tylko rekonstrukcja... W linkach, bo za duże zdjęcia:
1 2
Nie patrzcie na resztę rodzinki. Ciocia, wujek, siostry,  a ja to w czarnym, po środku na pierwszym zdjęciu xDD
O, a tak to wygląda z pewnej odległości:

:33

Jeszcze kogoś chciałabym do tych podziemi zabrać, ale w obecnym stanie rzeczy… .___."
Idlaczegojamuszętakcholernieprzepotwornietęsknić?!
Chciałabym się po prostu zobojętnić, nie czuć niczego, co się z tym wiąże… Nie płakać, czytając stare smsy (dzięki Tatusiowi – Genialnemu Czyścicielowi Dysku, z archiwum się pożegnałam), nie zastanawiać się wciąż, gdzie teraz jest, co robi, czy też za mną tęskni i kiedy się odezwie (jeżeli odezwie…). Albo po prostu móc olać tę pieprzoną dumę i samej napisać. Może gdybym wiedziała, że chce ze mną rozmawiać, mogłabym to zrobić. Bo ja… Owszem, nadal jestem na nią zła. Jestem wściekła, bo może ten lipiec wyglądałby inaczej, gdyby wszystkiego nie odwołała. I miło było się dowiedzieć, że w jej hierarchii wartości jestem niżej niż laptop… Ale jednocześnie… Brakuje mi jej ._. A zła jestem, bo liczyłam na to, że w końcu się spotkamy. I wreszcie, po tych przeszło dwóch latach, będę mogła się do niej po prostu przytulić…!
Nie, stop. Wystarczy. Jeszcze znowu zacznę ryczeć _^_ W ogóle nie powinnam tego pisać, znowu >< Zmieniamy temat.

Tak więc lipiec zmierza ku końcowi i coraz bardziej zbliżają się wyczekiwane wczasy na Słowacji ^^v Co prawda chciałabym w końcu wyjechać nad morze, ale w sumie góry też są piękne. Nawet za piątym razem xDD' A aż na Słowację jeszcze wcześniej nie zawędrowaliśmy. Rok temu była po drugiej stronie ulicy, ale dopiero teraz jedziemy konkretnie tam. Do wodnego parku rozrywki w Tatralandii itp. Czeka mnie pięć dni kąpania się w gorących źródłach, zwiedzania jaskiń i jeżdżenia konno *w* Cudownie. I ach, ja przecież od roku nie siedziałam na siodle! Mam nadzieję, że nie zapomniałam, jak się kieruje koniem. Rok temu, w Bieszczadach, korzystałam ze służbowych koni Straży Granicznej i było strasznie fajnie XDD

Och, właśnie!
Do kogo mogę napisać list? :33
Robiłam tak wtedy i okazało się to świetnym pomysłem, gdyż – no cóż – przy samej granicy, w Tatrach, nie miałam ani zasięgu w telefonie, ani radia, ani działającego telewizora. Wieczorami jedynym zajęciem rodziny były bezskuteczne próby złapania jakiegokolwiek kanału, a ja siedziałam i pisałam list za listem ^-^ W tym roku też chcę. Uwielbiam pisać listy. I dostawać jeszcze bardziej, wszystkie skrzętnie przechowuję.

Tak więc zapas papieru i długopisów będzie niezbędnym elementem mojego bagażu. Tym bardziej, że liczę, iż wyjazd dostarczy mi weny i powstanie też jakiś fick. A przed wyjazdem chciałabym jeszcze skończyć ten, który piszę teraz. Jeżeli pójdzie mi w miarę sprawnie – tak jak poprzedni, nad którym pracowałam 10 dni – wyrobię się spokojnie. Jak na razie idzie nieźle. Miałam pewne problemy z zaczęciem, bo znowu wizje mi się gryzły i miałam tylko baaardzo ogólne zarysy niektórych scen… Próbowałam nawet ułożyć wpierw plan wydarzeń i na jego podstawie pisać, ale wiele to nie dało (pełno punktów typu "5. Tu muszę czymś zapchać…" xDDDDD'')… Ale w końcu się odblokowałam i poszło. Po pokoju znowu latają pojedyncze kartki, a ja pożegnałam kolejny długopis ^^''' Nie, nie wypisał się. To ja męczyłam go już przy tamtym ficku, gryząc ze złości, gdy coś mi nie szło, odłamywały się kolejne kawałki… Kiedy zaczęłam tego sterczał już wkład, zaczęłam go więc prawie nieświadomie szarpać i ciągnąć zębami… I urwałam ^^" A czarnego tuszu z dłoni nadal nie udało mi się całkiem zmyć. I w ogóle nie jest smaczny, fuj.

I wciąż zapominam o zamykaniu wieczorem okna. Światło lampy skutecznie zwabia do mnie wszystkie owady z okolicy _^_ A ja, zamiast pisać, biegam jak głupia z zeszytem po pokoju i próbuję je utłuc…
Przedwczoraj nawet się jakieś dwie muchy zaplątały. I tak się właśnie zastanawiam… Muchy nie mają płci, prawda? O_o Bo kiedy zabiłam jedną (przekonując się, że krew na pewno ma!), druga przez kilka minut latała nad tym, co z niej zostało. To znaczy, żeee… ZABIŁAM MUCHOWI CHŁOPAKA! TT" Muszę go teraz znaleźć i też zatłuc, nie można pary rozdzielać >D
Haha, a skoro przy parach jesteśmy… Między wczasami na Słowacji a Sabatem Trójkąta mam jeszcze w rodzinie jakieś wesele. I wiesz co, Maa-chan? Ja nie wiem, jak ja po tamtej rozmowie o ślubie Kamijo i Kayi usiedzę w kościelnej ławce… xDDDDD''''''


I wiecie? Nawet największa ulewa w ogóle nie przeszkadza w wychylaniu się przez poręcz balkonu i puszczaniu mydlanych baniek :3
 
 
Current Location: my room
Current Mood: amused
Current Music: moran - 'sea of fingers'
 
 
ehagaki
19 July 2008 @ 12:09 pm
:33
Ficka udało mi się skończyć akurat na urodziny Kayi i jeszcze tego dnia na forum wrzucić, ale dopiero dzisiaj udaje mi się wkleić i tu. No, ale w sumie dzisiaj są Kamijo, więc... x3
Próbowałam wczoraj, ale głupi lj nie wiedzieć czemu pozamieniał mi wszystko na DUŻE LITERY, wkurzyłam się i usunęłam _^_ Teraz też męczyłam się nad tym co najmniej pół godziny, ale w końcu jakoś się udało zrobić tak, żeby wszystko było dobrze.
Przytoczę może to, co o tym ficku napisałam na forum:
Pisało mi się to ciężej, niż można by pomyśleć. Winą za to obarczam gryzące się ze sobą wizje niektórych sytuacji i towarzyszących im uczuć. Ale jakoś wybrnęłam. Na skreślaniu wypisałam długopis, korektor się skończył, zeszyt rozpada się z powodu ilości wyrwanych z niego kartek, a ja sama miałam momentami ochotę rozpłakać się ze złości, ale wybrnęłam.
Naturalnie Kamijo x Kaya. Bez względu na to, ile osób ma już ich dość ;>
Dedykacja przyszła w trakcie, no, a właściwie to już po skończeniu i publikacji na forach... Więc będzie tutaj.
Maa-chan, bo smsy od niej poprawiają mi ostatnio humor jak mało co <3
I Yapi, bo tęsknię ._. I chcę, żeby już wróciła i żebyśmy znowu mogły wspólnie wyszukiwać dowody na to, że Kaya jest z Kamijo, piszcząc przy tym jak dzikie fangirle TT
Ale sam fick zaraz. Najpierw kilka słów na inne tematy, wytrzymacie? :3

Tak więc całe moje pokłady silnej woli wykorzystuję teraz na powstrzymywanie się od ściągnięcia 'Glitter'. Raz postanowiłam poczekać na oryginał <3 Myślałam już, że będę musiała pogodzić się z jego brakiem (CDJapan wciąż zagadka), ale na pewnym forum spadła mi z nieba Maru. Zamówi mi, wysłałam już pieniądze, teraz tylko czekać :33 Oczywiście wzięłam też 'Noble' Versailles, wykosztowałam się jak nigdy, ale w końcu właśnie na to oszczędzałam przez ostatnie dwa miesiące! xD
Już się nie mogę doczekać <3

Ach, zapomniałabym! Jeszcze jednego ficka z tym pairingiem mam! Znaczy się tego tasiemca, o którym wspomniałam ostatnio i który ostatecznie wyniósł 98 stron w zeszycie xD" Nie będę go wrzucać bezpośrednio, jest tutaj.

Co by tu jeszcze... Hmm, niektóre plany na te wakacje rozpadły sie bezpowrotnie, ale większość nadal powinna się udać. Tylko smutno z tego pierwszego faktu, bo liczyłam na to. Bardzo. Ale widocznie pewne rzeczy po prostu nie mogą się udać. Rok w rok to samo...
A ona może się jeszcze dziwi, że jestem na nią wściekła? Phi. I chciałabym być tylko wściekła, dlaczego musi mi brakować... jej?

Ale może zostawmy te tematy. Śmiech Kayi w tle skutecznie poprawia mi nastrój i wolę się na nim skupić :33
Więc... fick.

 
 
Current Location: my room
Current Mood: nervous
Current Music: Kaya - livecast 17 july 2008
 
 
ehagaki
02 July 2008 @ 06:49 pm
Omg, myślałam, że już nigdy nie uda mi się niczego dodać @_@ Moja trwająca jakieś 2,5 tygodnia nieobecność spowodowana była zafundowanym przez rodziców szlabanem. Za świadectwo, o którym pisać nie będę, bo, wierzcie mi, nie ma się czym chwalić >///////<
W każdym razie, kara została zniżona do godziny korzystania z internetu co dwa dni... Jeszcze miesiąc temu takie rozwiązanie by mnie dobiło, ale teraz i to jest dla mnie powodem do radości. Bo przez zupełny brak komputera czas spędzałam głównie przed telewizorem, oglądając wszystko jak leci. W tym Euro 2008, programy przyrodnicze na Animal Planet, Opole, randki na Mtv itd. Jestem pewna, że jeszcze trochę czegoś takiego, a w mojej psychice zaszłyby nieodwracalne zmiany @_@ A w tym okresie nie zaszły chyba tylko dzięki tej drobnej, ale najwspanialszej grupie osób, jaką w życiu poznałam. I tym wszystkim telefonom i smsom jakimi mnie podnoszono na duchu. (Kocham Was :3) No i dzięki temu, że nie skonfiskowano mi mp3, ani nie odebrano zeszytu i długopisu. Efekt w postaci największego tasiemca w moim dotychczasowym dorobku nowego ficka pojawi się prawdopodobnie w kolejnej notce. O ile go do tej pory przepiszę, bo te 80(!) stron... XDDDDDD" No ale ja po prostu nie umiem inaczej! Czuję wewnętrzny dyskomfort, jeżeli w ficku wszystko zbyt szybko się rozwiązuje. I stąd ta długość i wszystkie komplikacje. Z części i tak byłam zmuszona zrezygnować, bo nie wiedziałam, jak to z nimi skończyć  ^^" A i tak z powodu mojego delikatnie mówiąc niezbyt dobrego nastroju w czasie pisania wyszło dosyć angstowato. No, ale sami niedługo zobaczycie. I chyba nie muszę mówić, jaki pairing? ^^'''''''' No ja nie mogę, Kamijo i Kaya są zdecydowanie zbyt inspirujący! Dostarczają mi tylu pomysłów, że nie nadążam z przelewaniem ich na papier, a czasu na pisanie mam w obecnym stanie rzeczy aż za dużo... W głowie siedzą mi jeszcze dwa czy trzy dokładnie obmyślone ficki z nimi i wciąż rodzą się kolejne xD" Wszyscy oprócz mnie będą ich mieli dosyć jak nic, bo moja obsesja na puncie tego pairingu jest nieuleczalna ^^"

A teraz wróćmy jeszcze do wydarzeń z tamtego miesiąca. Miałam napisać o klasowej wycieczce do Warszawy z 02.06, ale przez brak neta... Więc teraz w dużym skrócie.
Wycieczka była głównie na pokazy fizyczne w Pałacu Kultury, ale inne jej punkty były jeszcze ciekawsze. Największą radością były chyba ruchome schody *w* Jeździłyśmy z Żonką na górę i na dół, w tę i z powrotem, jak dzieci ^^" I ta łazienka w Złotych Tarasach. Na wspomnienie Żonki odskakującej z krzykiem od wyjątkowo głośnej suszarki do rąk nadal chce mi się śmiać xDD O, i ze mnie też się śmiano. A wszystko przez Jasmine. No bo tam była taka reklama japońskiej restauracji i taki ogromny napis SUSHI. Na jego widok przed oczami stanął mi Yuu i jego okrzyk z któregoś fragmentu Urakizoku i nim zdążyłam się powstrzymać... zrobiłam to samo ^^" Tzn. wykrzyknęłam 'Sushi! ^-^', chyba z niezłym efektem starając się naśladować jego ton. Radość osób stojących za mną była ogromna.


Ogółem wyjazd zaliczam do tych, których chyba prędko nie zapomnę. Takich jak np. biwak z VI klasy. Spotkanie trzeciego stopnia Marty ze ścianą - efekt skakania po łóżku - było po prostu genialne XD

Oo, właśnie. Następna rzecz, o której chcę opowiedzieć, też się z Martą wiąże ~ zakończenie roku szkolnego.
Dyrektor mojej szkoły miewa rzadko czasem dobre pomysły. Ustawienie w sali krzeseł, żeby uczniowie mogli podczas tej przeraźliwie długiej i nudnej ceremonii siedzieć, bez wątpienia było jednym z nich. I bardzo się cieszę, że siedziałam właśnie między Martą (chociaż jest przecież w innej klasie) a Żonką. Przynajmniej nie nudziłam się tak bardzo, kiedy dyrektor przez bite półtorej godziny rozdawał świadectwa z wyróżnieniem i nagrody za konkursy z całego roku. I musiałam się mocno starać, żeby mój śmiech nie dotarł do części sali, w której rezydowali nauczyciele. Biedna Żonka. Nie chciałam być na jej miejscu, kiedy Marta zabrała jej bombonierkę dla wychowawczyni i zaczęła ją rozpakowywać xDDD
Chyba i bez tego nieco rzucałyśmy się w oczy. Już ja w swoim stroju wyglądałam dosyć oryginalnie, a co dopiero Marta, której 'galowy strój' to szaro-różowa mini, oczojebnie różowe buty na obcasie i równie jaskrawa zielona bluzka ^^" I nawet nie dziwi mnie jej ocena z zachowania, uargumentowana przez wychowawczynię słowami 'bo ubiera się jak choinka'. Powinna się wybrać na Harajuku, haha! xD
Ogółem mówiąc przez większość tego zakończenia słyszałam tylko dyrektora i Martę ^^"
Dyrektor: ...i życzę wam bezpiecznych, beztroskich wakacji...
Marta: *do wszystkich osób wokoło po kolei* No daj tę czekoladę!
Chciałabym, żeby rozpoczęcie we wrześniu było równie ciekawe ^_^ Tym bardziej, że będzie to moje ostatnie w tej szkole.

Póki co jednak mam wakacje! <3 Jeśli chodzi o to, jak je spędzam... Przede wszystkim byłam na wsi. Ach, uwielbiam tam jeździć! Zwłaszcza latem. To były wspaniałe dni. Szkoda tylko, że takie krótkie. Upłynęły na spacerach nad jezioro, po których wracałyśmy przez wieś, ociekając wodą (a miałyśmy tylko sprawdzić, czy jest ciepła...), buszowaniu w ogródku, wśród kwiatów i truskawek, wieczorach spędzanych na grze w karty i w monopol, i popołudniach, podczas których siedziałam na dywanie z gitarą siostry na kolanach. 'Ouka' Kayi na akustyku brzmi pięknie <3
Tak się cieszę, że rodzice obiecali pojechać tam jeszcze tego lata.
A, właśnie. Tata ma nowy aparat. Pożyczył mi, i tak...


A teraz inne, ale nie mniej ważne aspekty tego lata. Mamy już lipiec i chyba nie muszę nikomu przypominać, co wychodzi w ciągu najbliższych dwóch tygodni :333 A ponieważ szybko wpadłam w nałóg kupowania oryginalnych płyt (a mały stosik obok monitora aż błaga, by go powiększyć! xD), uznałam, że to idealna okazja, żeby kupić coś Kayi i Versailles. Pieniądze już odłożone, na CDJapan się zarejestrowałam, ale tu pojawia się drobny problem... Bo ja naprawdę nigdy nie korzystałam z takich stron i gdyby ktoś mógłby mi wyjaśni, jak tam się płaci i w ogóle... ^^"
Proooszę?

Poza tym... hmm... Tęsknię za Żonką, nie widziałam jej już od 10 dni ;___; Chyba niedługo zaproszę ją do mnie. Będziemy rysować na rękach słonie Sakito ^^v Robienie tego na matmie nie było zbyt wygodne... xD" I Kayi posłuchamy... To jeden z tych bardzo nielicznych japońskich artystów, jakich (przeze mnie xD) Żonka zna i lubi. Chyba puszczę jej jego livecast... I tak ostatnio leci u mnie non stop ^^" Bo czy może być coś cudowniejszego niż śmiech Kayi? Poprawia mi nastrój jak mało co. Po prostu gdy go słyszę nie mogę się nie uśmiechać <3 (I 'soredewa, kiite kudasai, Kaya de HAJDERANDŻIA!' Ahahah, uwielbiam ten moment! xDDDD)

Oo, a od wczoraj mam nowe zwierzę! :3

Tadam! )

Hahah, chyba mi gorzej xDD Ale przynajmniej nie myślę o niektórych sprawach. Pewna osoba wciąż wysyła mi jakieś mylne sygnały. Najpierw pisze, że się martwi, tęskni i w ogóle, a potem tak długo się nie odzywa... Gubię się w tym wszystkim. Nie znoszę takich niejasnych sytuacji. Ech. Ale nie o tym, to pozytywny wpis ^^

Tak więc byłam przedwczoraj w Hrubieszowie. Tylko na kilka godzin, bo mieliśmy zawieźć babci jakiś składany taboret, żeby sobie mogła na pielgrzymkę zabrać. I przy okazji lusterko, które... Nie, po kolei. Było to tak:
Na półce w sklepie stało sobie niewielkie pudełko. Rodzice uznali, że takie małe, że lusterko na pewno będzie pasować do łazienki, więc je kupili. A w domu suprajs! ^_^ Lustro oddzielnie, nóżka oddzielnie, podstawka oddzielnie! ^_^ Po złożeniu okazało się, że w łazience to to stać nie może, bo zasłania te na ścianie. Shadow zaprotestowała przeciwko postawieniu go u niej, Potwór też... I tak biedne, nieszczęsne lusterko wylądowało w przedpokoju. Ale że pasowało tam jak kwiatek do kożucha, stwierdzono, że trzeba się go pozbyć! >D Na szczęście babcia okazała swe dobre serce i postanowiła je przygarnąć :33 I tak oto cała rodzina wkroczyła w poniedziałek do jej mieszkania, uzbrojona w taboret i lustro. Co prawda na jego widok wujek zapytał, co to za hostia, ale babci się chyba właśnie dlatego spodobało i wszyscy żyli długo i szczęśliwie! ^______^
...
Przepraszam, naprawdę mi gorzej xD"
W każdym razie, wyjazd był całkiem miły. Haha, a rodzice przed wejściem stwierdzili, że jak babcia mnie zobaczy, to pojedzie na tę pielgrzymkę na co najmniej tydzień ^^" I w sumie się dużo nie pomylili.
Babcia: ...i przyniosłam wam z działki trochę... *tu wchodzi Shadow* Jezu!
A pomyślałby kto, że powinna się już do mojego ubioru przyzwyczaić xD"

A teraz... Teraz mam przed sobą cały miesiąc bez większych planów, bo wczasy na Słowacji mamy zaplanowane dopiero na początek sierpnia. Wrócimy pewnie gdzieś w jego połowie, a wtedy nastąpi chyba najbardziej oczekiwany punkt tego lata ~ sabat Trójkąta. Nie mogę się doczekać, aż ich zobaczę! <33 Pewnie po tym spotkaniu w Chełmie przybędzie miejsc, które będą mi się miło kojarzyć. Póki co jest wśród nich m.in. studnia, na której dumnie widnieją podpisy moje i Suberiyasui; rzeka, przy której męczyłyśmy Bogu ducha winne żaby i dżdżownice i, oczywiście, stacja Chełm Miasto! Już teraz spędzam tam dużo czasu. Chodzę na spacery wzdłuż torów i gdy mam w planach dłuższą rozmowę przez telefon. A podjeżdżające pociągi zawsze wywołują uśmiech. Bo to one przywożą mi przyjaciół.
 
 
Current Location: my room <3
Current Mood: optimistic
Current Music: aikaryu - 'susume! pirates'
 
 
ehagaki
Jestem wściekła i rozżalona.
Mogłam tego nie czytać. Wtedy pewnie nadal miałabym taki dobry nastrój. Może nawet bym do niej napisała... Chciałam to zrobić. Przecież nic takiego się nie stało. Ale już nie zrobię.
Zabolało. Ale właśnie tego chciałaś, prawda?
I wiesz co? NIEKTÓRYM nadal na Tobie zależy, ale przypuszczam, że NIEKTÓRZY powinni jakoś to w sobie stłumić. I wyjedź sobie do tej Anglii, i po prostu zniknij z mojego życia. Może wtedy będzie to łatwiejsze.
A ficki pisz sobie o kim chcesz, już niczego od Ciebie nie potrzebuję.

Ale nie o tym miałam pisać... To chyba nie jest odpowiednie miejsce. Nie chodzi nawet o to, ze ona mogłaby to przeczytać (ciekawe, czy wtedy płakałaby chociaż w połowie tak jak ja. Ale wątpię, bo przecież ,,ją już to przestało obchodzić"...). Chodzi o to, że mam na dA link do tego lj, a adres dA ma moja klasa ==" (Lj dałam jak na razie tylko Marcie. Może więc powinnam napisać to po angielsku? Ech, nie chce mi się już zmieniać.)

Zamiast tego zmienię po prostu temat na mniej osobisty.

Pisałam ostatnio próbne testy gimnazjalne. I, ze względu na moje 'szczęście' znowu trafiłam na matmę. Yeah =='
Ale! Poszło mi chyba dobrze. I trochę się uspokoiłam i przestałam tak bać tych normalnych. Było co prawda sporo chemii, ostatniego zadania nie zrobiłam (po dwóch godzinach zdolność logicznego myślenia zaczęła u mnie zanikać) i trochę strzelałam w zamkniętych... Ale i tak było nieźle. I momentami cieszyłam się, że muszę tylko robić zadania, a nie męczyć się nad rozprawką na temat Unii Europejskiej i papieża.
A jedno zadanie mnie absolutnie rozwaliło - mieliśmy dopasować zwierzęta do nazw i napisać, jakich nie można spotkać zimą... XDDDDDDD"
Ciekawe, czy siostra będzie miała coś podobnego na tym teście pod koniec trzeciej klasy...

Cut jest fajny )
W ogóle szkoła mnie zabijaa~~~! Chcę już wakacje, omg, nawet rozdanie świadectw jakoś przeżyję... Ale żeby już...!
Przez naukę i prace ze sztuki i techniki nawet ficka nie mam kiedy pisać. I tak, znowu Kamijo x Kaya... Cicho tam! XD Skoro prawie nikt inny o nich nie pisze (a ja nie mam zamiaru nikogo dłużej o to prosić...), to ja nie będę pisać o nikim innym. O! :P
Ewentualnie, w drodze wyjątku, może być Juka x Hizaki, jak mnie coś weźmie, czemu nie.

A skoro przy Kayi jesteśmy, to ostatnio coraz bardziej mam ochotę na przeczytanie 'Carmilli'. Zaczęłam już się z tą książką rozglądać. Jeszcze nie znalazłam, ale spokojnie xD" Jak mi szczęście dopisze, to będzie po 'Ślepej wierzbie i śpiącej kobiecie' Murakamiego, bo 'Wampira Lestata' już przeczytałam. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze tylko Blackwood i skończę Kroniki Wampirów T_T

Och, jeszcze słowo co do ficków:
Miałam wrzucić te, które do tej pory napisałam, ale po namyśle uznałam, że o wiele lepiej będzie po prostu wstawić tutaj linki. I tak większość już je czytała, tak więc...
Under moon
A potem przyszła wiosna.
Komentarze, o ile ktoś z zainteresowanych jeszcze się nie wypowiedział, nadal są mile widziane. Pod fickiem w poprzedniej notce też. Moja wena wymaga dokarmiania :>

Co ja jeszcze miałam... Aa! Teraz miał być spam!

spam spam spam )
I w ogóle, nadal nie mogę zasnąć przez trzecią w nocy. To okropnie męczące, kiedy trzeba wstawać o 6:45. I nic dziwnego, że w szkole siedzę zamulona, a po powrocie chcę np. podłączyć lampkę nocną do USB... (No co?! XD Za dużo kabelków!) O, a na korkach z matmy próbowałam ostatnio skrócić stopień pierwiastka z mianownikiem ułamka. To chyba dlatego p. Eliza dowaliła mi 8 zadań pracy domowej...
Noce odsypiam po południu. Nie mogę inaczej, nawet trzecia kawa nic nie daje. A budzik nastawiony na 18:00 albo mnie nie lubi, albo stara się o mnie troszczyć, bo pozwala mi spać do 21:00 po prostu nie dzwoniąc.
Ma to też dobre strony. Np. sny takie jak ostatnio - najpierw Inco w stodole ^^", a potem Kamijo. Ale już na backstage...
On wykazuje w moich snach jakieś wyjątkowe zdolności lingwistyczne! O ile ostatnio miałam okazję posłuchać, jak śpiewa po rosyjsku, to teraz dowiedziałam się, jak brzmi po polsku! ^^ Ciekawe, jakiż to język zaprezentuje mi następnym razem.

Nie zgubił nikt przypadkiem ładowarki? Bo dzisiaj znalazłam pod łóżkiem dwie identyczne, a tylko ja mam w tym domu Nokię X_x I nie wiem, skąd się ta druga wzięła...
Rozmnożyły się! XDDDDD
I stąd wniosek - ładowarki rozmnażają się bezpłciowo, poprzez podział. W innym wypadku byłyby trzy, i to jedna taka dziwna, bo ta od Nokii musiałaby się przespać ze starą od Siemensa.
Nie słuchajcie mnie dzisiaj, plotę bzdury ^^"

I tym wesołym akcentem, tak dla odmiany biorąc pod uwagę początek tego wpisu, zakończę.
 
 
Current Location: in my room
Current Mood: sad / happy
Current Music: Kanon Wakeshima - 'Kuroi Torikago'
 
 
ehagaki
24 May 2008 @ 10:51 pm
Wreszcie skończyłam! ^^
Dobrze, że w ostatnim tygodniu miałam wolne, bo mój organizm nie zniósłby takiej dawki snu, gdybym musiała wstawać na ósmą... (Siedziałam kolejno: dwa razy do trzeciej, potem do siódmej, i dzisiaj do piątej xD")

Pairing: Kamijo x Kaya
Inspiracja: 'Po zmierzchu' Harukiego Murakamiego; teksty Kayi (zwłaszcza ten od 'kuro ageha'). I wizje własne.

 
 
Current Location: in my room
Current Mood: tired
Current Music: KISAKI PROJECT feat. Jui - 'Kioku ~after confession~'